Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Samouk szturmuje Strasburg: Prawniczy znachor z Kunowa pomaga ludziom za darmo

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Genialny samouk z Kunowa wygrywa setki spraw w sądach i urzędach. Teraz przygotował prawie 40 kartonów dokumentów, które chce wysłać do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Zbigniew Choroszyński od kilkudziesięciu lat zasypuje urzędy i sądy swoimi interwencjami. Po jego pismach przyznawane są renty, odszkodowania, umarzane są lub wszczynane śledztwa. Choroszczyński prawną pomocą służy za darmo. Tyle że prawnikiem nie jest. Teraz w obronie skrzywdzonych zamierza szturmować Strasburg.

Dlaczego to robi? - Bo nie jestem w stanie przejść obojętnie, jeśli komuś dzieje się krzywda - tłumaczy. I zaczyna opowiadać o konkretnych sprawach.

Pan Eugeniusz K. z Rudki, hutnik z Ostrowca, w 1970 r. został w drodze do pracy potrącony przez samochód. Dostał zwykłą rentę. - Nie wiedział, że należy mu się renta wypadkowa i odszkodowanie. Wywalczyłem mu ją po 20 latach - mówi Zbigniew Choroszyński.

Zenon Zieliński kilka lat temu poślizgnął się na lodzie, upadł na schody i złamał biodro. Nie mógł chodzić, ma krótszą nogę. Starał się o rentę. Bezskutecznie. Przeczytał o Choroszyńskim w gazecie. Wysłał mu dokumenty. - Ten złoty człowiek załatwił mi rentę i nie wziął grosza - opowiada nam Zieliński.

Choroszyński produkuje pisma procesowe hurtowo. Kiedyś amerykańska telewizja zrobiła mu sprawdzian: w ciągu doby napisał 200 pism. Wysłuchuje człowieka i niemal natychmiast siada do maszyny do pisania.

Według wybitnego karnisty prof. Stanisława Waltosia z UJ najwyraźniej Choroszyński ma prawniczego nosa i świetne wyczucie doboru argumentów. - Jeśli nie bierze pieniędzy, nie popełnia przestępstwa, a jeżeli przy tym jest skuteczny, to chwała Bogu, że ktoś taki jest - dodaje Waltoś.

Wielu prawników, z którymi rozmawialiśmy, zwraca jednak uwagę, że może być z nim jak ze znachorem. - Jeśli fachowcy zawiodą, a on pomoże, to znakomicie. Ale co, jeśli on zawiedzie, a oni nie pójdą do prawników i przegrają jakąś życiowo ważną sprawę? - zastanawia się jeden z nich. Nie chcą jednak mówić tego pod nazwiskiem. A Choroszyńskiego nie znają.

Dr Bogusław Truszkowski z Kielc, były wykładowca prawa administracyjnego, poznał bohatera z Kunowa pięć lat temu. - Prawa może nie zna najlepiej, ale jest skuteczny. W dodatku żyje tym i jest zawzięty w dochodzeniu praw należnych ludziom - mówi nam Truszkowski.

Kilka lat temu Choroszyński wygrał pewną sumę w Lotto. Kupił budynek po dawnej zlewni mleka i sąsiedni budynek. Tam gromadzi swoje ogromne archiwum. Ma wiele tysięcy taśm magnetofonowych, bo kiedy dzwoni do różnych urzędów z interwencją, to rozmowy na wszelki wypadek nagrywa.

Przed jego domem niemal ciągle ustawiają się kolejki ludzi, którzy oczekują jego pomocy. Nie jest w stanie policzyć, ile spraw już załatwił. Szacuje, że napisał 5 mln pism.

@RY1@i02/2010/133/i02.2010.133.000.002c.001.jpg@RY2@

Fot. Dariusz Gacek/Reporter

Zbigniew Choroszyński

Anna Marszałek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.