W wolnej chwili
O tym, że John Legend lubi klasyczny soul i r’n’b pokryte kurzem wiemy już od pierwszej płyty sprzed 13 lat. Czasami skręcał w bardziej hiphopową czy elektroniczną stronę, ale to okolice twórczości Marvina Gaye’a czy Steviego Wondera były mu zawsze najbliższe. Nie inaczej jest na jego piątym studyjnym krążku "Darkness and Light". Króluje tu retro sznyt, do którego właściciel dość prowokującej ksywy (naprawdę nazywa się Stephens) dołożył poważne teksty o sprawach damsko-męskich i współczesnej Ameryce. Gościnnie pojawili się Chance the Rapper, Brittany Howard z Alabama Shakes oraz Miguel. Oldskulowo brzmiący album nasycili soulem, poza tym elementami funky, jazzowymi czy elektroniką. Bywa tanecznie, ale też wzruszająco i delikatnie. Trudno tu wskazać jeden wielki przebój. Każdy kawałek to genialnie zaaranżowana wycieczka pełna ciekawych dźwięków. Do wielokrotnego chłonięcia. Dobrze by było, gdyby Legend przyjechał z tym materiałem do Polski.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600080b.801.jpg@RY2@
"To było dla mnie jak spełnienie marzeń. Miałem niewiarygodne szczęście, że mogłem zostać częścią tego świata. Nie mogłem nawalić" - mówił w wywiadzie dla "Time" Michael Giacchino. Amerykański kompozytor, laureat Oscara za muzykę do animacji "Odlot", autor kompozycji do wielu hollywoodzkich filmów, ale też popularnych gier czy serialu "Zagubieni", miał wyjątkowo mało czasu do napisania tematów do pierwszego spin offu "Gwiezdnych wojen", czyli "Łotra 1". Zaproszono go do współpracy zaledwie trzy miesiące przed premierą. Giacchino zakasał rękawy, ustawił swoje figurki bohaterów GW, które zbierał jako dziecko w studiu (można zobaczyć je na zdjęciach ze studia w sieci), i wziął się do pracy z kilkudziesięcioosobową orkiestrą i chórem. Oczywiście zawsze jego dzieło będzie porównywane do kanonicznych tematów Johna Williamsa, ale trzeba przyznać, że Giacchino nie ma się czego wstydzić. Zrównoważony balans między pompatycznością, wyciszeniem, dramatem a nadzieją, który słychać w jego muzyce, dobrze się sprawdził w "Łotrze 1". Na pewno warto znać film przed przesłuchaniem materiału.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600080b.802.jpg@RY2@
Wspólna płyta trójki znakomitych polskich jazzmanów. Bracia bliźniacy Marcin (kontrabas) i Bartłomiej (perkusja) od 20 lat poruszają się w różnych odmętach jazzu, grając m.in. z Trzaską czy Stańko. Antoni "Ziut" Gralak od lat 80. jest jednym z najbardziej charyzmatycznych trębaczy naszej sceny. Był m.in. członkiem freejazowej formacji Young Power. Ich wspólny album to zgodnie z tytułem powrót do muzycznego prymitywizmu, grania emocjami, prostoty. Grają tu kompozycje Gralaka, Bartłomieja, oparte na pieśniach suazyjskiej, azteckiej i tybetańskiej. Do tego numer mistrza awangardowego jazzu z Chicago Roscoe Mitchella i autorstwa kenijskich muzyków. Dziesięcioczęściowa płyta wypełniona jest w dużej mierze dźwiękami spokojnymi, momentami niemal kontemplacyjnymi. Nie brakuje jednak szaleństw na trąbce i kontrabasie. Całość tworzy wciągającą, różnokulturową mieszankę niespecjalnie skomplikowanych, ale też nie prostackich rozwiązań muzycznych. Dla ciekawych niekoniecznie klasycznego jazzu.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600080b.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu