Rząd pozoruje reformę zdrowia
Próbując reformować system ochrony zdrowia, rząd pomija wieloletnie i wielomiliardowe niedofinansowanie tej sfery. Myli negatywne skutki wynikające z tej sytuacji z mało istotnymi przyczynami niedociągnięć.
Plan kosztów świadczeń zdrowotnych NFZ na 2010 rok w porównaniu do ostatecznego planu na 2009 rok opublikowany przez NFZ 4 stycznia 2010 r. ujawnia spadek środków finansowych tylko i aż o 2,6 proc. Nasuwa się pytanie, czy spadek ten zapewni nie gorsze niż w 2009 roku warunki wykonania konstytucyjnego prawa obywateli do równego dostępu do świadczeń zdrowotnych, niezależnie od ich statusu materialnego.
Z danych liczbowych prezentowanych przez NFZ, a dotyczących planu kosztów świadczeń na 2010 rok wynika, że mimo dużych problemów w finansowaniu szpitali w 2009 roku oraz w latach wcześniejszych na leczenie szpitalne mniej będzie środków aż o 2,75 mld zł. Sytuacja ta grozi nową zapaścią nie tylko w ograniczeniu świadczeń, ale także pogorszy sytuację finansową szpitali.
Zaprezentowane dane źle świadczą o polityce zdrowotnej rządu. Pogorszy się bowiem dostępność do leczenia dla zdecydowanej większości Polaków. Uciążliwość ta najbardziej będzie dotyczyć emerytów i rencistów, rolników, bezrobotnych i osób pochodzących z rodzin o niskich dochodach. Nie stać ich będzie na opłaty za wizyty w prywatnych gabinetach lekarskich czy zakup innych prywatnych świadczeń z zakresu ochrony zdrowia. Taka sytuacja może mieć wpływ na pogorszenie się stanu zdrowotności obywateli lub też na zwiększenie się wystąpienia ryzyka wcześniejszej śmiertelności w porównaniu z innymi krajami OECD.
Mimo zapewnień ministra Ewy Kopacz ani ustawa koszykowa, ani rozporządzenia nic nie zmieniły w zakresie dostępności ubezpieczonych do świadczeń. Nasuwa się pytanie, to po co były te nowe uregulowania? Z wypowiedzi posłów PO wynika, że są one po to, aby obywatele lepiej wiedzieli, co im się należy z publicznych pieniędzy, bo wcześniej o tym nie wiedzieli. Ich zdaniem zasługa ministra zdrowia i jego politycznego otoczenia polega na tym, że przecież nikomu wcześniej nie udało się wprowadzić w życie koszyka świadczeń gwarantowanych. Pierwsze doświadczenia praktyczne i opinie osób ze świata ochrony zdrowia, lekarzy, publicystów oraz ubezpieczonych oceniają te koszykowe regulacje jako nie tylko porażkę, ale klęskę ministra zdrowia.
Rządzącym brakuje wizji i woli przeprowadzenia reform systemu ochrony zdrowia. W ostatniej dekadzie kolejne rządy dokonywały pozornych reform w zakresie organizacji i finansowania tego sektora. Rząd Donalda Tuska usiłuje rozwiązać te problemy na podstawie błędnych diagnoz. Pomijają one wieloletnie i wielomiliardowe niedofinansowanie sfery ochrony zdrowia i dlatego mylą trwale występujące negatywne skutki wynikające z funkcjonowania i finansowania systemu ochrony zdrowia z mało istotnymi przyczynami niedociągnięć czy innych nieprawidłowości występujących sporadycznie.
Błędna jest teza głoszona przez ministra zdrowia, że w systemie jest wystarczająca ilość pieniędzy, a tylko zła organizacja podmiotów opieki zdrowotnej i ich zła gospodarka finansów powodują wadliwe funkcjonowanie systemu. Dlatego w konsekwencji tych błędnych diagnoz i rządowych decyzji podejmowanych na tej podstawie zadłużają się szpitale, wydłużają się kolejki do specjalistów itd.
Te nietrafne decyzje potwierdzają oraz w pełni uwiarygodniają dane liczbowe publikowane w grudniowym raporcie OECD Health at a Glance 2009. Zarówno wydatki publiczne, jak i całkowite wydatki zdrowotne na osobę nadal, niestety, lokują Polskę na jednym z ostatnich miejsc (przed Meksykiem i Turcją) wśród krajów OECD. Jak wynika z tego raportu, wydatki publiczne w Polsce na ochronę zdrowia stanowią zaledwie 33,4 proc średniej krajów OECD.
Niedoboru pieniędzy na dużą skalę, który według moich szacunków wynosi około 38 proc. środków NFZ przeznaczonych na świadczenia w 2010 roku, nie da się zrównoważyć zmianami organizacyjnymi ani statusem organizacyjnoprawnym podmiotów, szczególnie szpitali. Niskich nakładów publicznych na ochronę zdrowia w Polsce, w porównaniu z krajami OECD nie zwiększy wydajność pracy lekarzy ani poprawa wskaźnika wykorzystania łóżek szpitalnych. Nie przybędzie pieniędzy od umiejętności planowania w szerokim zakresie świadczeń zdrowotnych i ich finansowania ani od zmian w algorytmie podziału środków na oddziały wojewódzkie NFZ. Nie zwiększy się ilość środków dzięki wprowadzeniu w 2010 roku nowego systemu finansowania, tzw. migracji świadczeniobiorców, ani usprawniania rozliczeń w systemie jednorodnych grup pacjentów jako metody planowania i rozliczania kontraktów.
System opieki zdrowotnej w Polsce potrzebuje silnego wsparcia finansowego w 2010 roku, bo nie ma w nim już od dawna żadnych prostych rezerw do uruchomienia i wykorzystania.
Mimo znanej wcześniej pogarszającej się sytuacji finansowania świadczeń zdrowotnych już w 2009 roku rząd nie wykorzystał żadnego z dostępnych instrumentów do zagwarantowania w 2010 roku wzrostu zasilania finansowego NFZ. Premier Donald Tusk nie dotrzymał swojej obietnicy z tzw. białego szczytu w marcu 2008 r., że rekomenduje rządowi na 2010 rok podwyższenie składki zdrowotnej o 1 proc. Nie zrobił tego również teraz, choć wiedział, że w planie NFZ na 2010 rok mniej będzie o 1,5 mld zł niż w 2009 roku.
Ireneusz Kwiatkowski
doktor nauk ekonomicznych, wykładowca w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu w Szczecinie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu