Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

25 lat przemian na rynku pracy w Polsce

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Żyjemy dziś w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, którą pożegnaliśmy wraz z upadkiem PRL. Zmiany ustrojowe w Polsce sprawiły, że zetknęliśmy się z zupełnie nowymi problemami, które często były nam właściwie nieznane i które przez ostatnie ćwierćwiecze pozostają wciąż nierozwiązane. Bieda, bezrobocie, emigracja zarobkowa, pauperyzacja społeczeństwa, dualizacja rynku pracy. Na tym tle warto przyjrzeć się bliżej kondycji Polaka pracującego (i niepracującego) - dziś i ćwierć wieku temu.

Cykl: 25 lat wolności gospodarczej - bilans

Liczba ludności się nie zmieniła - w 1989 r. wynosiła 38 mln, czyli tyle samo mieszkańców, ilu ma Polska obecnie - ale to jedyne status quo, będące wyjątkiem od reguły. Poza tym zmieniło się bardzo wiele - szczególnie na rynku pracy i w sytuacji socjalnej obywateli. Odeszliśmy bowiem od społeczeństwa, w którym każdy miał bądź - jeśli chciał - mógł znaleźć pracę. To nie człowiek szukał pracy, to praca szukała jego. Dziś poczucie stabilności zatrudnienia jest niemal luksusem. Dominującym zjawiskiem, szeroko komentowanym przez ekonomistów i prawników, jest obecnie dualizacja rynku pracy. Nastąpił podział na tych, którzy mogą cieszyć się z przywilejów, jakie daje im zatrudnienie na podstawie umowy o pracę (z całym wachlarzem prawnych gwarancji ochrony stosunku pracy) i osoby wykonujące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych lub "wypychanych" na działalność gospodarczą.

Taki jest powszechny odbiór społeczny. Jednak kiedy spojrzymy na statystyki, rzeczywistość nie jawi się już jednak w tak czarnych barwach.

Z danych GUS wynika, że w 1989 r. w Polsce pracowało 17,5 mln osób. Do przywrócenia tego stanu zatrudnienia nadal nam daleko - w 2013 r. pracę zarobkową w naszym kraju wykonywało 14,3 mln osób. Ćwierć wieku temu na podstawie stosunku pracy zatrudnionych było 69 proc. z nich, na własny rachunek działało zaś 28 proc. pracujących. Malkontentów III RP zdziwi być może fakt, że w 2013 r. w zatrudnieniu pracowniczym pozostawało 73 proc. osób (a więc o 4 proc. więcej niż w czasach PRL), a liczba pracujących "na swoim" spadła do 26 proc.

To, co w poprawności politycznej nazywane jest elastycznością rynku pracy i elastycznymi formami zatrudnienia, przez wielu ekspertów określane jest wprost umowami prekaryjnymi (to połączenie słów: precarious - niepewny i proletariat). Według obliczeń GUS na koniec 2012 r. aż 1,3 mln osób - 13 proc. ogółu zatrudnionych w gospodarce - otrzymywało wynagrodzenie nieprzekraczające minimalnego. W tym samym czasie 1,1 mln stanowili samozatrudnieni (ok. 29 proc. ogółu osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą i ok. 8 proc. ogółu pracujących w gospodarce narodowej). Natomiast 1,35 mln osób pracowało wówczas w oparciu o umowy zlecenia lub o dzieło (to 13 proc. z ogółu zatrudnionych).

Warto też zauważyć, jak zmieniła się struktura zatrudnienia w Polsce. W PRL pracowaliśmy głównie w przemyśle, dziś punkt ciężkości przesunął się w kierunku branż usługowych. Ogromną zmianą było również odejście pracowników z sektora publicznego na rzecz prywatnego. W 1989 r. w tym pierwszym pracowało 52 proc. ludności, w tym drugim - 48 proc. Obecnie na rzecz państwa pracuje tylko (a może aż ?) 24 proc., a 76 proc. zatrudnionych jest u pracodawców prywatnych.

25 lat temu właściwie nie było zjawiska bezrobocia. Przed 1989 r. rzadko było ono też rejestrowane. W 1990 r. bezrobotnych było 1,1 mln, czyli 6,5 proc. W 1993 r. ich liczba wzrosła aż o 10 proc., do 2,8 mln osób. Apogeum przypadło na grudzień 2002 r. gdy w urzędach pracy zarejestrowanych było 3,2 mln ludzi, a więc 20 proc. ludności Polski. Obecnie stopa bezrobocia to 11, 5 proc., ale dopóki jest ono dwucyfrowe, nie należy spać spokojnie. To wciąż nierozwiązany problem społeczny - mimo starań kolejnych rządów polityka zatrudnienia nie jest w stanie zastąpić niewidzialnej ręki rynku. Dopóki nie będzie tworzonych więcej miejsc pracy w Polsce, dopóty możemy pomarzyć o jego wyeliminowaniu. Problemem jest bezrobocie wśród młodych i osób po 50. roku życia. Co więcej, w kolejnych latach będzie on narastał w związku z postępującym starzeniem się społeczeństwa i wydłużeniem wieku emerytalnego. Sen z powiek rządzącym spędza też intensywna emigracja zarobkowa - szczególnie ta, która miała miejsce po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W 2008 r. z kraju wyjechało rekordowe 47 tys. osób, a w ubiegłym roku 32 tys. Liczba Polaków w za granicą od kilku lat przekracza już 2 mln osób.

- Niebezpieczne jest to, że wyjeżdża wiele osób młodych. Dla wielu z nich praca podejmowana za granicą jest pierwszą w życiu, dlatego przyzwyczajeni są do innej organizacji pracy, mają wyższe oczekiwania płacowe, a w związku z tym często nie decydują się już na powrót do kraju - wskazuje dr Beata Samoraj-Charitonow z Instytutu Polityki Społecznej UW.

Wiele osób twierdzi, że 25 lat temu nie było ludzi biednych. Problem ubóstwa naprawdę istniał, jednak dotyczył głównie osób znajdujących się w sytuacjach patologicznych, związanych z uzależnieniami czy problemami zdrowotnymi. Ubożenie społeczeństwa zaczęło postępować w latach 80. W okres transformacji Polska wkroczyła już z 20 proc. ludności zagrożonej ubóstwem. Nie można jednak odmówić racji temu, kto twierdzi, że problem ubóstwa pojawił się wraz z bezrobociem.

Dziś - według statystyk GUS - poniżej granicy ubóstwa żyje 16 proc. obywateli. Jak podaje NIK, 31 tys. osób jest bezdomnych, a ich liczba utrzymuje się na tym poziomie już od kilku lat. Pojawiło się zjawisko working poor - w Polsce dotyczy nisko płatnych pracowników, często osób utrzymujących wielodzietne rodziny. Według raportu CBOS w 2008 r. takie osoby stanowiły 6,6 proc. populacji (ponad 2 mln osób).

Z drugiej jednak strony, jeśli spojrzymy na całość gospodarki, z danych GUS wyłania nam się nieco bardziej optymistyczny obraz. Od 1989 r. cały czas wzrastają dochody realne społeczeństwa. U progu transformacji relacja przeciętnych miesięcznych wydatków do przeciętnego miesięcznego dochodu na jedną osobę w gospodarstwach domowych wynosiła aż 92 proc. Dziś stosunek wydatków do dochodów kształtuje się średnio na poziomie 82 proc. Wciąż nie jest idealnie, ale możemy mieć pewne powody do zadowolenia.

Anna Piotrowska

@RY1@i02/2014/229/i02.2014.229.00000040a.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.