Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Spokojnie, to tylko apokalipsa zombie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

GRY WIDEO Popularna seria "Resident Evil" wraca nie tylko do kin (podobno po raz ostatni), lecz również na konsole. Z jakim skutkiem?

Resident Evil" po raz siódmy? Bynajmniej. Liczebniki potrafią być zwodnicze, szczególnie jeśli chodzi o tasiemcowe japońskie serie gier mające zwyczaj rozgałęziania się na spin-offy przeznaczone na każdą możliwą platformę. Survival horrory wydawane przez firmę Capcom od 1996 roku doczekały się ponad dwudziestu odsłon. Konia z rzędem temu, kto jeszcze orientuje się w zawiłościach fabuły. Ale i tak nie o nią tutaj chodzi, bo mocno inspirowany filmami grozy cykl stawiał zawsze na atmosferę i spektakularny efekt.

W "Resident Evil 7" po raz pierwszy cała gra przedstawiona będzie z perspektywy pierwszoosobowej, a nacisk, jak zapewnia firma, zostanie położony nie na akcję (choć gracz będzie miał do dyspozycji niemały arsenał), lecz paranoiczną atmosferę, którą podkreśli jeszcze kompatybilność tytułu z PlayStation VR, oprzyrządowaniem obsługującym rzeczywistość wirtualną. Bohaterem nowej odsłony serii jest nie jak do tej pory wykwalifikowany członek tych czy innych służb mundurowych, ale typowy everyman, bliższy potencjalnemu graczowi, co wyjaśniać ma poniekąd jego ewentualną niezdarność. Gra rozpoczyna się w rozlatującej się posiadłości na amerykańskim Południu, ale nie panoszą się po niej żywe trupy, lecz niejacy Bakerowie, którym blisko do kanibalistycznej rodzinki z pamiętnej "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną".

Duchowym pierwowzorem "Resident Evil" jest japoński projekt multimedialny "Sweet Home" z 1989 roku, na który złożyła się gra oraz film pełnometrażowy, wyreżyserowany przez Kiyoshiego Kurosawę. Shinji Mikami z Capcom chciał zrealizować zaawansowany technicznie remake tamtego tytułu, ale ostatecznie jego pomysł wyewoluował w osobną historię, która dała początek niekończącej się serii. Do końca lat 90. wypuszczono trzy części głównej serii, które jako tako domykały opowiedzianą historię. Nie mogąc uporać się z trawiącym Racoon City mutagennym wirusem, na miasteczko zrzucono bowiem głowicę nuklearną. I choć do 2005 roku, kiedy ukazało się "Resident Evil 4", na rynku pojawiło się kilka gier pod popularnym szyldem, żadna z nich nie popychała fabuły do przodu. Dopiero czwarta odsłona przedstawiła jeszcze niebezpieczniejsze zagrożenie - pasożyta infekującego żywe organizmy, opętującego ludzi i zwierzęta żądzą mordu.

Przez cały ten czas spoiwem poszczególnych części są filmy animowane, z których kolejny (z podtytułem "Vendetta") będzie miał swoją japońską premierę już w maju. Ponadto uniwersum rozszerzane jest nieustannie dzięki książkom i komiksom, które częściej jednak niż oryginalnymi historiami są adaptacjami gier, ale i tak tłumaczą i porządkują fabularne zawiłości, nierzadko dopisując zdarzenia poboczne. Lecz bodaj największym beneficjentem popularności gier jest Paul W.S. Anderson, producent, scenarzysta i reżyser luźno opartych na nich filmów. Niemal równolegle z premierą "siódemki" do kin wchodzi zresztą "Resident Evil: Ostatni rozdział", rzekomo domknięcie filmowego cyklu. Rzekomo, bo rzadko kiedy podobne zapewnienia przekładają się na działanie. Już przecież plotkuje się o serialu telewizyjnym.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że "Resident Evil" odmieniło oblicze gier z gatunku survival horroru, proponując rozwiązania kopiowane dziesiątki razy przez konkurencję. Jak mało który tytuł na błyskawicznie zmieniającym się rynku, stworzona przez Mikamiego seria zadomowiła się na nim na dobre, a jej marketingowy potencjał przekuto na silną markę.

@RY1@i02/2017/024/i02.2017.024.19600040a.801.jpg@RY2@

fot. Cenega

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2017/024/i02.2017.024.19600040a.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.