W drodze do Macondo
KLASYKA Proza Gabriela Garcíi Márqueza potwierdzała, że współczesne narracje nie muszą trzymać się reguł. Czas linearny i historyczny może przeplatać się z kołowym czasem mitu
W moim przypadku bycie pisarzem jest wyjątkowym osiągnięciem, bo jestem słaby w pisaniu. Fizycznie walczę z każdym słowem. Ale dzięki uporowi w ciągu 20 lat udało mi się skończyć cztery książki. Praca nad piątą idzie wolniej, bo mam coraz mniej czasu pomiędzy migrenami" - pisał Gabriel García Márquez we wstępie do zbioru opowiadań "W tym mieście nie ma złodziei", którego pierwsze wydanie ukazało się w 1962 roku. Piątą książką była powieść "Zła godzina", której akcja rozgrywała się w mitycznym Macondo. A pięć lat później miał nastąpić przełom - w 1967 roku ukazało się "Sto lat samotności". Słowa noblisty o mękach związanych z pisaniem nie były czystą kokieterią. Były książki, nad którymi pracował latami. "Kronikę zapowiedzianej śmierci" pisał przez trzy dekady, "Jesień patriarchy" - przez 17 lat. Ale ze "Stoma latami samotności" było inaczej. Pierwsze zdanie powieści miało pojawić się w głowie pisarza w trakcie podróży do Acapulco. Przeczuwając coś ważnego, Márquez podobno natychmiast zawrócił z drogi, by w domu rzucić się w morderczy wir pracy. Książka była gotowa po 18 miesiącach.
Sagę rodziny Buendiów uznano za drugą po "Don Kichocie" najważniejszą książkę kręgu kulturowego języka hiszpańskiego, a jej autora okrzyknięto twórcą nowego nurtu w literaturze - realizmu magicznego. Macondo, wioska, w której rozgrywa się "Sto lat samotności" i kilka innych utworów Márqueza, stała się symboliczną przestrzenią pisarskiej wolności. To przestrzeń poza czasem i poza historią. Przestrzeń zbudowana z pamięci i wyobrażeń. Mityczne, niesprecyzowane "gdzieś" trwające w czasach, kiedy jeszcze wszystko było możliwe, a ludziom bliżej było do boskości. Pisarstwo Márqueza potwierdzało, że współczesne narracje nie muszą trzymać się ścisłych reguł. Czas linearny i historyczny może przeplatać się z kołowym czasem mitu. Wspomnienia i opowieści o prawdziwych ludziach mogą funkcjonować równoprawnie z legendami, baśniami i ludowymi podaniami, opowiadanymi od pokoleń przez ciotki i babki. Realizm magiczny zainspirował licznych następców Márqueza i sprawdza się do dziś w pisarstwie cenionych twórców młodego pokolenia takich jak Amerykanka Judy Budnitz czy urodzony na Jawie Eka Kurniawany.
Wspominając dziś Márqueza, myślimy przede wszystkim o jego wielkich powieściach - prócz "Stu lat samotności", "Jesieni patriarchy" i "Kroniki zapowiedzianej śmierci", m.in. o "Miłości w czasach zarazy" i wieńczącej dzieło noblisty "Rzeczy o mych smutnych dziwkach". W latach 90. Polacy z entuzjazmem przyjęli dojrzały zbiór "Dwunastu opowiadań tułaczych". Tymczasem wydawnictwo Muza przypomina teraz stosunkowo wczesne opowiadania Gabriela Garcíi Márqueza, opublikowane do połowy lat 70. Utwory oryginalnie znalazły się w zbiorach "Dialog lustra", "W tym mieście nie ma złodziei" oraz "Niewiarygodna i smutna historia niewinnej Erendiry i jej niegodziwej babki".
Oczywiście błędem byłoby uważać, że łączenie narracji realistycznej z elementami mitu i baśniowości jest wynalazkiem Márqueza. Przed autorem "Miłości w czasach zarazy" byli przecież Bruno Schulz, Michał Bułhakow czy Jorge Luis Borges. Podobnie jak jego poprzednicy kolumbijski noblista gloryfikował to, co jest bliskie wyobraźni dziecka i ludów przedpiśmiennych. Ale nie tylko takiego Márqueza odnajdziemy w wydanych właśnie opowiadaniach. Szczególnie intrygujący okazuje się otwierający tom cykl "Dialog lustra". Tu styl Márqueza mniej przypomina jego samego, bardziej czuć w nim inspirację takimi klasykami jak Edgar Allan Poe czy Franz Kafka. Już pierwsze opowiadanie zatytułowane "Trzecia rezygnacja" niepokoi atmosferą jak z sennego koszmaru. Jego bohater jest żywy i martwy zarazem, a ze swojego położenia w żaden sposób nie jest w stanie się wywikłać. Podobnie jest z tytułową postacią opowiadania "Ewa w środku kota". Tu poczucie materialnego nieistnienia, a jednocześnie jednostkowej świadomości okazuje się źródłem grozy. Bohaterowie "Oczu niebieskiego psa" spotykają się tylko we śnie, ale na jawie nie mogą się odnaleźć, bo po przebudzeniu zapominają, co im się śniło.
Márqueza w bardziej klasycznej wersji znajdziemy w dalszych dwóch częściach tomu. W zbiorze znalazło się opowiadanie "Dzień po sobocie", będące pierwszym utworem, w którym pojawia się Macondo. Jego bohaterka senora Rebeka pragnie uciec z wioski, ale w głębi duszy doskonale wie, że to niemożliwe. Macondo jest zamkniętym światem, w którym czas płynie inaczej. Jest też światem bliskim natury. Nie bez powodu nieszczęścia, do jakich ma dojść w wiosce, zwiastują martwe ptaki, które niszczą siatki w oknach mieszkańców. W "Bardzo starym panu z olbrzymimi skrzydłami" i w "Najpiękniejszym topielcu świata" znajdziemy historie istot nadprzyrodzonych, które pojawiają się w życiu zamkniętych społeczności. Ale opowiadania Gabriela Garcíi Márqueza są zapowiedzią nie tylko "Stu lat samotności". Takie teksty jak "Wdowa Montiel" są rozważaniami o politycznej dyktaturze, które przywodzą na myśl powieść "Jesień patriarchy".
@RY1@i02/2017/024/i02.2017.024.196000600.801.jpg@RY2@
fot. Miguel Tovar/AP/East News
Malwina Wapińska
@RY1@i02/2017/024/i02.2017.024.196000600.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu