Nadal wierzysz w geocentryzm?
FILOZOFIA
Kiedy dwa lata temu trwała - jak się okazało, bezskuteczna - walka z próbami przywrócenia do polskiego systemu prawnego zgody na ubój zwierząt bez uprzedniego ogłuszenia (błędnie zwanego rytualnym), pewien znany prawicowo-katolicki publicysta uznał za stosowne wypowiedzieć się na temat (braku) prawa zwierząt do w miarę znośnego życia i na ile się da bezbolesnej śmierci. Stwierdził mianowicie, że prawa moralne przysługują tylko tym, którzy mają również moralne obowiązki. Nie wspomniał przy tym, że twierdzenie to jest identyczne z koncepcją etyki Kanta, gdyż zapewne osłabiałoby to powszechne zainteresowanie. Na odpowiedzi nie trzeba było długo czekać - internet gotował się chociażby od analogii do noworodków, od których wszak nie można wymagać wypełniania jakichś moralnych obowiązków, a nie jest to równoznaczne z przyzwoleniem na ich zarzynanie. Ani Kant, ani wspomniany publicysta nie uwzględnili bowiem argumentu z potencjalności, który w etyce pojawił się o wiele później, a dla tego drugiego zapewne nie miałby znaczenia, bo jego etyka właściwie ogranicza się do wywodzonego z tomizmu personalizmu (status osoby, a z nim prawa, przysługuje w nim wyłącznie człowiekowi, za to od poczęcia). Książka Urszuli Zarosy nie jest oczywiście odpowiedzią na tamto wystąpienie, wspominam o nim, bo jest dowodem na potrzebę takiego kompendium wiedzy o etyce (nie tylko wobec zwierząt). I spełnia to zadanie znakomicie.
"Status moralny zwierząt" jest wynikiem pracy naukowej autorki i zachowuje naukowe podejście. Jest bowiem kompleksowym omówieniem historycznych i współczesnych stanowisk wobec problemów, komu przysługują prawa czy nawet status moralny w ogóle, kim jest osoba i czy tylko ona ma moralne prawa, jakie są kryteria postawienia dobra jednej jednostki/grupy nad dobrem innej. Także krytycznym, bo również ewidentnie preferowany przez autorkę nurt utylitarystyczny (reprezentowany głównie przez Petera Singera) został tej krytyce poddany i nie ukrywa się jego słabszych punktów. Wielką zaletą książki jest umiejętność przełożenia naukowej pracy na język doświadczenia. Etyka, nazwijmy ją akademicką, musi bowiem służyć do ułatwienia podejmowania decyzji rzeczywistych, pomagać określić się każdemu wobec dobra/zła w realnym świecie. Sam język daleki jest od trywialności (to nie filozoficzny odpowiednik wersji powieści w 300 słów), jednak ze zrozumieniem nie będzie miał kłopotów przeciętnie oczytany człowiek. Konkretniej? Autorka przekłada sytuacje, w których znajdują się zwierzęta, na te, które mogą dotknąć ludzi. Na przykład porównuje reakcje na niewolę delfinów w parkach rozrywki - przez kształt pyska te ssaki sprawiają wrażenie zadowolonych - do przypisywania zgwałconej kobiecie zadowolenia czy prowokacyjnej roli w tym ohydnym zdarzeniu. Mocne, ale całkowicie uprawnione.
Zarosa doprowadza pracę do etapu wniosków praktycznych, z którymi powinien zapoznać się każdy, kto chce żyć świadomie i nie fundować sobie własnej moralności na św. Tomaszu (1225-1274) czy Immanuelu Kancie (1724-1804). Od siebie dodam tylko, że pozostawanie przy nich jest etycznym odpowiednikiem wiary w astronomię Ptolemeusza albo przynajmniej nieprzyjmowania do wiadomości, że w fizyce sporo zdarzyło się także po Newtonie. ©?
@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.19600060b.802.jpg@RY2@
Maciej Weryński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu