Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nowy smak papryczek

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

NOWA PŁYTA RHCP

To było piekło! Nie, żartuję. Brian stawiał nam wyzwania. Rezultatem jest płyta, na której są jedne z naszych najlepszych piosenek" - mówi w wywiadzie o procesie nagrywania nowej płyty perkusista Red Hot Chili Peppers, Chad Smith. Muzycy odświeżyli swoje podejście do rejestrowania premierowych piosenek i przyniosło to dobre, momentami zaskakujące efekty. Na ich 11. studyjnej płycie "The Gateway" słychać bowiem naleciałości charakterystyczne dla rytmów disco a la Daft Punk, klasycznego rocka w stylu Led Zeppelin czy powiew brit popu. Na szczęście nie pozbyli się przy tym funkowego klimatu i umiejętności pisania dobrych melodii.

Największą zmianą RHCP wobec poprzednich albumów była zmiana producenta. Po wielu latach muzycy zrezygnowali ze współpracy z producencką legendą Rickiem Rubinem i postawili na już też doświadczonego, niezwykle cenionego Danger Mousea (a właściwie Briana Burtona), który ma za sobą pracę z Norah Jones, The Black Keys czy Beckiem, a do tego doskonałe autorskie krążki. Muzycy RHCP ciężko wspominają pracę z Danger Mouseem, bo na dzień dobry powiedział, żeby nie pchali się ze swoimi już napisanymi piosenkami do studia, tylko w nim razem przygotują nowe. Mouse był dla nich surowy, wielokrotnie udało mu się postawić na swoim i wyszło to wszystkim na dobre. RHCP zatrudnili jeszcze Nigela Godricha, kojarzonego głównie z dokonaniami Radiohead, który im "The Gateway" znakomicie zmiksował.

Przez większą część albumu królują spokojne klimaty. Podkręca je charakterystyczny dla zespołu funkowy rytm potęgowany mocnym basem Flei. Będący od kilku lat w zespole gitarzysta Josh Klinghoffer momentami daje popis swoich możliwości na gitarze (chociażby w "Sick Love"), a Anthony Kiedis bawi się wokalem, raz przypominając Damona Albarna z Blur ("The Hunter"), innym Mikea Pattona z Faith No More ("Detroit"). Przez ten materiał przenika zerkanie muzyków w przeszłość. "The Ticonderoga" ze zmieniającym się tempem może przypominać dokonania Queen (albo ich współczesne wcielenie w postaci zespołu Muse). Z kolei we wspomnianym już "Detroit" mocne gitarowe riffy powinny spodobać się fanom Led Zeppelin. Na uwagę zasługują również finałowe "Dreams of a Samurai" z pianinem, chórkami i rozpędzoną szaloną końcówką oraz "Go Robot". To najbardziej zaskakujący numer na tej płycie. Wypływają z niego motywy disco z lat 70., jakby panowie chcieli nagrać bardziej rockowy numer Daft Punk.

Muzycy przekonują, że to ich najlepszy album od wielu lat. Trudno się z tym nie zgodzić. Zróżnicowany, pełen nowych tropów, ale też okraszony retro krążek wpisuje się w ich najciekawsze dokonania. Może brakuje tu singli na miarę "Give It Away" czy "By the Way", a momentami balladowe piosenki nużą ("Encore"), ale RHCP pokazali, że wciąż piszą znakomite piosenki, doprawiając je zakręconym funkiem. Powinny doskonale sprawdzić się na żywo. Okazja, by się o tym przekonać, już na najbliższym festiwalu Opener w Gdyni, na którym RHCP wystąpią 30 czerwca.

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.196000100.803.jpg@RY2@

Warner

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.196000100.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.