Dziennik Gazeta Prawana logo

Na nowotwory chorujemy rzadziej, a umieramy częściej

26 lutego 2018

Rak w Polsce to nadal wyrok. Nie działa profilaktyka, są kłopoty z diagnozą, brakuje dostępu do leczenia - to główne powody fatalnej sytuacji polskich pacjentów

Największy paradoks polega na tym, że choć na raka choruje relatywnie mniej Polaków niż obywateli innych krajów UE, to częściej i szybciej na niego umieramy. Wśród mężczyzn zachorowalność jest niższa o około 20 proc., wśród kobiet o około 10 proc. Jak jednak wynika z danych Krajowego Rejestru Nowotworów, umieralność jest u nas wyższa niż średnia w UE - o około 20 proc. u mężczyzn i około 10 proc. u kobiet. Wniosek jest jeden: przeciętny Polak z chorobą nowotworową ma dużo mniejsze szanse na przeżycie pięciu lat niż mieszkaniec innych krajów Europy. W Szwecji, Finlandii czy Islandii powyżej 60 proc. pacjentów, u których zdiagnozowano w latach 2000-2007 chorobę nowotworową, przeżywało co najmniej pięć lat od momentu diagnozy. W Czechach i Portugalii w tym samym czasie było to powyżej 50 proc. pacjentów. W Polsce po pięciu latach od diagnozy żyło zaledwie 41 proc. pacjentów.

Negatywnie wyróżnia Polskę w europejskich statystykach wysoka umieralność osób aktywnych zawodowo, młodych i w wieku średnim. Kraje takie jak Dania, Wielka Brytania, Czechy czy Holandia mają współczynnik umieralności w grupach wiekowych 65+ wyższy niż obserwowany w Polsce. Jednak współczynnik umieralności osób młodszych jest w tych krajach istotnie niższy niż w Polsce.

Sami prosimy się o raka

Dlaczego tak się dzieje, nie jest tajemnicą. Jak wynika z opublikowanego w tym roku raportu NIK, błędy są popełniane już na samym początku. Po pierwsze, szwankuje profilaktyka. Chodzi nie tylko o wczesne wykrywanie, lecz również o niedopuszczenie do choroby. Tymczasem nawet jednej trzeciej zachorowań na nowotwory można by uniknąć, gdybyśmy bardziej dbali o swoje zdrowie - właściwie wyłącznie dzięki tak prostemu procesowi, jak zminimalizowanie kluczowych czynników ryzyka zależnych również od nas samych, m.in.: palenia tytoniu, spożywania alkoholu, braku aktywności fizycznej, niewłaściwej diety oraz związanej z tym nadwagi.

Teoretycznie od 2006 r. działa Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, na który przez dekadę wydano 2,6 mld zł. Zdaniem NIK nie osiągnięto jednak żadnych z jego głównych celów. Nie udało się ani zwiększyć liczby korzystających z badań profilaktycznych, w tym przesiewowych, ani przyspieszyć wykrywalności nowotworów. Zgodnie z zaleceniami europejskimi 70-75 proc. kobiet powinno uczestniczyć w badaniach profilaktycznych raka piersi i szyjki macicy, żeby były skuteczne. W Polsce bierze w nich udział mniej niż 50 proc. W przypadku jelita grubego za akceptowalny poziom uczestnictwa uznano udział co najmniej 45 proc. pacjentów, a oczekiwany - nie mniej niż 65 proc. W Polsce było to mniej niż 20 proc.

Również włączenie do profilaktyki lekarzy pierwszego kontaktu nie przynosi efektów. Nie tylko nie zlecają oni badań profilaktycznych, lecz nawet nie uczą pacjentów samokontroli. Większość lekarzy rodzinnych uważa, że to zajęcie dla specjalistów.

Nieskuteczny okazał się także Program Ograniczania Zdrowotnych Następstw Palenia Tytoniu. Był on skrajnie niedofinansowany, choć palenie jest pierwszym ze wszystkich czynników ryzyka nowotworów. Tu również lekarze nie włączali się do edukacji i profilaktyki antytytoniowej.

Państwo sobie nie radzi

Kontrolerzy NIK wskazywali także, że państwo nie umiało zadbać o przeciwdziałanie innym czynnikom wpływającym na ryzyko choroby. Mimo że wpływ na rozwój wielu typów nowotworów mają zanieczyszczenia powietrza, to organy władzy publicznej działały nieskutecznie w tej sferze, nie zapewniając dostatecznej ochrony ludzi i środowiska naturalnego przed negatywnymi skutkami zanieczyszczeń. Nadal nie została nawet uregulowana kwestia norm jakościowych dla paliw stałych.

Zdaniem ekspertów profilaktyka raka powinna zaczynać się już w szkole. Nie ma jednak żadnych lekcji poświęconych edukacji zdrowotnej pod kątem nowotworów. Rośnie natomiast liczba dzieci z nadwagą i otyłością. W skontrolowanych przez NIK szkołach w roku szkolnym 2015/2016 odsetek uczniów z nieprawidłową masą ciała wyniósł aż 22 proc., czyli problem dotyczył co piątego dziecka. I był o 5 pkt proc. wyższy niż kilka lat wcześniej. Szwankują też lekcje wychowania fizycznego, na które wielu uczniów nie chodzi. Brakuje współpracy między dyrektorami i nauczycielami z pielęgniarkami, a w ponad połowie skontrolowanych szkół dyrektorzy nie zorganizowali zajęć z gimnastyki korekcyjnej ani też żadnych kompleksowych działań prozdrowotnych, których elementem byłyby zajęcia sportowe.

NIK uważa, że należałoby m.in. włączyć lekarzy medycyny pracy w profilaktykę i wczesną diagnostykę nowotworów oraz wprowadzić do szkół obowiązkowy przedmiot: edukację zdrowotną.

Terapia może i dobra, ale droga

Profilaktyka to niejedyny kłopot. Brakuje również skutecznego leczenia już po wykryciu choroby.

"Polski pacjent nie może korzystać z porównywalnego do mieszkańców innych krajów zachodniej Europy zakresu dostępnych opcji terapeutycznych w leczeniu nowotworów" - piszą autorzy raportu NIK. Jak tłumaczą, powodem jest ograniczony dostęp do nowoczesnych urządzeń, technologii, w tym nowoczesnych leków wykorzystywanych w onkologii. W niektórych chorobach poziom leczenia jest taki sam jak osiem lat temu, bo choć na rynku pojawiły się nowe leki, nie są one finansowane dla polskich pacjentów. Części terapii nie finansujemy nie dlatego, że są nieefektywne, tylko dlatego, że są zbyt drogie.

Utrudniony jest również dostęp pacjentów do terapii z wykorzystaniem nowoczesnych urządzeń. W przypadku świadczeń protonoterapii od wystąpienia ministra zdrowia do prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji z wnioskiem o wydanie rekomendacji odnośnie do zakwalifikowania jej jako świadczenie gwarantowane do wejścia w życie przepisów umożliwiających jej finansowanie przez NFZ upłynął rok. Jeszcze dłużej trwały procedury objęcia finansowaniem świadczeń wykorzystujących tzw. cyberknife - ponad cztery lata.

Proszę czekać

Odpowiedzialność za brak sukcesów na polu walki z rakiem leży także w złym systemie szpitalnym. Zdaniem części ekspertów leczenie jest rozproszone i brakuje ośrodków, które specjalizują się w terapii określonych typów nowotworów. Z wyliczeń towarzystw onkologicznych wynikało, że np. w 2012 r. leczeniem onkologicznym zajmowało się aż 806 szpitali, spośród których 98 udzielało świadczeń dla 80 proc. pacjentów. Brakuje również lekarzy - piętą achillesową systemu są np. patomorfolodzy, a raczej ich brak. W niektórych regionach jest ich bardzo mało, przy czym aż 40 proc. patomorfologów ma więcej niż 60 lat (305 lekarzy), a jedynie 12 proc. było w wieku poniżej 40 lat (93 lekarzy). Dlatego pacjenci bardzo długo czekają na diagnozę. Kolejki są też do badań tomograficznych czy rezonansem magnetycznym.

Również na późniejszym etapie nie jest najlepiej. Czeka się na objęcie opieką paliatywną i hospicyjną. W Polsce jest średnio 66 łóżek opieki paliatywnej na 1 mln mieszkańców (np. w woj. zachodniopomorskim jest ich tylko 26, a w małopolskim 90), podczas gdy zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej z 2011 r. powinno ich być co najmniej 100.

W leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi istotną rolę odgrywa uśmierzanie bólu. Zdaniem specjalistów u 70-90 proc. chorych ból można opanować, jednak także pod tym względem Polska wypada kiepsko na tle UE. NIK wskazuje, że np. wykorzystywanie silnych leków opioidowych, szczególnie skutecznych w leczeniu bólu przewlekłego u chorych na nowotwory, jest w Polsce średnio pięciokrotnie rzadsze niż w Europie. Zwrócono również uwagę na ograniczony dostęp pacjentów do świadczeń udzielanych w poradniach leczenia bólu. Mieszkańcy tylko jednej trzeciej powiatów mieli możliwość skorzystania z bezpłatnej wizyty u specjalisty w poradni leczenia bólu na obszarze własnego powiatu.

Główna przyczyna śmierci

Eksperci apelują o zmianę systemu. Bo problem raka będzie się nasilał. Jak wynika z Krajowego Rejestru Nowotworów, w 2015 r. odnotowano 163,3 tys. nowych zachorowań i 100,6 tys. zgonów z powodu chorób nowotworowych. Szacuje się, że na każde 100 tys. polskiej populacji w 2015 r. u 425 osób zdiagnozowano nowotwór, a ok. 2470 żyło z chorobą nowotworową zdiagnozowaną w ciągu ostatnich 15 lat. Prawdopodobnie do 2025 r. zachorowalność na choroby onkologiczne wzrośnie o ponad 25 proc., a nowotwory staną się wówczas główną przyczyną zgonów w Polsce. Najgroźniejszy jest rak płuca i jelita grubego, a dodatkowo wśród mężczyzn rak prostaty i pęcherza moczowego, a wśród kobiet piersi i jajnika.

@RY1@i02/2018/040/i02.2018.040.21400010a.801.jpg@RY2@

fot. Shutterstock

Agata Szczepańska

Klara Klinger

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.