Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zgiełk i niepokój

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

MUZYKA Trent Reznor powraca do klasycznego brzmienia Nine Inch Nails

To będzie raczej mało przyjazny i przystępny materiał, ale nie mógł być inny - powiedział o najnowszym krążku Nine Inch Nails jego lider Trent Reznor. Fani legendy industrialnego rocka czekali na nowy materiał trzy lata. Doczekali się płyty, a dokładnie pięcioczęściowej epki nawiązującej do dokonań NIN sprzed lat. Muzyka, którą Reznor wypuszczał w ostatnim czasie, miała mniej surowości, brudu, industrialności bliskiej temu, czym zdobył fanów na początku lat 90. Ostatnie dzieło wydane pod szyldem NIN, "Hesitation Marks" z 2013 r., jest chyba najbardziej przystępnym materiałem zespołu w karierze. Trudno też industrialnymi nazwać ostatnie soundtracki Reznora. Czy to jego kolejnej kolaboracji z Davidem Fincherem, czyli "Zaginionej dziewczyny", czy dokumentu National Geographic "Between the Flood". Nawet dokonania jego projektu założonego wraz z żoną, How to Destroy Angels, nie mają tej nuty industrialnego szaleństwa i noiseu co wczesny NIN. Epka "Not the Actual Events" ma już to, co dla NIN charakterystyczne.

Niepokój, ostre dźwięki, apokaliptyczny momentami wymiar muzyki na "Not the Actual Events" wziął się, jak przekonuje sam Reznor, po części właśnie z pracy nad "Between the Flood", a raczej z tego, czego się dowiedział z tego filmu. Głównie chodzi o to, jak sami niszczymy Ziemię i jak polityka zabija nasz krajobraz. Mocny ślad w psychice Trenta pozostawiła także praca nad muzyką do obrazu "Patriots Day", opowiadającego o zamachu terrorystycznym podczas maratonu w Bostonie w 2013 r. (premiera w USA już za kilkanaście dni). Swojemu gniewowi Reznor dał upust w "Not the Actual Events".

Już w pierwszym numerze (wszystkie napisali wspólnie Reznor i jego wieloletni współpracownik Atticus Ross) mamy mocną, zgrzytającą ścianę dźwięku z Trentem śpiewającym m.in. "Feels like Ive been here before", który dopełnia muzyczne cofnięcie się NIN do dokonań sprzed lat. Rzężąca gitara, wrzeszczący Reznor, pulsująca perkusja. Wszystko w zaledwie niecałe dwie minuty. Soundtrack do postapokaliptycznego filmu można uznać za otwarty. NIN spowalniają nieco w "Dear World" opartym na klawiszach i automacie perkusyjnym. Reznor dokłada do tego mroczną lirykę o upadku człowieczeństwa i alienacji. "Shes Gone Away" to już powolny industrializm a la NIN. Z gościnnym udziałem partnerki Reznora, Mariqueen Maandig. To najbardziej klaustrofobiczny numer tej epki. Słuchając go, ma się wrażenie, jakby cały wielkomiejski krajobraz dookoła się walił. Dźwięki przypominają darcie, wyginanie blachy i ledwo słyszalne zawodzenia ofiar. W "The Idea of You" za perkusją usiadł sam Dave Grohl (pracował już z Reznorem ponad 10 lat temu). Tutaj mamy rockowo-industrialną symfonię łączącą dźwięki pianina z mocną perkusją, gitarami oraz na zmianę szeptem i krzykiem Reznora. Genialny moment płyty. Finałem jest "Burning Bright (Field on Fire)" z gitarą byłego członka Red Hot Chili Peppers, a przede wszystkim Janes Addiction, Davea Navarro. To, co słychać w tym kawałku, można też nazwać ścianą dźwięku. Szum i kakofonia dźwięków idealne dla fanów NIN.

Reznor zapowiada, że w tym roku czeka na fanów Nine Inch Nails więcej niespodzianek. Jeżeli będą choć trochę przypominały "Not the Actual Events", jest na co czekać.

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.196000100.801.jpg@RY2@

fot. Andrew Chin/FilmMagic/Getty Images

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.196000100.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.