Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Kanadyjski duet wraca z nową płytą po pięciu latach przerwy. Wraca też na koncert do Polski. 27 lutego wystąpią w Fabryce Trzciny w Warszawie. Czego można się spodziewać podczas grania na żywo ich najnowszego albumu "Big Black Coat"? Przede wszystkim dobrej tanecznej imprezy. Jeremy Greenspan i Matt Didemus przygotowali bowiem klubowy zestaw numerów, na którym odchodzą od tak częstych na poprzednich płytach wycieczek w stronę R&B. Tutaj rządzą klubowe bity na skraju synthpopu i techno. Didemus spędził ostatnie kilka lat w Berlinie i słychać, że przesiąkł tamtejszym klubowym graniem. Zimny klawiszowy klimat ociepla swoim wokalem i jak zwykle wzruszającymi tekstami Greenspan. Smakowitym dodatkiem do ich własnych dźwięków jest cover przeboju Bobbyego Caldwella "What You Wont Do for Love" z lat 70. Smoothsoulowy przytulak został tu zamieniony w parkietowy hit z szybkim tempem. Na pewno warto też wyróżnić tytułowy kawałek "Big Black Coat", o mrocznym klimacie z niepokojącymi klawiszami przechodzącym w taneczne bujanie. Będzie się działo w Fabryce Trzciny.

@RY1@i02/2016/029/i02.2016.029.196000800.804.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Marcin Cichy na zawsze już będzie kojarzony przede wszystkim z duetem Skalpel (i bardzo słusznie), ale warto się przyglądać nie tylko temu, co tworzy wraz z Igorem Pudłem. Przykładem solowy krążek Cichego, tutaj ukrywającego się pod nazwą Meeting By Chance. Na "Inside Out" wspomogły go trzy wokalistki, dwie z Japonii (Ayuko i Mayko) oraz poznańska wokalistka Magda, o których próżno szukać informacji w internecie. Cichy znakomicie wyciągnął z nich nie tyle wokalne parady, ile pojedyncze westchnienia, pomruki. Dołożył do tego podkłady w ambientowym stylu zanurzone mocno w jazzie. Bodaj najlepszą kompozycją jest tu najbardziej jazzowy "Birdman". Cichy fenomenalnie tworzy klimat jakby wyjęty z koncertu jazzowego tria dla jakiejś mrocznej filmowej sceny. Ta płyta w ogóle jest bardzo filmowa. Eteryczna muzyka Cichego w wielu miejscach zwalnia tak, że ma się wrażenie, iż słuchamy jej w zwolnionym tempie. Jego dźwięki leją się w tempie konsystencji kisielu. Oblepiają i z czasem spokojnie usypiają, dając nadzieję na relaksujące sny.

@RY1@i02/2016/029/i02.2016.029.196000800.805.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Niby na przestrzeni lat niewiele się zmienia i kiedy siada się przed ekranem z kolejną grą z nazwą Lego na okładce, można się spodziewać porcji doskonale znanej rozrywki. A jednak nie można nie dostrzec, jak bardzo ta nieformalna seria idzie do przodu. Niegdyś łaziło się ludkiem z lewej do prawej (lub odwrotnie), biło inne ludki po głowie i zbierało monety. Dzisiaj gry Lego oferują otwarte światy i kolejne atrakcyjne licencje. "Lego Marvels Avengers" to nic innego jak plastikowe odtworzenie akcji wysokobudżetowej kinowej sagi. I jest to zarówno jej główna atrakcja, jak i przekleństwo, bo z jednej strony mamy iście filmowe, okraszone nowymi zręcznościowymi zadaniami sekwencje, a z drugiej - ich ciężar niejednokrotnie przeszkadza rozgrywce i niekiedy wyklucza nawet drugiego gracza z udziału. Ale to nadal dobra zręcznościówka, do tego pozwalająca kierować ponad dwustoma komiksowymi postaciami i oferująca lokacje wyjęte żywcem z kinowego ekranu. Zresztą - ratowanie świata nie może się przecież znudzić.

@RY1@i02/2016/029/i02.2016.029.196000800.806.jpg@RY2@

Bartosz Czartoryski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.