Rzeźnia, a nie fabryka leków
FDA podawała, że w chińskich fabrykach na porządku dziennym był brak bieżącej wody, mydła i papieru toaletowego
Miejsce, w którym produkuje się substancje czynne do leków, powinno być sterylne. Jak sala operacyjna. Tymczasem część chińskich fabryk przypomina rzeźnię – mówi nam prof. David Gortler, który niemal 20 lat przepracował w FDA (Food and Drug Administration, amerykańska Agencja Żywności i Leków), był wykładowcą na uniwersytetach Yale i Georgetown, a dziś jest doradcą ds. bezpieczeństwa lekowego w Instytucie Heartlanda. To na jego biurko trafiały informacje od inspektorów, którzy wizytowali – oficjalnie bądź pod przykrywką – fabryki farmaceutyczne w Państwie Środka.
O chińskich fabrykach piszemy od miesięcy, bo stały się one najważniejszym ogniwem łańcucha lekowego bezpieczeństwa. Gdy idziemy do apteki, to na półkach widzimy medykamenty polskie, niemieckie czy amerykańskie, rzadko kiedy widzimy produkt chiński. Tymczasem ok. 70 proc. z nich zawiera substancje czynne (API, Active Pharmaceutical Ingredient) właśnie z Państwa Środka (oprócz Chin dużym dostarczycielem API są też Indie). Jedna fabryka może wytwarzać produkt dla większości państw europejskich. Gdy więc dojdzie w niej do nieprawidłowości w trakcie produkcji, zagrożonych może być zdrowie kilkuset milionów osób.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.