Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Minimal nie dla każdego

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

POP

James Blake to kolejny w ostatnim czasie artysta, którą wydał swoją płytę z zaskoczenia. Staje się to dziś powoli standardem. Niespodziewanie swój nowy krążek wypuściła też kilka tygodni temu chociażby Beyoncé. Zestawienie tych dwóch artystów nie jest przypadkowe. Beyoncé lubi zapraszać na swoje płyty najciekawsze muzyczne osobowości i tak też zrobiła przy okazji "Lemonade", zapraszając... Jamesa Blakea. Brytyjczyk wspomógł ją wokalnie i kompozytorsko. Dwa tygodnie po premierze "Lemonade" James Blake wypuścił swoje solowe, trzecie dzieło "The Colour In Anything".

Zapowiedzią płyty był specjalnie przygotowany mural. Blake opublikował jego zdjęcie na kilka dni przed premierą albumu. Poznaliśmy wtedy jego nazwę i okładkę autorstwa uznanego ilustratora Sir Quentina Blakea. Lekko rozmyty, dość posępny obrazek dobrze oddaje klimat płyty. Od początku krążka słychać charakterystyczne dla Blakea minimalistyczne podejście do muzyki. Rządzą na nim pianino, płaczliwy wokal, pojedyncze elektroniczne dźwięki, dubstepowa mgiełka i zaburzone melodie. Taką kompilacją James zwrócił na siebie uwagę na debiucie z 2011 roku, który wylądował wysoko na listach przebojów, dostał bardzo dobre recenzje i nominację do prestiżowej Mercury Prize. Jego późniejszy o dwa lata następca "Overgrown" przyniósł autorowi jeszcze większy rozgłos i nagrodę Mercury Prize za 2013 rok.

Przy najnowszym krążku postanowił skorzystać ze wsparcia Franka Oceana, Bon Iver i producenckiego geniusza Ricka Rubina. Wyszło Blakeowi 17 piosenek, które zamknęły się w czasie ponad 76 minut. Długość tej płyty może być dla niektórych problemem. Blake nie tworzy bowiem łatwych, szybko wpadających w ucho melodii i obcowanie z jego dźwiękami i wokalem przez tak długi czas jest wyzwaniem. Są tu co prawda momenty bardziej przystępne, niemal popowe i od razu zapadające w pamięci, jak "I Hope My Life" z syntezatorem w roli głównej, "I Need a Forest Fire" z Bon Iver czy "Always" z Blakiem pokazującym swoje możliwości w falsecie. Całość ma melancholijny klimat i rządzą w nim ballady z pianinem w stylu tytułowego "The Colour In Anything" albo pulsującą elektroniką. W jednym przypadku, finałowym "Meet You In the Maze", Blake porywa się nawet na śpiewanie a capella. Ten finał powinien wzruszyć nawet najtwardszych bywalców siłowni, ale z drugiej strony może irytować przetworzeniami wokalu artysty. Bawiący się elektronicznymi dodatkami do swojego głosu Blake może nie przekonać do siebie fanów soczystych wokali w ambitnym popowym stylu. Blake eksploruje coraz bardziej wymagające rejony.

@RY1@i02/2016/101/i02.2016.101.19600050b.802.jpg@RY2@

UNIVERSAL MUSIC

@RY1@i02/2016/101/i02.2016.101.19600050b.103.gif@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.