Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

W sierocińcach jest taki moment, że dzieci przestają nawet płakać

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Przede wszystkim przeprowadzam systematyczne kontrole domów dziecka. Niektóre są zapowiedziane, inne nie. Jeżdżą na nie moi pracownicy, ale również ja sam. Takie kontrole odbywały się przez cały ubiegły rok i trwają również teraz. W ciągu ostatnich kilku miesięcy wykryliśmy kilkanaście rażących nieprawidłowości.

Dzieci z uregulowaną sytuacją prawną. Co powinien zrobić dom dziecka, kiedy trafia do niego dziecko, którego rodzice zrzekli się praw rodzicielskich albo którym zostały one odebrane? Oczywiście od razu zgłosić do ośrodka adopcyjnego, że ma u siebie takie dziecko - po to, by od razu zacząć szukać mu nowego domu. W wyniku naszych kontroli okazało się, że niestety nie zawsze tak się dzieje. Mamy kilkanaście przypadków dzieci, kiedy takie kroki nie zostały podjęte. Jedno z tych dzieci ma 5 lat, od dwóch i pół mogłoby pójść do adopcji, ale nikt o tym nie powiadomił ośrodka adopcyjnego! I ono może być skazane na życie w domu dziecka.

Pracownicy tłumaczyli, że nie mieli wiedzy, że te dzieci mają uregulowaną sytuację.

Chcę wierzyć, że to niemożliwe. I że zawsze na pierwszym miejscu jest dobro dziecka.

Ewidentnie. I podjąłem już odpowiednie kroki. Wystąpię w najbliższym czasie do ministrów sprawiedliwości i pracy o podjęcie działań, które zapobiegną takim sytuacjom. Do Najwyższej Izby Kontroli wystąpię natomiast z wnioskiem o przeprowadzenie wspólnej z rzecznikiem praw dziecka kontroli procedur stosowanych w poszczególnych domach dziecka. A do organu prowadzącego wystąpiłem o podjęcie działań dyscyplinarnych względem osób odpowiedzialnych za te zaniedbania.

To dzieci, które niepotrzebnie trafiają do domów dziecka i innych placówek opiekuńczych. Bywa niestety tak, że dzieci są umieszczane w placówkach z tzw. względów socjalnych. I nie mówię o sytuacjach, kiedy nie mają co jeść. Zdarza się, że powodem jest zbyt mały metraż mieszkania! Bardzo często występuję do wójtów i burmistrzów z apelami o zamianę mieszkania dla konkretnej rodziny, bo mam sygnały, że jeśli tego nie zrobimy, dzieci mogą trafić do domów dziecka.

Wnioskować mogą o to przeróżne osoby i instytucje, pracownicy socjalni, kuratorzy, ale również nauczyciele czy nawet sąsiedzi. Ostateczną decyzję zawsze podejmuje oczywiście sąd rodzinny.

Wszyscy - także sędziowie - muszą się szkolić. Rozmawiałem już o tym z ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim, który okazał ogromne zrozumienie. Uważam, że sędziowie rodzinni powinni przechodzić szkolenia w zakresie psychologii i pedagogiki. Kolejny pomysł podsunęła mi sędzia Anna Maria Wesołowska. Ona proponuje, by akta wszystkich spraw, które dotyczą losów dzieci, otrzymywały w sądach rodzinnych specjalną, priorytetową pieczęć. To byłby sygnał, że sprawa jest pilna i musi być rozpatrywana w specjalnym, przyspieszonym trybie. Uważam, że to jest bardzo dobry pomysł. Decyzje dotyczące dzieci muszą być podejmowane szybko jak w pogotowiu ratunkowym. Dzieciństwo ma się tylko raz. Jeśli sprawy dotyczące dzieci - np. adopcji - toczą się miesiącami czy latami, w efekcie odbiera się im szansę, by to dzieciństwo było szczęśliwe.

Bardzo słusznie. Mam nadzieję, że większość to robi. Ja uważam, że każdy, kto w swojej pracy zajmuje się dziećmi, powinien to zrobić.

Dom dziecka jest instytucją. A człowiek jest tak skonstruowany, że potrzebuje bliskości, ciepła, miłości. Nawet najlepsza instytucja nie pozwoli w pełni tych potrzeb zrealizować. Razem z moimi pracownikami odwiedziliśmy kiedyś ośrodek adopcyjny dla niemowląt w Otwocku. Było tam 30 maleńkich dzieci: od tych, które dopiero się urodziły, po kilkumiesięczne. Trzydzieścioro dzieci! I absolutna cisza. Ona mnie uderzyła. Zapytałem opiekunki, jak to możliwe. Wszyscy przecież wiedzą, że wystarczy jedno małe dziecko, a w domu jest harmider. W odpowiedzi usłyszałem, że przychodzi taki moment, że dzieci przestają płakać. Na trzydziestkę tych maluchów są tylko trzy opiekunki. To nie wystarczy, aby zapewnić dzieciom ciepło, jakiego potrzebują. Kiedy stamtąd wychodziliśmy, wszyscy - łącznie z kierowcą - mieliśmy łzy w oczach.

@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.000.007a.001.jpg@RY2@

Fot. Joanna Skrzyniarz/Agencja Gazeta

Michalak: zdarza się, że dziecko trafia do sierocińca, bo rodzice mają za małe mieszkanie

, jest rzecznikiem praw dziecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.