Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Scenarzystka i producentka oraz operator - taki duet odpowiada za album "Lucky Days". To nowy krążek Ewy Abart, na który muzykę napisał Tomek Ślesicki, twórca klipów m.in. dla Dawida Podsiadły i Bokki. Swoją muzykę określają mianem "pop noir" i faktycznie nie jest to wesołe granie. Osiem numerów po angielsku, jeden po polsku i instrumentalny wypełniły "Lucky Days". Przestrzenne elektroniczne granie zostało tu dopełnione dźwiękami wiolonczeli. Najciekawsze wydaje się kończące płytę instrumentalne "Treetops" przechodzące ze wzruszającej ballady w niepokojącą stronę. Oprócz tego jedyny polski numer - "Jutra nie ma". Skromny muzycznie, ale poruszający kawałek pokazuje możliwości głosowe Abart, od delikatnego niemal szeptu do onirycznego zaśpiewu. Niestety, w pozostałych kompozycjach ciekawe rozwiązania muzyczne na pograniczu romantycznej ścieżki dźwiękowej i mroku burzy trochę angielski wokal Abart. Twardy i momentami irytujący. Gdyby to była płyta w całości po polsku, robiłaby większe wrażenie.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600080a.807.jpg@RY2@

Chłopaków z gitarą akustyczną pod ręką mamy na szczęście coraz więcej na naszej scenie. Od tygodni koncerty w całej Polsce wyprzedaje Kortez. Pomału na scenę wkracza Pete True, czyli Piotr Truchel. Na co dzień jest gitarzystą i wokalistą zespołu rockowego Absyntia. Nieszczególnie przepadam za twórczością tej pomorskiej kapeli, za to solowe dokonania Piotra bardziej przypadają do gustu. Pete True opiera się na akustycznej gitarze i swoim głosie, momentami słychać klawisze, smyczki, efekty. Truchel nie ma jakiegoś niespotykanego głosu, nie pisze epokowych hymnów. Jego "Hell Flower" to po prostu zestaw akustycznych folkrockowych, przyjemnych piosenek z dodatkiem w postaci zaskakująco dobrego coveru "Im Your Man" Leonarda Cohena. Jest na "Hell Flower" trochę filmowo, trochę akustycznie grungeowo, instrumentalnie. Łapcie tego gdańskiego muzyka na koncertach, bo na scenie jego wartość wzrasta. Pete nie wejdzie tą płytą do mainstreamu, nie stanie się ulubionym wokalistą hipsterów ani gwiazdką alternatywy, ale solidnie mieści się gdzieś pośrodku.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600080a.808.jpg@RY2@

"Wydawało nam się, że nagrywamy album twórczy i mroczny, ale na końcu przełamaliśmy to dwoma kompozycjami" - mówili w Polskim Radiu Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny z duetu Rebeka. Faktycznie ich drugi krążek "Davos" ma mroczny klimat. Nie jest to jednak mrok, który nie daje zasnąć. Elektronika, którą bawi się Rebeka, bywa przebojowa, intrygująca, czasami dopełniana jest gitarą. Różnorodne "Davos" wciąga od samego początku i nie puszcza do końca. Numer "Falling" bez wątpienia zagoni was na parkiet, "The Wish" uroczo rozleniwi, a "Wake up" zaintryguje przeróżnymi dźwiękami. Takie numery jak "Perfect Man" byłyby zapewne rozchwytywane na scenie elektronicznej na Wyspach. Przyswajalny bit, na to nałożone niepokojące, rozdarte dźwięki, spokojny wokal Skwarek i porażająca, narastająca końcówka. Rebeka potrafi pisać melodie, które na długo wwiercają się w głowę. Na szczęście momentami ta płyta jest rozluźniona delikatnymi popowymi piosenkami i dzięki temu nie przygniata. W kwietniu Rebeka zagra "Davos" na koncertach w całej Polsce.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/054/i02.2016.054.19600080a.809.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.