W wolnej chwili
Powstały pięć lat temu trójmiejski zespół The Shipyard wydał właśnie swoją kolejną płytę. Muzycy, którzy wcześniej nabrali doświadczenia w kilku innych składach, wypuścili "Niebieską linię". W informacjach prasowych można przeczytać, że kwartet najlepiej sprawdza się tu w polskich utworach. Po kilkukrotnym przesłuchaniu mam wrażenie, że jest odwrotnie. Na "Niebieskiej linii" najbardziej wciągają cztery numery, w których Rafał Jurewicz śpiewa po angielsku. Nie mogę się przekonać do jego wokalu z polską liryką, ale też muzycznie ciekawsze są anglojęzyczne kompozycje. Może poza tytułowym, finałowym kawałkiem, który trwa ponad osiem minut. To znakomity, mroczny finał z małymi elementami niemal jazzowymi (gra w nim doskonały pianista Sławek Jaskułke) oraz psychodelicznymi. Wcześniej uwagę zwraca cover "Nightcall" Kavinsky’ego (znany z filmu "Drive"), balladowe "We Are at Sea" z akustyczną gitarą, melodyjne "Love or Hate" i szybkie postpunkowe "I Got That Feeling". Zobaczcie ich na żywo, na scenie jeszcze zyskują.
@RY1@i02/2016/034/i02.2016.034.196000800.804.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Gennin to dawna nazwa wsi Jenin, położonej w powiecie gorzowskim. Mieszka w niej obecnie jeden z najciekawszych muzycznych twórców w naszym kraju Błażej Król. Najpierw został szeroko zauważony w formacji UL\KR, potem wydał dwie znakomite solowe płyty. Teraz pojawia się w duecie muzycznym ze swoją żoną. Ich Lauda to jakby zapis otaczającego ich od kilku lat wiejskiego świata. Zabawy elektronicznymi dźwiękami przeplatane są tu przeróżnymi odgłosami z życia małżeństwa Królów. Syntetyczny minimalizm, szczekanie psa, szum wiatru i inne dźwięki niespecjalnie przypominają wcześniejsze granie Błażeja. "Gennin" to płyta bardziej wrażeniowa, stwarzająca klimat niż zestaw piosenek. Jest trochę jak filmy Andrzeja Kondratiuka. To zapis pewnego otoczenia, osobisty i daleki od popularnej drogi. Trudno spodziewać się, żeby zainteresował szerszą publikę, ale też zapewne nie takie są intencje Królów. Wydali płytę bardzo ważną dla nich, opisującą ich otoczenie w ostatnich latach. Będą ją grali w lutym na kilku koncertach w Polsce. Może na żywo materiał zyska więcej czaru niż na krążku, bo tu jest tylko ciekawostką.
@RY1@i02/2016/034/i02.2016.034.196000800.805.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Bez wątpienia ta płyta przeniesie was w inny wymiar. Dla jednych będzie on jednak nie do zniesienia, innym może dać niezły odjazd. Muzyka Animal Collective to nie jest zwyczajny pop, w niezwyczajny sposób po raz pierwszy zaprezentowali ją też publicznie. Pod koniec zeszłego roku materiał z "Painting With" popłynął z głośników na lotnisku w ich rodzinnym Baltimore. Myślę, że chwilowo zapanował w porcie lotniczym chaos, bo ich podejście do muzyki można delikatnie nazwać psychodelicznym. W głównej mierze można tu usłyszeć syntetyczne, syntezatorowe dźwięki, rzadko układające się w chwytliwe melodie. Zabawa, którą uprawiają panowie z Animal Collective, z gościnnym udziałem samego Johna Cale’a, przybiera delikatne formy, ale tylko momentami. Tak jest w "Golden Gal" brzmiącym trochę tak, jakby chcieli zrobić ścieżkę dźwiękową do "Ptasiego radia" Tuwima. Bywa też jednak nieznośnie. Wieńczący album, pełen przedziwnych dźwięków "Recycling" jest tak męczący, że ciężko przez niego przebrnąć. Na pewno 10. płyta Animal Collective nie jest płytą łatwą.
@RY1@i02/2016/034/i02.2016.034.196000800.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu