W Paryżu czuje się jak u siebie
Wyszkolony i odrzucony przez Bordeaux, musiał ciągle udowadniać, że może zostać wielkim piłkarzem. Dzisiaj Grzegorz Krychowiak jest jednym z liderów reprezentacji, a na Euro do Francji, która go ukształtowała, przyjechał jak do siebie
Był początek marca 2013 r. Do Reims, legendarnego klubu z Szampanii, który w latach 50. walczył jak równy z równym z Realem Madryt w pierwotnej wersji Ligi Mistrzów, przyjechał wielki Paris Saint Germain. Naszpikowany gwiazdami i napędzany katarskimi milionami euro. Z Ibrahimoviciem, Thiago Silvą, Matuidim. Reims było na przeciwległym biegunie. Mimo bogatej przeszłości wracało dopiero do elity. Grzegorz Krychowiak już wcześniej grał w tym klubie, wypożyczony z Bordeaux, ale w powszechnej świadomości kibica jeszcze nie istniał. Tamten dwuletni epizod dotyczył w końcu II ligi, dopiero teraz, od początku sezonu 2012-2013, Polak miał pierwszy raz okazję, aby poczuć smak Ligue 1, francuskiej ekstraklasy. I stało się coś, czego nikt nie przewidywał. Kopciuszek, który w poprzednich 18 meczach wygrał zaledwie raz, który na dodatek przez pół godziny musiał radzić sobie w dziesiątkę, nie tylko przeciwstawił się milionerom z Paryża, ale nieoczekiwanie wbił im nóż w plecy. A mówiąc precyzyjnie, po jednym z rzutów rożnych Krychowiak uwolnił się spod opieki Brazylijczyka Alexa i zaskoczył bramkarza PSG. Mimo przenikliwego zimna (0 stopni Celsjusza) stadion eksplodował, a Polak został bohaterem. Wreszcie na czołówkach gazet! Walczył o to od lat. Tak naprawdę od czasu, gdy odrzuciło go Bordeaux, bo był za młody i zdaniem trenera nie wytrzymał konkurencji z bardziej doświadczonymi zawodnikami.
Po meczu z PSG życie napisało jeszcze jeden scenariusz. To wówczas, po porażce z Reims, trener paryżan Carlo Ancelotti podjął decyzję, że opuści Francję i przeniesie się do Madrytu. Krychowiak został zapamiętany przez kibiców jako piłkarz, który zwolnił jednego z najlepszych trenerów na świecie. Nieźle jak na zawodnika, który dopiero wchodził do wielkiego futbolu.
Tamten mecz otworzył mu drzwi. Pokazał, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi jak równy z równym, ale również że potrafi mieć do siebie dystans, umiejętnie "sprzedając się" w mediach. Gdy dziennikarze przypomnieli mu sytuację, w której ostro ściął się na boisku ze Zlatanem Ibrahimoviciem, największym gwiazdorem paryżan, Polak ze stoickim spokojem odpowiedział: "Nie przypominam sobie takiego spięcia" - po czym dodał z przymrużeniem oka: "Ale Zlatan na pewno powinien to pamiętać". Cały Krychowiak. Pewny siebie, błyskotliwy, a jednocześnie niezwykle pracowity i wyznaczający sobie kolejne cele. Miesiąc po meczu z PSG jeszcze raz zdecydował o zwycięstwie swojej drużyny nad innym faworytem ligi, klubem Olympique Lyon. Tym razem zachował zimną krew, pewnie wykonując jedenastkę.
To był kluczowy miesiąc w karierze młodego zawodnika z Mrzeżyna, jeszcze na długo przed tym, jak zdobywał z Sevillą Puchar UEFA dwa razy z rzędu. Krychowiak stał się liderem Reims, symbolem odbudowy tej drużyny. Po latach walki o swoje i trudnych wyborów, które prowadziły go przez II ligę, wreszcie odnalazł dla siebie przystań. Pewnie już przeczuwał, że kiedyś wypłynie z niej na szeroką wodę, ale nie przypuszczał, że po latach spędzonych we Francji będą biły się o niego czołowe kluby europejskie. Gdy jako 16-latek przyjeżdżał do Bordeaux, niewiele na to wskazywało.
Krychowiak jak wino
Gdyby nie spotkanie młodzieżówek do lat 16 w Strasburgu (2006 r.), pewnie losy Krychowiaka potoczyłyby się inaczej. To wtedy pokazał się pierwszy raz za granicą z dobrej strony, a jego ówczesny menedżer Andrzej Szarmach polecił go w Bordeaux. - Od początku uderzyła mnie jego dojrzałość. Na boisku, ale nie tylko - mówi nam Patrick Battiston, mistrz Europy z 1984 r. ze złotej drużyny Platiniego, trener Krychowiaka w rezerwach klubu z Żyrondy. - Był niezwykle zdeterminowany. Z czasem ta umiejętność jeszcze bardziej się uwidoczniła, ale już w drużynie młodzieżowej Bordeaux widać było, że to solidny zawodnik, że można na niego liczyć.
Battiston ma ciągle przed oczami pierwszy mecz Krychowiaka w rezerwach nowego klubu. - Miał niecałe 17 lat, graliśmy w Anglet. Trochę się nawet dziwiłem, że na tak młodego zawodnika presja nie wywarła praktycznie żadnego wpływu. Walczył ze starszymi jak równy z równym. Na początku często próbowaliśmy go na boku obrony. Myślę, że gdyby trzeba było, mógłby sprawdzić się także na środku defensywy. Był tak wszechstronny - uważa były mistrz Europy. A jednak Krychowiak nie przebił się do pierwszej drużyny Bordeaux. Ówczesny trener Francis Gillot nie dał mu wielu szans, bo trudno za takie uznać dwa występy w pierwszej lidze.
Mimo niepowodzenia na boisku po latach spędzonych w Żyrondzie zostało mu całkiem sporo. Zamiłowanie do francuskiego stylu życia, a szczególnie do mody (dzisiaj mówi, że w Paryżu czuje się jak u siebie, i potrafi lecieć tam na jeden dzień nawet między zgrupowaniami przed Euro), chęć do nauki (zdał tam maturę, a potem zapisał się na studia z zarządzania organizacjami sportowymi), wreszcie poznał kobietę swojego życia, Celię Jaunat, z którą mieszka teraz w Andaluzji.
Przystań u prezesa Kity
Zanim Krychowiak po raz drugi zacumował w Reims, na drodze do wielkiej kariery miał jeszcze jeden przystanek - Nantes. To był znowu dobry wybór. Klub Waldemara Kity, walczący o powrót do ekstraklasy, potrzebował takich zawodników jak Grzegorz. - Zachowywał się bardzo profesjonalnie i przede wszystkim wykorzystał swoją szansę. Szkoda, że nie został dłużej, ale doskonale go rozumiem, chciał grać w pierwszej lidze, a my wtedy jeszcze nie awansowaliśmy - mówi Kita. W Nantes Krychowiak znalazł szybko wspólny język z Franckiem Kitą, synem prezesa, dzisiaj osobą numer dwa w klubie. - To mu pewnie też pomogło - przyznaje prezes. Czuł się coraz pewniej, co od razu było widać na boisku. We wszystkich spotkaniach, w których wystąpił (ponad 20), wychodził w pierwszym składzie, tylko raz trener zmienił go w trakcie meczu.
To był przedsmak tego, co miało go czekać na jeszcze wyższym poziomie, za drugim podejściem w Reims. Patrząc na dzisiejszą grę Polaka na Euro, aż trudno sobie wyobrazić, że dokładnie cztery lata temu, w środku poprzednich mistrzostw Europy dopiero podpisywał kontrakt z klubem z Szampanii. Za 600 tys. euro. Okres związany z Bordeaux definitywnie się kończył, a zaczynała zupełnie nowa przygoda. O tym, jak ważnym zawodnikiem stał się w nowym otoczeniu, świadczą co najmniej dwa fakty. W pierwszym sezonie po powrocie do elity Reims nie wygrało ani jednego meczu bez Krychowiaka w składzie. Potem, po odejściu Polaka w 2014 r., legendarny klub zaczął staczać się coraz niżej, aż w końcu w tym sezonie przegrał walkę o utrzymanie w Ligue 1. Czy z Krychowiakiem scenariusz byłby inny? Pewnie tak, choć on jest już dzisiaj na innej planecie. Wychowany i ukształtowany przez Francję, wrócił na Euro w roli gwiazdy europejskiego formatu. O początkach nigdy nie zapomniał, ale jeszcze bardziej niż kiedykolwiek jest wierny swoim zasadom: "Jeśli chcesz osiągnąć sukces, wybieraj zawsze najlepsze rozwiązania dla siebie". Cały Krychowiak. Teraz ma znakomitą okazję, żeby w swoim drugim kraju spełnić marzenia. Z reprezentacją.
@RY1@i02/2016/118/i02.2016.118.000001500.802.jpg@RY2@
icon Sport/Newspix.pl
Pobyt w Bordeaux nie był dla Krychowiaka udany - w barwach tego klubu zaliczył tylko dwa występy
Remigiusz Półtorak
z Francji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu