Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Martwe zło nie umiera nigdy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Telewizja obdarowuje drugim życiem niegdysiejsze kinowe hity i kultowe klasyki, niekiedy już nawet mocno przykurzone. Na antenie rozmaitych stacji goszczą lub lada chwila pojawią się serialowe reinkarnacje "Raportu mniejszości" i "Omenu", powraca "Świat Dzikiego Zachodu", a za oceanem już zakończono emisję "Ash kontra martwe zło", oficjalnego sequela słynnej trylogii Sama Raimiego.

Opowieść o zwyczajnym facecie, który z paczką przyjaciół jedzie do leśnej głuszy, aby tam natknąć się na prastare, żądne krwi moce, stała się gatunkowym szablonem. "Martwe zło" i jego kontynuacje, już przesunięte bardziej w stronę komedii grozy niż czystego horroru, wyznaczyły kierunki, którymi podążali niezliczeni naśladowcy reżysera. Po prawie ćwierćwieczu od premiery ostatniej części cyklu, "Armii ciemności", Sam Raimi, Bruce Campbell i spółka ponownie łączą siły i rzucają tyleż pierdołowatego, ile heroicznego Asha na pastwę martwego zła, które bynajmniej nie zrezygnowało z planu opanowania świata. I rozczłonkowania gościa, który przed laty stanął mu na drodze. Tym razem jednoręki sprzedawca - a zarazem ostatnia nadzieja ludzkości - ma do pomocy wpatrzonego w niego Pabla i sceptyczną Kelly, z którymi rusza w trasę po Ameryce tym samym zdezelowanym autem, którym podjechał dawniej pod leśną chatkę. Po piętach depcze im Ruby (w tej roli Lucy Lawless, czyli serialowa Xena) oraz chmara demonicznych istot.

Istniała całkiem zasadna obawa, że "Ash kontra martwe zło" okaże się jedynie kuponem odciętym od lubianej trylogii, ale to pełnoprawny tytuł udanie kontynuujący znaną z kina - a może raczej kaset! - historię. Serialowi blisko do istnego horroru drogi, choć z wyraźnie zaakcentowanym motywem przewodnim, jakim jest próba zniszczenia sprowadzającego nieszczęście, oprawionego w ludzką skórę "Necronomiconu". Produkcja Sama Raimiego nie szczędzi widzom smoliście czarnego, doprawionego krwistymi plamami humoru, a legendarny już Bruce Campbell może i się zestarzał (jego Ash nosi gorset i sztuczną szczękę), ale na pewno nie dojrzał, nadal jest sarkastycznym szowinistą o uroku niepoprawnego chama. O sukcesie serialu niech świadczy to, że zaledwie trzy dni po emisji pilota podjęto natychmiastową decyzję o realizacji drugiego sezonu.

@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600080c.802.jpg@RY2@

Cinemax

Na pierwszym planie Ash, grany przez Brucea Campbella

Bartosz Czartoryski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.