„Za życiem”, czyli martwe przepisy
Dostęp do legalnej aborcji jest utrudniony. Jednocześnie pomoc dla rodziców dzieci nieodwracalnie chorych szwankuje
Z doświadczenia Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wynika, że egzekwowanie prawa do aborcji jest trudne. – Zdarza się, że mamy nawet kilka telefonów dziennie. Lekarze utrudniają – wymagane są dodatkowe podpisy, skierowania, konsultacje. A czasem ordynator szpitala mówi wprost, że woli się nie narażać na protesty organizacji antyaborcyjnych – mówi Liliana Religa z Federacji. W zeszłym roku organizacja udzieliła porad kilkuset kobietom. Jednym z kluczowych utrudnień jest to, że rośnie liczba pracowników medycznych korzystających z klauzuli sumienia. Obok lekarzy coraz częściej robią to pielęgniarki położnicze. I widać ogromne różnice w zależności od miejsca zamieszkania. Największy problem jest na wchodzie Polski: na Podkarpaciu niemal wszystkie placówki odmawiają aborcji – w Rzeszowie oficjalnie tak jest w czterech z pięciu placówek. Główne tłumaczenie to powoływanie się na klauzulę sumienia przez wszystkich lekarzy. Efekt? Od kilku lat to jedyny region w Polsce, gdzie jest zero aborcji. Jedna czwarta zabiegów jest natomiast wykonywana na Mazowszu, głównie w Warszawie.
Problem dostrzegł również rzecznik praw obywatelskich, który na początku tego roku w piśmie do rzeszowskiego oddziału funduszu pisał, że „państwo ma obowiązek organizacji udzielania świadczeń zdrowotnych tak, aby klauzula sumienia – służąca poszanowaniu wolności sumienia lekarzy – nie uniemożliwiała pacjentkom skorzystania ze świadczeń, do których są uprawnione”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.