Staram się łapać sny
WYWIAD Moim snom daleko do tych hollywoodzkich, gdzie wszystko jest ekstremalne. U mnie króluje powszedniość - mówi Apichatpong Weerasethakul, którego film "Cmentarz wspaniałości" znalazł się w programie festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty
"Cmentarz wspaniałości" jest powrotem po dłuższym czasie do twojej rodzinnej miejscowości Khon Kaen. To sprawia, że ten film jest jeszcze bardziej osobisty?
Khon Kaen to miejsce, które starałem się od czasu do czasu odwiedzać, ponieważ mieszka tam moja matka. Ale od bardzo dawna tam nie kręciłem. A jeżeli już, to raczej jakieś niewielkie epizody, a nie cały film. Powrót miał zatem wymiar sentymentalny. To rodzaj podróży przez wspomnienia i próba spojrzenia na to, co przez ten czas się tu zmieniło. Okazuje się, że zmieniło się niewiele w stosunku do tego, co zapamiętałem, a przynajmniej w miejscach, gdzie kręciliśmy. Towarzyszyły temu jednak silne emocje. Bo to coś specjalnego wrócić i pracować w miejscu, które w dużej mierze cię ukształtowało i przez długi czas stanowiło inspirację.
Akcja filmu rozgrywa się w szpitalu pełnym żołnierzy pogrążonych w tajemniczej śpiączce. To miejsce bardzo różni się od tego, w którym przed laty jako lekarze pracowali twoi rodzice?
Sam szpital znacznie się zmienił. Mówiąc krótko, polowy charakter został zastąpiony przez beton. To, co widzimy w filmie, to szkoła, którą staraliśmy się przysposobić do tego, jak tę rzeczywistość zapamiętałem. Zatem to taki eksperyment stanowiący mieszankę miejsc, jakie miałem w pamięci z dzieciństwa. Bo choć sam nie uczyłem się w takiej szkole, bardzo mocno przypomina mi ona moje rodzinne strony. Miejsce, w którym spędziłem pierwsze 15 lat swojego życia.
"Cmentarz wspaniałości" w tej materii bardziej przypomina biograficzne "Światło stulecia" niż "Wujka Boonmee...". Powrót do korzeni jest dla ciebie istotny?
Zgadzam się z tą opinią. Nie tylko z uwagi na sam temat, ale i sposób, w jaki go nakręciłem. Kiedy realizowałem "Cmentarz wspaniałości", czułem radość, jakieś wewnętrzne szczęście. Związane ono było właśnie z powrotem do korzeni. Byłem w domu, miejscu, które przecież doskonale znam. Czułem rodzaj familiarności. Mimo tego że ten film mówi o smutku, opresji, stanie, w którym ciężko ocenić, czy śnisz, czy jesteś na jawie. To obraz dużo bardziej osobisty niż "Wujek Boonmee..." na wielu różnych płaszczyznach. O jednej już rozmawialiśmy. Drugą kwestią jest problem czasu i smutek wiążący się z jego upływem, z tym, że się starzeję. Zresztą nie tylko ja, także moja aktorka Jenjira, z którą współpracuję już od 15 lat. Nie tylko przy filmach, ale też przy innych projektach artystycznych. Imponuje mi w niej także to, że wszystko pamięta. "Cmentarz wspaniałości" to taka suma naszej dotychczasowej współpracy.
W warstwie symbolicznej podejmujesz w nim także kwestie, które często powracają: problem militaryzmu, twój stosunek do konfliktów zbrojnych. Co chcesz przez to wyrazić?
Starałem się opowiedzieć o tym w sposób delikatny, nienachalny. Symbolika odgrywa tu bardzo dużą rolę. W Tajlandii kwestia szeroko rozumianego militaryzmu to bardzo poważny temat. Zwłaszcza ostatnio. Największa część budżetu państwowego idzie właśnie na wojsko. Podejrzewam, że mamy więcej wysokich rangą generałów niż w Stanach Zjednoczonych. A to tylko postępuje. Militaryzm bardzo mocno związany jest z polityką, czego nie lubię. Interesuje mnie za to symbol, jakim jest mundur. W bardzo różnym kontekście, także seksualnym. Mundur kojarzy się z czymś potężnym, władczym. Z jakąś mocą. Mój film opowiada o tej mocy, która jest uśpiona.
Często wspominasz, że twoją inspiracją są sny. W tym wypadku, z uwagi na fabułę, nabiera to wyjątkowego wymiaru.
Bezpośrednią inspiracją dla tego filmu była historia sprzed kilku lat, jaka wydarzyła się w jednym ze szpitali na północy. Tajemnicza choroba zmusiła wtedy do poddania kwarantannie 40 żołnierzy. Połączyłem to z sytuacją polityczną, która zmierzała do ślepego zaułka, i moimi inspiracjami wynikającymi właśnie z marzeń sennych. Sen jest dla mnie aktem ucieczki. Kiedy nie możesz poradzić sobie z otaczającą rzeczywistością, musisz znaleźć sobie alternatywę. To trochę tak jak z filmami. Kiedy idziesz do kina, też na jakiś czas uciekasz do innej rzeczywistości.
Ludzie śnią w podobny sposób?
Paradoksalnie myślę, że ludzkie sny wcale nie muszą wiele się od siebie różnić. Na przykład te złe sny to przygotowanie ciała na coś negatywnego. Moim snom, a pewnie też i innych ludzi, daleko do tych hollywoodzkich, gdzie wszystko jest ekstremalne. U mnie królują powszedniość i narracyjność. Problem z tymi historiami jest taki, że bardzo szybko one ulatują. Staram się je łapać, a w najgorszym wypadku naśladować ich nastrój i atmosferę.
Lubisz eksperymentować z językiem kina, by nakreślić ekranową rzeczywistość, opowiedzieć o tym, co czujesz. Oglądając "Cmentarz wspaniałości", mam wrażenie, że nie tym razem.
Staram się pokazać to, co czuję, kiedy śnię czy medytuję. Jednak nie w religijnym, a bardziej w naukowym ujęciu. W przeciwieństwie do poprzednich filmów ten wydaje się zdecydowanie mniej eksperymentalny, bardziej narracyjny. Być może dlatego, że jak wspomniałem, starzeję się (śmiech). Chcę nakręcić coś, co rezonuje ze snami, wspomnieniami, tym specyficznym rytmem, a mniej skupia się na sprawach formalnych czy eksperymentowaniu. "Cmentarz wspaniałości" jest dla mnie istotny przede wszystkim od strony emocjonalnej, a nie intelektualnej. I tak właśnie starałem się go robić.
Wspomniałeś, że odczuwasz proces postępującego wieku. Jest w tym filmie wzruszająca sekwencja, gdzie młodsi bohaterowie są kimś w rodzaju przewodnika dla starszego. Odnosisz to też do siebie?
Z pewnością. Takim przewodnikiem jest dla mnie mój partner, który ma 30 lat. Nie ma co ukrywać, że młode umysły są świeższe. Zadaję mu mnóstwo pytań. Zresztą od samego początku moje filmy czy inne projekty artystyczne związane są z wymianą, czerpaniem wzajemnie od siebie. Pytam w nich po prostu bardzo różnych ludzi, co robić. Bo tak naprawdę w tym wszystkim chodzi o współpracę. Dlatego tak bardzo podoba mi się postawa Andy’ego Warhola, który często pytał innych, co ma namalować.
Wspomniałeś o niełatwej sytuacji politycznej w Tajlandii. Jak się w tym odnajdujesz jako artysta?
Sam zadaję sobie to pytanie. W Tajlandii ludzie coraz częściej zmuszani są do tego, by się dopasować. Podpisują lojalki, że nie staną się aktywni politycznie. W innym wypadku mogą trafić do więzienia, zostać oskarżeni i przykładnie ukarani. Podpisują, bo raz, że nie mają innego wyjścia, a dwa, wierzą w karmę, przez co nie walczą i są ulegli. To jest oparte na zwykłym mechanizmie zastraszania. Też się tego obawiam. Sam pytam siebie, czy jestem artystą, jeżeli nie mam pełnej swobody wypowiedzi. To poniekąd przykład "Cmentarza wspaniałości". Poruszałem tu kwestie, które musiałem ubrać w symbolikę, nie mogłem powiedzieć o nich wprost. To mnie frustruje i sprawia, że się duszę. Choć kiedy zobaczyłem ten film, czułem ulgę i szczęście, bo pomyślałem, że właśnie takim chciałem go nakręcić. Czasami pyta mnie ktoś, czy mam łatwiej z tego względu, że jestem rozpoznawalny na świecie. Nie wydaje mi się, żeby tak było. Pewnie także dlatego, że kultura filmowa w moim kraju nie jest postrzegana jako coś specjalnie istotnego.
Zakładasz zatem możliwość, że będziesz robił filmy poza Tajlandią?
Zdecydowanie. Wydaje mi się, że "Cmentarz wspaniałości" to ostatni film, jaki nakręciłem w Tajlandii. Próbuję, ale sytuacja staje się coraz trudniejsza. Dlatego tak bardzo zależało mi, żeby nakręcić film w mojej rodzinnej miejscowości. Wydaje mi się, że wyjazd i realizacja filmu w innym kraju będzie sporym wyzwaniem. Boję się, że zgubię coś po drodze. Trudno przewidzieć, jak będzie, czas pokaże. Ale bardzo lubię Amerykę Południową i duchowość z nią związaną. Więc może tam (śmiech).
"Cmentarz wspaniałości" pokazywany jest na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty w ramach sekcji Ale kino+
@RY1@i02/2016/141/i02.2016.141.196000200.801.jpg@RY2@
T-MOBILE NOWE HORYZONTY
Kadr z filmu "Cmentarz wspaniałości"
@RY1@i02/2016/141/i02.2016.141.196000200.802.jpg@RY2@
BENAINOUS CATARINA/ALLPIX/BE&W
Rozmawiali Kuba Armata i Marta Bałaga
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu