Dziewczyny z tamtych lat
Występowały dla tłumów, a później same zginęły gdzieś w tłumie. Bo talent nie wystarcza, trzeba jeszcze łutu szczęścia
Wcale nie było takie pewne, że będzie kiedykolwiek śpiewać na estradzie. Jako uczennica piątej klasy Olga Ostrowska (później Jackowska, a ostatnio Sipowicz) miała ze śpiewu ledwie tróję. Trójka prześladowała ją także później, kiedy latem 1973 r. występowała na doczepkę z Osjanem na dziedzińcu KUL. Wyszła wtedy dosłownie na 3 minuty na scenę – wzięła flet do ręki i zagrała jednostajny, ciągły dźwięk. I tyle. W Maanamie po raz pierwszy usłyszeliśmy jej głos w 1976 r. – wykonała wokalizy w poznańskim klubie Aspirynka. I w końcu na dobre wzięła się do śpiewania.
Lata 80. bezapelacyjnie należały do Kory i do Maanamu. Wokalistka wykreowała charakterystyczny image – bezkompromisowej chłopczycy o punkowym wyglądzie, która w dadaistycznym tonie wyrzucała z siebie z szybkością karabinu maszynowego ostre frazy, nie szczędząc kuksańców PRL-owskiej szarzyźnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.