Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Dostępność leków ma się poprawić

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Apteki tną zapasy medykamentów, a wielu produktów brakuje też w hurtowniach. Efekt jest taki, że pacjenci coraz częściej nie mogą kupić od ręki potrzebnych specyfików. Resort zdrowia zapowiada zmiany

Po nowelizacji ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 345), która obowiązuje od 2012 r., ceny leków w Polsce spadły i w efekcie pojawił się duży problem z wywozem ich za granicę. Niektórych medykamentów brakuje wręcz tygodniami. Pomóc miały kontrole i obowiązująca od zeszłego roku tzw. ustawa antywywozowa (Dz.U. z 2015 r. poz. 788). Zgodnie z tym aktem resort co miesiąc publikuje listę medykamentów zagrożonych niedoborem i objętych zakazem eksportu. Na najnowszej, ze stycznia, znajdują się 142 różne specyfiki często ratujące życie, m.in. przecizakrzepowe. W lipcu zeszłego roku, gdy listę opublikowano po raz pierwszy, było na niej 257 pozycji. Czy to oznacza poprawę? Niekoniecznie. - Nadal stale brakuje około 200 leków. Rozbieżność z listą MZ wynika z tego, że aptekarze nie mają już siły i chęci zgłaszać niedoborów, bo to nie przynosi żadnych efektów. Według naszej wiedzy eksport medykamentów niestety wzrósł - informuje Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Te informacje potwierdza wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, który wczoraj na posiedzeniu senackiej komisji zdrowia przyznał, że aptekarze mogą być znużeni zgłaszaniem niedoborów. - Przyjęte mechanizmy zadziałały, jeśli chodzi o legalny równoległy eksport leków refundowanych. Niestety zwiększyła się nielegalna wywózka - stwierdził wiceminister.

Ceny w górę

Zdaniem wiceministra Łandy jedyną drogą do zahamowania wywozu medykamentów jest zbliżenie cen urzędowych w Polsce do tych, jakie są w innych krajach. Przy czym zastrzegł, że nie może to się odbić na kieszeniach pacjentów. Tymczasem zdaniem Leszka Borkowskiego, prezesa fundacji Razem w Chorobie i byłego szefa urzędu rejestracji leków, może to być trudne. Chodzi o to, że leki połączone są przy refundacji w grupy i odpłatność pacjenta nie jest ustalana dla jednego specyfiku, lecz kilku, a nawet kilkudziesięciu podobnych.

Jego zdaniem sytuacji nie poprawią projektowane przez resort zdrowia przepisy, które mają umożliwić wojewodom kontrolowanie przychodni, jeśli pojawią się podejrzenia, że zostały one założone wyłącznie w celu wywozu leków. - Ministerstwo nie powinno wyręczać policji, prokuratury, CBŚ i CBA, bo to one powinny się zająć kwestią nielegalnego eksportu - twierdzi Borkowski.

Lista co cztery miesiące

Problemem są też topniejące zapasy leków refundowanych w aptekach. Powodem jest wprowadzona w 2012 r. regulacja marży na te specyfiki. Jak twierdzą farmaceuci, często nie pokrywa ona nawet kosztów związanych z odpowiednim przechowywaniem leków. A im jest on droższy, tym marża jest niższa. Dlatego obok marży lub zamiast niej chcieliby otrzymywać opłatę za tzw. wydanie opakowania leku refundowanego. Tak jak jest m.in. w Belgii, Danii, Niemczech, Irlandii i Anglii.

Aptekarze skarżą się też na częste zmiany listy refundacyjnej. Z tego powodu tracą oni ok. 60-70 mln zł rocznie. Resort jednak zapowiada zmiany. - Wkrótce przedstawimy nowelizację przepisów, zgodnie z którą listy leków refundowanych będą zmieniane co cztery miesiące, a nie co dwa - zapowiada Krzysztof Łanda.

Zdaniem ekspertów na tego typu zmianie zyskają także pacjenci, którzy obecnie nie są pewni, jak długo będą mogli korzystać z danego lekarstwa. - Zwłaszcza w chorobach przewlekłych zmiany medykamentów nie powinny być częste. A teraz zdarzało się, że pacjent po dwóch miesiącach musiał przestawić się na inny lek lub więcej dopłacać - mówi Borkowski.

Z kolei co do zmiany marż resort zdrowia jest ostrożny. Krzysztof Łanda podkreśla, że potrzebna byłaby bardzo szeroka ocena skutków regulacji i to dla kilku różnych modeli. Tymczasem urzędowe marże biją też w pacjentów. Powód? Nie są w stanie od ręki otrzymać przepisanego im leku, bo aptekarze nie sprowadzają ich na bieżąco, tylko czekają, aż zbiorą więcej zamówień. W efekcie dostawy do aptek nawet w dużych miastach odbywają się obecnie nawet raz na kilka dni, gdy jeszcze przed 2012 r. standardem było, że medykamenty były dowożone nawet kilka razy dziennie.

@RY1@i02/2016/008/i02.2016.008.18300090c.802.jpg@RY2@

Sprzedaż leków przez apteki w grudniu 2015 r.

Aleksandra Kurowska

aleksandra.kurowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.