Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

To jeden z tych zespołów, które przed przesłuchaniem nie mówią mi zupełnie nic, ale już po kilku minutach z ich płytą zaczynam przeglądać internet, wpisując ich nazwę w wyszukiwarce. Liima bowiem przykleiła się do mnie (nazwa zespołu po fińsku znaczy klej) od pierwszego numeru i nie chce się oderwać. Liimę stworzyli fiński perkusista Tatu Rönkkö oraz członkowie duńskiej formacji indierockowej Efterklang. Nagrany w zaledwie trzy dni i na żywo krążek to mieszanka głównie syntetycznych dźwięków i wokaliz. Wyszła z tego rytmiczna elektronika z mrocznymi naleciałościami i odwołaniami do progrocka (numer "Roger Waters" ma nawet motyw zaczerpnięty z "Money" Pink Floyd). Liima nie gra muzyki, która zapewni im wielki rozgłos, ale fanów ambitnej elektroniki od razu wciągnie. Tym bardziej że zdarzają im się takie potencjalne przeboje jak singlowy "Amerika". Dajcie im szasnę, a gwarantuję, że nie poprzestaniecie na jednym przesłuchaniu. Warto trzymać kciuki za ich przyjazd do Polski.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.196000800.803.jpg@RY2@

Widziałem ich w zeszłym roku podczas Requiem Festivalu w Warszawie oraz na koncercie poświęconym Eugeniuszowi Rudnikowi w muzeum POLiN. Panowie ze składu Düsseldorf dali na scenie pokaz siły przyciągania swoją industrialną elektroniką, mrocznym wokalem i poruszającym bitem. Teraz przenieśli to na płytę. "Live Re/Actions" to zapis ich kilku koncertów z lat 2014 i 2015. Są numery improwizowane, niemal punkowe, w stylu EBM i wariacja na temat dokonań Rudnika w ponad siedmiominutowej kompozycji "Rudnik". Są też echa zespołu Nowy Horyzont, protoplasty Düsseldorf. Skład uformował się pod koniec lat 80., w 1989 udało mu się zagrać w Jarocinie. Szybko jednak zawiesili działalność, bo już w 1993 roku ich drogi się rozeszły. Na szczęście powrócili jakiś czas temu na koncerty, a teraz z płytą. "Live Re/Actions" jest ciekawym podsumowaniem ich dotychczasowej drogi, ale też spojrzeniem w przyszłość. Oby ta w jak najkrótszym czasie nadeszła z nowym, studyjnym albumem. Takiego dojrzałego industrialu bardzo na naszej scenie brakuje.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.196000800.804.jpg@RY2@

Jakiś czas temu firma Ubisoft zorganizowała ankietę dla graczy, którzy mieli wybrać potencjalną scenografię, a co za tym idzie i temat fabularny dla kolejnego odcinka serii "Far Cry". Czołowe miejsca zajęły klimaty postapokaliptyczne z zombi na czele, ale producent ostatecznie zdecydował się na rozwiązanie bodaj jeszcze bardziej radykalne i nowa gra z cyklu osadzona jest w epoce kamienia łupanego. Siłą rzeczy pozbawieni zostajemy broni palnej na rzecz maczugi i łuku, po ekranie biegają mamuty i tygrysy szablastozębne, a napotkane plemiona posługują się nieznanym nam językiem (zresztą specjalnie opracowanym na potrzeby gry). Rzecz jasna zmieniła się nie tylko otoczka, lecz także sposób rozgrywki, gdyż kluczem do zwycięstwa i objęcia przewodnictwa nad grupą jest oswajanie dzikiej zwierzyny, która pomoże nam i w boju, i w zdobyciu pożywienia. Ale poza tym "Far Cry Primal" to kolejna porcja znanej graczom rozrywki z otwartym światem i setkami misji. Bardzo dobre odświeżenie serii, lecz i wyraźny przystanek na drodze do opracowania kolejnej autonomicznej części cyklu, choć kto wie, czym jeszcze zaskoczy Ubisoft.

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.196000800.105.gif@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.