Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kolejarz i ufoludki

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W KINACH

Nawet przy najlepszej woli oglądającego "Walser" Zbigniewa Libery wydaje się poronionym efektem ambicji i kalkulacji. To rebus pełen odsyłaczy nie tylko do tradycji kina, lecz także malarstwa, jednak inaczej niż na przykład w pierwszych filmach Greenawaya ów rebus wydaje się bez znaczenia, a rozwiązywanie strefy wpływów inspiracyjnych nie daje żadnej satysfakcji. Zostaje tylko to, co na wierzchu, czyli niewiele.

Tytułowy Walser, urzędnik kolejowy grany przez Krzysztofa Stroińskiego, który podobnie jak widzowie zdaje się niczego nie rozumieć, trafia do lasu, w którym pomieszkuje plamię Conteheli. Są pierwotni i szczęśliwi, mówią własnym językiem, ale o wyraźnie polskim akcencie, co być może potwierdzałoby ogólnie znany fakt, że na początku świata wszędzie była jednak Polska. Walser nie ma złych intencji, a mimo to burzy dziką sielankę. Nie ma bowiem powrotu do świata naiwności, jeżeli odkryje się rzeczywistość alternatywną. Przesłanie jak przesłanie, nic specjalnego, gorzej, że filmowy szlak prowadzący do tej tezy przypomina dźwięk szafy uporczywie trzeszczącej przy każdym otwarciu. Wewnątrz są mądre słowa, znaki, symbole, ego i id, lecz także wilgoć, smrodek i naftalina. W efekcie powstaje rodzaj kompletnego rozprężenia, w którym reżyser, mając nawet przy sobie operatora tej rangi co Adam Sikora, kompletnie nie radzi sobie z materią stricte filmową. Tytułowy Walser powinien być kimś, kto - jak w kluczowych pracach Malinowskiego - przebija się przez pancerz nieznajomości odrębnego świata, wnikając weń poprzez zrozumienie. Łatwiej napisać niż pokazać, ponieważ w filmie jest jedynie postacią w brudnym płaszczu, która trafia do rzeczywistości leśnych ludków.

Mętny "Walser" po fatalnym "Performerze" chyba ostatecznie kompromituje ideę proklamowanej przez część krytyków zbiorowej wypowiedzi polskich artystów wizualnych w naszym kinie. Niestety, nie da się odgórnie założyć, że wspólną drogą plastyków jest dzisiaj materia filmowa. "Walser" może w tym kontekście służyć jako specyficzny wzorzec, jak żaden film nie powinien wyglądać.

Łukasz Maciejewski

@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600040a.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.