Ale bez paniki, dokarmiajmy ptaki
Gotowany lub smażony drób można jeść. To choroba ptaków, nie ludzi - przekonują politycy. Jednak medycy ostrzegają: nie należy jeść surowego mięsa.
Wirusa ptasiej grypy wykryto u dwóch łabędzi w Toruniu. Pojawiło się pytanie, czy odmiana wirusa H5NL jest groźna dla ludzi. Po tej informacji minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel spokojnie zamówił w restauracji kurczaka, ale skończyło się na pieczonej kaczce, bo kurczaka w karcie dań nie było. - Nie ma się czego bać, bo wirus ginie podczas gotowania i smażenia - przekonuje minister. Jednak drobiarze skarżą się na spadek sprzedaży.
Ptasia grypa przywędrowała z Azji, ale jej ogniska są już w Niemczech. W promieniu trzech kilometrów od padłych w Toruniu łabędzi stworzono strefę bezpieczeństwa. Obejmuje ona Starówkę, gdzie zamontowano specjalne przejścia i bramki odkażające. Premier Kazimierz Marcinkiewicz był tam na spacerze. Przekonywał, że ptasia grypa to choroba ptaków, nie ludzi. Jednak w jego otoczeniu pojawiły się już osoby w odkażających maskach.
- Nie ma czego się bać - przekonuje dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków. Nawet żartuje, że w instytucie pojawiły się już pytania, czy można przygotowywać ajerkoniak, no bo przecież jest na bazie surowych żółtek. - Ale przecież jest z alkoholem, który zabija wirusa - mówi dr Grzesiowski. Dodaje, że należy unikać kontaktu z padłymi ptakami. Niebezpieczeństwa przy spożywaniu hodowlanych nie ma. - A możliwości zarażenia się człowieka od człowieka też nie ma - przypomina dr Grzesiowski.
Spirala histerii po wykryciu wirusa u toruńskich łabędzi rozkręca się. Do miejskich służb trafia coraz więcej zgłoszeń o martwych ptakach. Do specjalistycznych ośrodków trafiają te osobniki, co do których zachodzi podejrzenie, że mogły zapaść na ptasią grypę.
Główny lekarz weterynarii Krzysztof Jażdżewski przekonuje, że ptaki można, a nawet trzeba dokarmiać. Wiele z nich jest u nas przelotem, mogą mieć wirusa. Jeśli się u nas pożywią, polecą dalej. Dlatego trzeba je dokarmiać, by nie padły.
Choć weterynarze zalecają oczywiście, by ptaków nie dotykać, to rzucenie im chleba niczym nie zagraża.
Jednak panika trwa. Nawet stałych karmicieli ptactwa odstraszają umieszczane przez lokalne władze tabliczki z napisami: "Wysoce zjadliwa grypa ptaków. Wprowadzanie i wyprowadzanie zwierząt na ten teren surowo wzbronione".
Hodowcy i przetwórcy mięsa drobiowego znaleźli się w trudnej sytuacji. Szacuje się, że branża traci prawie 5 mln zł dziennie. Wprawdzie nie ma żadnego przypadku zachorowania na ptasią grypę wśród drobiu hodowlanego, ale panika robi swoje. Kury hoduje ok. 800 tys. rolników, przetwórstwem zajmuje się 360 zakładów zatrudniających ok. 50 tys. osób. Tymczasem skup spada, ceny też. Z danych Krajowej Rady Drobiarskiej wynika, że za tuszkę mięsa drobiowego płaci się ok. 2,7 zł, podczas gdy jej wyprodukowanie kosztuje ponad 4 zł.
- Jeśli tendencja się utrzyma, może grozić załamaniem rynku. Takie obawy są w całej Europie - mówią przedstawicie przedsiębiorców.
Rząd zapowiada, że ma zabezpieczone pieniądze na odszkodowania. W budżecie zarezerwowano 160 mln zł na ten cel. Środki zostaną uruchomione, jeśli ptasia grypa będzie się rozszerzała i nadzór weterynaryjny decydowałby o wybijaniu stad. Na razie ani nasz rząd, ani Unia Europejska nie przewidują odszkodowań dla firm zajmujących się przetwórstwem drobiu.
@RY1@i02/2015/072/i02.2015.072.05000040w.802.jpg@RY2@
FOT. KUBA WOLNIAK/FREEPRESS/REPORTER
W skażone miejsce można wchodzić tylko w odzieży ochronnej
(Monika Górecka-Czuryłło)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu