Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie przesadzajmy. Wszystko jest kwestią gospodarności

29 czerwca 2018

Zanim zaszłam w ciążę, słyszałam od znajomych: "pójdziecie z torbami na pieluchy", "na szczepienia to nawet becikowe nie wystarczy", "wyprawka to majątek". Wszystkie te przestrogi wróciły do nas jak bumerang, gdy okazało się, że zostaniemy rodzicami.

Zaczęło się od wyszukiwania w internecie informacji, ile pampersów dziennie zużywa niemowlę. I ile będzie to miesięcznie kosztowało. Uspokajaliśmy się nawzajem, tłumaczyliśmy, że przecież inni dają radę, że są promocje itp. Przysięgam, że na samo wspomnienie tych dni płakać mi się chce ze śmiechu. Nie, żeby temat był śmieszny. Po prostu powaga, z jaką początkowo podchodziliśmy do tematu, powalała. A wszystko to powodowane było zasłyszanymi opiniami i brakiem doświadczenia.

Teraz spoglądam na to inaczej. Nie twierdzę, że dziecko nie kosztuje. Owszem, wydatki są dość pokaźne, jedak nie należy przesadzać. Każdy z nas, jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi tak gospodarować pieniędzmi, że jeśli wystarcza dla dwojga dorosłych, to i na dziecko się znajdzie. Zawsze można sobie ukrócić trochę przyjemności.

Gdybyśmy z mężem w porę tego nie zrozumieli, pewnie wciąż stalibyśmy w miejscu. Bo na dziecko nigdy nie ma dobrego momentu. Nawet jeśli sytuacja finansowa jest idealna, okazuje się, że nie jesteśmy gotowi, że kariera, ambicje, chęć wyszalenia się itp. Zawsze coś stoi na przeszkodzie.

Naszą największą obawę budził mój powrót do pracy po urlopie macierzyńskim i niepokój o to, co zrobimy wtedy z dzieckiem. Zewsząd docierały do nas informacje, jak trudno zapisać dziecko do żłobka. Z prywatnym oczywiście niebyłoby problemu, tyle że po opłaceniu niego czy niani z mojej pensji niewiele by zostało. Tak się składa, że na pomoc babć w tej kwestii też liczyć nie możemy. Teściowa wciąż pracuje, a moi rodzice mieszkają daleko, więc codzienne dojazdy nie wchodzą w grę. Nie chcemy też w żaden sposób mamie komplikować życia i ściągać jej do nas na stałe. Postanowiliśmy zatem, że to ja zostanę z naszym synkiem. I to była trafiona decyzja. Okazało się, że da się wydatki przeorganizować, by nie odczuwać aż tak bardzo braku jednej pensji. Poza tym wielu poważnych kosztów udało nam się uniknąć. Nie wydajemy ponad 1000 zł na prywatny żłobek. Poza tym od urodzenia karmię synka piersią i ani złotówki nie wydałam na sztuczne mleko.

Od kiedy poza moim mlekiem syn je również stałe pokarmy, więcej gotuję. Wszyscy jemy to samo. Małemu rozszerzałam dietę głównie metodą BLW, która zakłada, że dziecko zjada potrawy w kawałkach i podobne do dorosłych, więc posiłki dla dziecka też nie były i nie są wielkim wydatkiem. Z gotowych, słoiczkowych dań korzystam bardzo rzadko.

Martwiliśmy się też o koszt pieluch, ale okazało się, że co jakiś czas w sklepach są promocje na wielkie pudła pampersów, dzięki czemu majątku do kosza nie wrzucamy. Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią gospodarności.

Problem polega na tym, że z jednej strony zachęca się młodych ludzi do zakładania rodzin, a z drugiej bombarduje ich reklamami apelującymi do ich sumień. Tak jest choćby z "koniecznymi" szczepieniami - na pneumokoki, meningokoki, rotawirusy. Koszt takiego pełnego szczepienia jest ogromny. Porozmawialiśmy z naszą pediatrą, poczytaliśmy opinie innych i świadomie z nich zrezygnowaliśmy. Ale nie wszyscy rodzice tak podchodzą do sprawy. Wielu ma wyrzuty sumienia, że nie są w stanie zapewnić dziecku wszystkiego i tym samym robią mu krzywdę albo w ogóle rezygnują z dziecka. Z perspektywy czasu bardzo żałuję, że nie zdecydowaliśmy się z mężem na dziecko wcześniej.

@RY1@i02/2014/110/i02.2014.110.00000030d.802.jpg@RY2@

ARCHIWUM PRYWATNE AUTORKI

Żaneta Kruk

mama Mateusza, autorka bloga ZnaczkiJakRobaczki.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.