W wolnej chwili
Pierwsze miejsce na listach w kilkunastu krajach, szczyty na UK Chart i US Billboard 200. Ponad milion sprzedanych sztuk w samych Stanach, ćwierć miliarda w streamingu! Takimi danymi niedługo po premierze swojej czwartej płyty "Views", a właściwie "Views from the 6", może się pochwalić kanadyjski raper Drake. Zaprosił na niego kilkadziesiąt osób, wśród nich takie gwiazdy, jak: Kanye West, Jay-Z, Rihanna czy Wizkid. Album imponuje rozmachem: 20 piosenek, ponad 80 minut, poza wieloma samplami (z numerów DMX albo Malcoma McLarena) pojawiają się tu też chociażby wiolonczela czy harfa. Muzycznie brzmi już mniej imponująco. Drake’owi brakuje przed mikrofonem charyzmy. Pieczołowicie złożony album z elementami r’n’b, dancehallowymi, popowymi został świetnie wyprodukowany, ale zwyczajnie nuży. Fani artysty pewnie nie odrzucą tego materiału, bo Drake penetruje dość bezpieczne, przetarte już przez siebie szlaki w przystępnym hip-hopie. Mnie jednak nie przekonuje.
@RY1@i02/2016/101/i02.2016.101.196000800.101.gif@RY2@
Doskonała okładka siódmego albumu amerykańskiej songwriterki Marissy Nadler dobrze oddaje to, co słychać na krążku. Autorka schowana za czarnym materiałem tylko minimalnie odsłania swoje oblicze, jakby nie wszystkim chciała się podzielić albo była lekko zawstydzona. Jej osobiste teksty, m.in. o trudnych związkach, nie są - delikatnie mówiąc - przepełnione radością. W pięknej balladzie "Katie I Know" śpiewa: "I can’t bury all the times they say you’ll come back to me/But I won’t count on anything". Niespecjalnie optymistyczna jest również muzyka. Zbudowany głównie z dźwięków gitar, akustycznych, ale też rzężących i psychodelicznych, materiał spodoba się fanom mroku spod znaku chociażby Chelsea Wolfe. Nadler zaliczana jest do grona artystów spod znaku gotyckiego folku. Faktycznie czerpie z klimatów i gotyckich, i folkowych, ale "Strangers" nie da się tak łatwo zaszufladkować. To wyjątkowy, dość ponury, na długo zostający w pamięci album, różny od tego, co dziś króluje na listach przebojów.
"Najpierw wódeczka, a potem usteczka/A potem troszkę didu-didu-dam/ Bo bez wypicia dziś nie ma życia/Gdy każdy zmartwień pod dostatkiem ma" - fragment z piosenki "Wódeczka" pokazuje, z jak doskonałymi tekstami mamy tu do czynienia. Warszawskie Combo Taneczne Jana Młynarskiego wzięło tym razem na warsztat kompozycje z tekstami m.in.: Jana Brzechwy, Andrzeja Własta i Jerzego Jurandota. Wcześniej te klasyki wykonywali tacy giganci, jak: Tadeusz Faliszewski, Mieczysław Fogg czy Adam Aston. "Tango milonga", "Ecie-pecie", "Mój czarny kot" czy "Twych słodkich ust" przenoszą nas w czasy ulicznych grajków i na dawne dansingi. A jednak dźwięki mandoliny, bandżoli, kontrabasu, klarnetu i piły oraz charakterystyczny głos Młynarskiego skutecznie rozkręcą także dzisiejszą prywatkę. Dźwięki Warszawskiego Comba Tanecznego nabierają rumieńców w knajpianym entourage’u. Warto trafić na ich koncert w takim środowisku.
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu