Wpadliśmy w czarną dziurę
Fal: W czasie epidemii przewlekle chorzy zostali na wiele miesięcy pozbawieni dostępu do diagnostyki, bezpośrednich wizyt lekarskich, zabiegi planowe są odwoływane. A władze mogły stworzyć latem czyste szpitale dla pacjentów niecovidowych
Jak pandemia wpływa na śmiertelność pacjentów, którzy cierpią na inne schorzenia? Bo że ma przełożenie, to już pewne. Widać to chociażby w statystykach.
Niestety ten wpływ jest, i to mocno zauważalny. Przed pandemią mniej więcej 90 proc. wszystkich przedwczesnych śmierci w Polsce było związanych z występowaniem niezakaźnych chorób przewlekłych (tzw. NCD, ang. noncommunicable diseases), bardzo często w powiązaniu z wielochorobowością. Teraz przewlekle chorzy zostali na wiele miesięcy pozbawieni dostępu chociażby do diagnostyki, bezpośrednich wizyt lekarskich, zabiegi planowe są odwoływane, praktycznie nie istnieje rehabilitacja. W tym obniżeniu dostępności do świadczeń medycznych ważny jest także czynnik psychologiczny. Ludzie już chorzy albo tacy, którzy wymagają zdiagnozowania, ze strachu przed zakażeniem wirusem omijają szerokim łukiem lekarzy, poradnie i szpitale. To błąd. Bo już śmiertelność z powodu NCD rośnie, a musimy jeszcze liczyć się także z efektem odroczonych zgonów. W najbliższych latach będzie ich więcej, niż wynikałoby to z wcześniejszych prognoz, właśnie z powodu obecnego ograniczenia opieki medycznej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.