Człowiek ze złotym uchem
Pięciokrotny laureat Grammy i kilkunastu innych nagród, współtwórca wielu ważnych płyt ostatniej dekady otwiera nowy rozdział w swojej karierze. Pod koniec zeszłego roku Brian Burton powołał do życia własną wytwórnię 30th Century Records. Pierwszych artystów, którymi się opiekuje, zaprezentował na specjalnej składance. Znając jego umiejętności w kreowaniu dźwięków, można się spodziewać, że kilku z nich czeka poważna kariera.
"Będąc w college’u, odkryłem filmy Woody’ego Allena. Kompletnie się w nich zadurzyłem. Zaimponowało mi, że tworzy własny świat, działa według własnych zasad. Tak samo postanowiłem działać w muzyce. Chciałem zostać muzycznym reżyserem" - powiedział w wywiadzie dla "New York Timesa" niemal 10 lat temu Burton. Wstępując na muzyczną drogę, przyjął pseudonim Danger Mouse (za brytyjską serią animowaną dla dzieci popularną w latach 80.). Udzielając tego wywiadu, był już uznanym producentem. Dzisiaj jego wartość jest dużo większa. Ma na koncie chociażby nagrody dla producenta roku i dekady, a przede wszystkim szacunek muzycznych osobistości.
Uwagę zwrócił na siebie w 2004 roku mashupowym krążkiem "The Grey Album", na którym fenomenalnie zmiksował "The Black Album" Jay Z ze słynną płytą The Beatles "The Beatles" nazywaną białym albumem. Danger Mouse zwrócił na siebie uwagę krytyków ("Entertainment Weekly" uznało ją za płytę roku) i muzyków. Do wyprodukowania drugiej płyty projektu Gorillaz zaprosił go Damon Albarn. Kolejne propozycje posypały się bardzo szybko: The Rapture, Sparklehorse, Danger Doom i wreszcie Gnarls Barkley. W tym ostatnim projekcie wraz z CeeLo Green nagrał wielki hit "Crazy" - niemal trzy miliony sprzedanych singli w samych Stanach.
Danger Mouse to wyjątkowy producent. Adele, która zaprosiła go na płytę "25", powiedziała o nim, że jest jak gąbka, chłonie wszystko dookoła. Sam Burton przyznaje, że trudno go porównać do jakiegokolwiek innego producenta. W jednym z wywiadów powiedział: "nie ma takiego modelu w muzyce, którym chciałbym podążać", i dodał coś, co wiąże się z przytoczonymi wcześniej słowami: "moimi mistrzami są reżyserzy filmowi". Danger Mouse odciska tak mocne piętno na płytach, przy których pracuje, że często jest nazywany nie tylko ich producentem, ale współtwórcą. Burton nie boi się przyznać, że nie jest wielkim specjalistą od technicznych spraw. Zazwyczaj współpracuje z inżynierem dźwięku, nie jest mistrzem stołu mikserskiego i komputerów w studiu. Nie przeszkodziło mu to pracować z The Black Keys, Norah Jones, U2, ASAP Rockym, Red Hot Chili Peppers. Wraz z Jamesem Mercerem z zespołu The Shins wydaje też płyty jako Broken Bells. Z kolei wraz z włoskim kompozytorem Danielem Luppim wydał inspirowany muzyką ze spaghetti westernów doskonały krążek "Rome". Równocześnie znalazł czas na powołanie wspomnianej 30th Century Records.
Pierwsza płyta z artystami, których przygarnął, powinna spodobać się przede wszystkim fanom gitarowego grania. Są tu grupy z różnym dorobkiem, mieszające gitarowe granie z klawiszami albo surowo rockowe. Waterstrider, Apache Sun, Maybird, Autolux, The Arc, do tego m.in. Sam Cohen. Brian Burton przekonuje, że artystów, których gromadzi, nie przerabia na swoją modłę. Pozwala im być sobą. To daje poczucie kluczowego dla pracy komfortu. Burton wypracował je sobie sam. Teraz chce dać je innym.
@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600050k.803.jpg@RY2@
Owen Sweeney/AP
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600050k.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu