Pacjent ma prawo umrzeć
Przywileje chorego? - kobieta puka się palcem w czoło. - U pani pod sufitem wszystko w porządku? - upewnia się
Nic nie powiem! Nie chcę rozmawiać o lekarzach - prawie krzyczy pierwsza pacjentka. Po chwili, już spokojniej: - Gdy człowiek leży w szpitalu, to boi się, że dadzą mu w d... nie ten zastrzyk, co trzeba, zostawią w brudzie, zatrzymają w tym piekle o tydzień dłużej...
- Prawa pacjenta? O Jezu, co pani powie... - reaguje kolejna. A trzecia: - Prawa! Cha, cha... No, wisiało coś takiego na ścianie...
- Pacjent w ogóle nie ma prawa do niczego...
- Może tylko do dawania...
- Masz niby prawo do tego łóżka w szpitalu - kobieta z wrzodami żołądka próbuje być obiektywna.
- Do głowy by mi nie przyszło, żeby się komuś poskarżyć - mówi ta, która leżała z zapaleniem płuc i która wie, "do czego służy język". - Upomniałam się jedynie o leki.
- Usłyszałam od lekarza: Pani cierpi na odmianę raka. Z tym trzeba natychmiast zrobić porządek. Panie doktorze, jestem zdecydowana na wszystko, mówię, a on: Wolne miejsce w szpitalu będzie za pół roku. Nie dam łapówki, bo z zasady nie daję - irytuje się przyszła pacjentka. - Co zrobię? Poszukam znajomych...
- Przedtem raz dałaś kopertę i byłaś księżniczką - zauważa Iza, która niedawno opuściła oddział wewnętrzny. - Teraz jedna stawka obowiązuje za ustalenie terminu operacji, druga - za operację. - Ale wszystko trzeba załatwiać wcześniej - instruuje ta, "która ma doświadczenie" - bo ktoś podejdzie z forsą i termin przepadnie. - Mówię do lekarza - opowiada pacjentka chora na woreczek - panie doktorze, ja się panu zrewanżuję, a on do mnie: A jak ktoś da mi więcej?
Między sobą, prawie pod przysięgą, możemy rozmawiać o stawkach. Podobno przyjęcie do szpitala kosztuje średnio 4 mln zł, prosty zabieg - drugie tyle. - A skomplikowana operacja to już tylko sam Pan Bóg raczy wiedzieć - mówi ta, którą czeka resekcja żołądka. - Nie daj Boże chorować, jak się nie ma odłożonych co najmniej dziesięciu milionów.
- Służba zdrowia powinna być płatna od zaraz - powtarza ta, od której zażądano igieł, gazy, środków czystości i serii leków. - Bo to, co jest teraz, to czysta paranoja. Twój zakład płaci na ZUS, ty w szpitalu płacisz po raz drugi.
- Prawami pacjentów udało mi się zainteresować sejmik samorządowy - opowiada dyrektor Wydziału Zdrowia UW w Poznaniu dr Jacek Marciniak. Sejmik przez rady nadzorcze mógł włączyć "Kartę praw pacjenta" do dokumentów obowiązujących w szpitalu. - Początek był dobry - ocenia dr Marciniak - ale później obrano taktykę: Tak, ale...
Sporny stał się chociażby zapis mówiący o tym, że pacjentowi przysługują świadczenia zgodne z wiedzą medyczną. - Dla mnie ten przepis oznaczał tylko tyle i aż tyle, że jedynym kryterium dostępności byłby poziom wiedzy, a nie zajmowana pozycja czy grubość portfela. Niektóre szpitale wprowadziły "Kartę" z marszu. W ZOZ-ach w województwie ona niby obowiązuje, ale nie obowiązuje. Mam poczucie klęski - przyznaje dr Marciniak - ale zdecydowałem się być po stronie pacjenta. - Służba zdrowia wymaga przebudowy - powtarza dyr. Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie, dr Michał Tokarzewski. W szpitalu "Kartę" wpleciono w regulamin.
- Ona uświadamia i lekarzom, i pacjentom, że jest linia, której nie wolno przekroczyć.
W ciągu czterech lat do rzeczników odpowiedzialności zawodowej wpłynęło 2657 skarg na lekarzy
● Co piąta dotyczyła śmierci pacjenta w wyniku błędu w sztuce lekarskiej
● Co czwarta - uszkodzenia ciała i powikłań chorobowych w następstwie zabiegu medycznego
● 73 skargi o branie łapówek
Zofia Uszyńska
Współpraca: Iwona Altyńska, Beata Prasa Lek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu