Silikonowe eldorado całej Europy
Rynek operacji plastycznych jest rocznie szacowany na miliard złotych. Choć ceny usług nie są już tak konkurencyjne, do Polski wciąż tłumnie przyjeżdżają kobiety i mężczyźni z Zachodu
Pół miliona polskich lekarzy w ponad stu prywatnych i państwowych szpitalach oraz gabinetach chirurgii plastycznej jest na zawołanie pacjentów z całej Europy. Od początku roku ich zagraniczni klienci zostawili w naszym kraju ponad pół miliarda złotych. Jednak coraz wyższe ceny operacji oraz afera w Pomorskim Centrum Traumatologii mogą zakończyć hossę na tym rynku.
Mapka na stronie internetowej kliniki Art Plastica jednoznacznie pokazuje, jak trafić do Szczecina, gdzie mieści się szpital. Biało-czerwony samolocik leci z Irlandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Ląduje bezpośrednio w Szczecinie albo w oddalonym o jedyne 100 km Berlinie. Z Danii i Norwegii właściciele kliniki radzą dotrzeć promem. Wszystko reklamowane hasłem "Jesteśmy w centrum Europy". I właśnie położenie Polski oraz niskie ceny usług są największym magnesem dla pacjentów, którzy marzą o nowym, lepszym ciele. Nie dziwi więc, że coraz częściej Włoszki robią sobie u nas nosy, Niemki powiększają biusty, a Skandynawki odsysają tłuszcz. A przy okazji zwiedzają Kraków, Wadowice czy Warszawę.
Ofert upiększających wycieczek nad Wisłę systematycznie przybywa. Chętnych - jak dotąd - też nie brakowało. Izba Gospodarcza Turystyki Medycznej szacuje, że w pierwszym półroczu br. przyjechało na leczenie do Polski około 120 tys. cudzoziemców. - Z czego ponad połowa to klienci stomatologów oraz klinik i oddziałów chirurgii plastycznej - mówi prezes IGTM Artur Gosk. Jego zdaniem polska służba zdrowia szybko nauczyła się wykorzystywać koniunkturę na rynku.
I to nie tylko ta prywatna, bo dodatkowe płatne zabiegi i operacje są wykonywane po godzinach także w szpitalach publicznych. Oficjalnie oddziały chirurgii plastycznej działają w zaledwie kilku placówkach, m.in. w Krakowie, we Wrocławiu, w Nowej Soli czy Łodzi. Po cichu jednak setki płatnych operacji plastycznych przeprowadzane są w klinikach w całym kraju.
O istnieniu takiego procederu opinia publiczna dowiedziała się po tragedii 31-letniej Szwedki Christine H. Kobieta, która przyjechała do Gdańska zwabiona ofertą o połowę tańszego niż w jej ojczyźnie powiększenia biustu, po operacji przeprowadzonej na oddziale chirurgii naczyń zapadła w śpiączkę. Jej rodzice utrzymują, że córka padła ofiarą zaniedbań i błędu lekarskiego. Twierdzą, że po operacji nikt się nią nie zajął, nie było przy niej anestezjologa. W rezultacie doszło do uszkodzenia mózgu. Kobieta nigdy nie odzyska zdrowia. Sprawę bada prokuratura. Pewne jest jedno: szpital nie miał uprawnień do przeprowadzania operacji plastycznych. Mimo tego dokonał co najmniej kilkudziesięciu, w tym dziesięciu już po tragicznym w skutkach zabiegu. Ministerstwo Zdrowia zarządziło kontrolę wszystkich szpitali w kraju, by sprawdzić, czy przypadkiem inne też podobnie sobie nie dorabiają. A że tak się dzieje, jest tajemnicą poliszynela. - Dyrektorzy publicznych jednostek patrzą przez palce na takie zabiegi, bo komercyjna działalność na tym polu jest dla nich szansą na dodatkowe pieniądze, i to duże - mówi nam nieoficjalnie jeden z byłych ministrów zdrowia.
Poprawianie urody stało się w Polsce przemysłem, który według ekspertów rośnie w tempie nawet 40 procent rocznie. Jeszcze pięć lat temu mieliśmy około 300 lekarzy specjalizujących się w chirurgii estetycznej, dziś jest ich blisko 500. Doktor Andrzej Ignaciuk, dyrektor Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, szacuje, że liczba wykonywanych w Polsce zabiegów przekroczyła już półtora miliona i przez najbliższe lata nadal będzie rosła. Przyjmując, że najpopularniejsze zabiegi nie są tanie, np. botoks na czoło kosztuje 700 zł, a poważniejsza operacja wręcz jest droga (10 - 15 tys. zł), rynek już teraz może być wart blisko miliard złotych.
Zagraniczny pacjent zostawia w Polsce średnio co najmniej 4,5 tys. zł. Oprócz leczenia gość musi wykupić noclegi, wyżywienie i zapłacić za transport. Dlatego turystyka plastyczna to już nie tylko sama operacja. Kilka miesięcy temu włoski dziennik "Il Messaggero" opisał, jak coraz więcej Włoszek wykupuje w wyspecjalizowanych agencjach medyczno-turystycznych w Rzymie i Mediolanie pakiet usług: operację plastyczną w Polsce bądź wszelkie chirurgiczne zabiegi upiększające. Pakiet obejmuje przelot samolotem taniej linii lotniczej do Katowic, pobyt w hotelu i zabieg u chirurga plastycznego, a także inne atrakcje, na przykład wycieczki do Wadowic.
W prywatnych klinikach organizacja pacjentowi dojazdu z lotniska, obsługa mówiąca w jego języku, potrawy jak w domu to już standard. Niektóre z gabinetów zapewniają też dodatkowe pokoje gościnne dla osób towarzyszących. Co bardziej zaradne szpitale organizują swoim pacjentom także ofertę kulturalną czy nawet pakiet poprawy całego wizerunku wraz z wyprawą z wizażystką na zakupy.
Cudzoziemców przyciągają jednak przede wszystkim konkurencyjne ceny polskich klinik. Za wstawienie implantu zęba Brytyjczyk wyda u siebie równowartość 5,6 tys. zł, w Polsce ok. 2,1 tys. Lifting twarzy kosztuje ich u nas 9 tys. zł zamiast 30 tys. zł, a powiększenie piersi 11 - 15 tys. zł, zamiast 15 - 27 tys. zł. - Największą popularnością cieszą się właśnie zabiegi powiększania piersi, korekcji nosa, odsysania tłuszczu, plastyka powiek i implanty - wylicza Gosk. Młodsi pacjenci częściej poddają się drobniejszym operacjom, jak korekcja uszu czy nosa. Nieco starsi wybierają plastykę powłok brzusznych i modelowanie sylwetki, ci najstarsi usuwają zmarszczki albo wykonują liposukcję. Na stół polskich chirurgów trafiają nie tylko Niemcy, Duńczycy, Holendrzy, Szwedzi, Austriacy czy Norwegowie. - Mamy też pacjentów z USA i Kanady - mówi Katarzyna Ostrowska-Clark, właścicielka prywatnej kliniki chirurgii estetycznej Medimel w Szczecinie.
I wbrew pozorom nie są to tylko panie. - Z Wielkiej Brytanii przyjeżdża do nas wielu pacjentów z problemem ginekomastii, czyli powiększeniem gruczołów sutkowych. To efekt m.in. przyjmowania dużej ilości sterydów - tłumaczy. Ile zabiegów wykonuje w ciągu miesiąca? Tego nie zdradza. Założyciel jednej z najbardziej znanych polskich klinik chirurgii plastycznej Andrzej Sankowski przyznał w jednym z wywiadów, że wykonuje ich ok. 500. Ale nie chciał zdradzić, jakie są zyski jego placówki.
Chirurdzy boją się, że tragedia Szwedki może zrujnować Polsce reputację i ukrócić biznes na upiększającej turystyce nad Wisłą. Do gabinetów dzwonią przerażone pacjentki, wiele rezygnuje z zabiegów. - To już nie jest taki rynek jak kilka lat temu - zarzeka się jednak Anna Lewińska z IQ Medica, jednej z pierwszych w Polsce klinik specjalizujących się w klientach z zagranicy. - Kiedy startowaliśmy w 2005 r., co miesiąc mieliśmy ok. 50 pacjentów, głównie z Wielkiej Brytanii. To była ponad połowa wszystkich naszych klientów. Dziś stanowią ledwie kilka procent - dodaje Lewińska. IQ Medica przez pierwsze trzy lata przeprowadziła ponad dwa tysiące operacji na zagranicznych pacjentach. - Polska nie jest już tak tania. Kiedyś przebicie cen za zabiegi na Zachodzie wynosiło nawet dwa, trzy razy tyle co u nas. Teraz jesteśmy tańsi tylko o 20 - 30 procent. To za mało dla wielu osób, by nadal opłacało się do nas przyjeżdżać - tłumaczy Lewińska.
Polscy lekarze liczą jednak, że te spadki niedługo się skończą. Nawet jeżeli klienci z Zachodu nie dopiszą, pacjentów nie zabraknie. Według badania OBOP aż 84 proc. Polek nie jest zadowolonych z własnego wyglądu.
@RY1@i02/2010/235/i02.2010.235.186.0013.001.jpg@RY2@
Fot. Corbis FotoChannels
Tragedia młodej Szwedki, która po zabiegu powiększenia biustu zapadła w śpiaczkę, spowodowała niewielki zastój w biznesie. Ale właściciele klinik są przekonani, że kryzys szybko minie
Aneta Leszczyńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu