Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Ten pomysł przyciąga wielu chętnych

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Spółdzielcami stają się grupy od kilku do kilkudziesięciu osób. W ostatnich latach w Polsce zapanował boom na prowadzenie działalności w tej formie

Z danych KRS wynika, że w Polsce jest ponad 1000 spółdzielni socjalnych. W ostatnim czasie można mówić zatem o prawdziwym boomie: jeszcze w końcu 2005 roku, według raportu Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, było ich zaledwie 40. Z katalogu prowadzonego przez Fundusz Inicjatyw Obywatelskich wynika, że działają w różnych branżach, najczęściej jednak związanych z usługami.

Jednak z drugiej strony - w porównaniu z krajami południowej Europy, wciąż jest u nas tego typu podmiotów niewiele. W samych Włoszech istnieje np. ponad 4,5 tys. spółdzielni. Są tam czwartym pracodawcą. Popularnością cieszą się też we Francji i w Hiszpanii.

Sami spółdzielcy mówią, że problemów jest wiele: od braku spółdzielczej kultury, przez zawiłe przepisy, po zwykły brak informacji o takiej formie działalności i kłopoty organizacyjne.

- Z tym brakiem kultury spółdzielczej to nie do końca prawda, bo przecież przed II wojną światową ten ruch był prężny - polemizuje Michał Sobczyk, jeden z założycieli spółdzielni socjalnej Issa z Łodzi. - Wciąż jednak nad spółdzielczością cieniem kładą się czasy PRL. Ówczesny ruch spółdzielczy nie kojarzy się dobrze - przyznaje.

Wsparcie nie tylko finansowe

Nie tylko osoby bezrobotne zakładają spółdzielnie socjalne czy zyskują w nich zatrudnienie.

- Działamy od dziewięciu lat - mówi Aneta Englot, ekonomistka, spółdzielca z Konaru z Tarnobrzega. - W chwili założenia mieliśmy siedmiu bezrobotnych, teraz jest już u nas 20 osób. Zatrudniamy też osoby spoza tej grupy, na zlecenie. Tak pracują u nas księgowa, student, dietetyk.

Spółdzielnia prowadzi działalność cateringową. A w tym roku planuje otwarcie własnej restauracji. - Ofertę mamy szeroką: od codziennych obiadów dla podopiecznych miejskiego ośrodka pomocy społecznej po zamówienia na wystawne przyjęcia czy konferencje biznesowe - mówi Englot.

Dużym wsparciem dla spółdzielni było bezprzetargowe przyznanie przez miasto lokalu. - Oczywiście czynsz i inne opłaty już ponosimy normalnie, ale pozyskanie lokalu było dużym wsparciem na początku działalności - dodaje spółdzielca z Konara.

Spółdzielcy chwalą sobie współpracę z samorządami. Najczęściej gminy pomagają w uzyskaniu lokalu czy pozyskaniu dotacji celowych. - U nas nawet ideę założenia takiej spółdzielni podsunął burmistrz miasta jako pomysł na walkę z bezrobociem - mówi Marcin Juszczyk, zastępca prezesa Spółdzielni Socjalnej Handlowo-Usługowo-Produkcyjnej w Byczynie.

Szanse i ograniczenia

Spółdzielnie aplikują też o środki unijne oraz pomoc różnych organizacji pozarządowych. Jednak na tym organizacyjna euforia się kończy. Spółdzielcy skarżą się na niewiedzę urzędników, którzy nie mają podstawowych informacji o tym, jak założyć spółdzielnie. Przypominają, że dotacje na spółdzielnie są niższe niż dla osób, które chcą zająć się innym biznesem. A dodatkowo - jeśli spółdzielczy biznes się nie powiedzie, w ciągu roku trzeba oddać powierzone pieniądze wraz z odsetkami. - Jeśli do tego dodamy konieczność posiadania środków na bieżącą działalność i prowadzenie pełnej księgowości, to może się okazać, że taka forma spółdzielczości jest dla biznesmenów, a nie dla osób zarejestrowanych w urzędach pracy - komentują spółdzielcy.

- Jednak my nie narzekamy - zastrzega Aneta Englot. - Najważniejsze, że ludzie mają pracę, choć i w tej dziedzinie przepisy nas nie rozpieszczają. Nawet kiedy uzyskujemy wyższe zyski, nie możemy ich dowolnie przeznaczać, np. na pensje. Konieczne jest przekazywanie ich na fundusz zasobowy oraz na społeczną i zawodową reintegrację członków.

Wspólnota to też plus

Za jeden z głównych atutów spółdzielcy uznają możliwość pracy w grupie.

- Osoba długotrwale bezrobotna, bez żadnego przygotowania biznesowego, nie poradziłaby sobie, zakładając samodzielną działalność gospodarczą - twierdzi Marcin Juszczyk. - W kilku- czy kilkunastoosobowej spółdzielni jest łatwiej, rozkłada się odpowiedzialność, łatwiej dostosowywać działalność w zespole do potrzeb lokalnego rynku - dodaje.

On sam, wraz z sześcioma osobami, prowadzi działalność na terenie wiejskim. - Zajmujemy się małą poligrafią, ustawianiem banerów. Ostatnio wykonujemy też na zlecenie drobne prace budowlane. Wspólna praca, zbiorowa odpowiedzialność dowartościowuje człowieka, a to dla osób wykluczonych atut nie do przecenienia - dodaje Juszczyk.

Spółdzielcy potwierdzają, że wspólnymi siłami łatwiej wyjść z bezrobocia. Jednak, jak twierdzą, ten kij ma dwa końce.

- Patrząc z perspektywy zarządu Związku Rewizyjnego Spółdzielni Socjalnych, muszę przyznać, że nie jest to łatwa forma prowadzenia działalności - mówi Michał Sobczyk. - Przede wszystkim trzeba łączyć biznes z elementami społecznymi. Dochodzą też problemy z pozoru prozaiczne, ale dla niedoświadczonych osób sprawiające trudności. Trzeba dogadać się na walnym zgromadzeniu, wybrać władze, pogodzić interesy i problemy własne i grupy. A przecież dobór ludzi w takich spółdzielniach jest zazwyczaj zupełnie przypadkowy. Spółdzielnie się lepi. Na efekty tej pracy często trzeba trochę poczekać.

Monika Górecka-Czuryłło

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2014/096/i02.2014.096.21500050b.803.jpg@RY2@

Mariusz Tywoniuk spółdzielnia socjalna Rewital z Rzeszowa

Warto zakładać spółdzielnie socjalne, ale głównym powodem nie są udogodnienia organizacyjne czy prawne. One są iluzoryczne. Z pieniędzy Funduszu Pracy korzysta się tylko przy zakładaniu firmy; w późniejszym okresie z tego źródła dofinansowania już nie ma. Z moich obserwacji wynika, że organizatorzy spółdzielni wolą korzystać raczej z unijnych dotacji na ten cel. Można wówczas uzyskać 20 tys. zł na osobę, a dodatkowo 1500 zł miesięcznie przez pół roku, z możliwością przedłużenia na kolejne sześć miesięcy. Oczywiście te środki mogą być przeznaczone wyłącznie na działalność spółdzielni.

Jeszcze bardziej niepewne są zwolnienia z ponoszenia kosztów zatrudnienia. Zależą one od samorządów. Nie są obligatoryjne, mogą być przyznane tylko na rok. Niemożliwe okazuje się też w praktyce prowadzenie w spółdzielni uproszczonej księgowości, na którą teoretycznie pozwala ustawa o rachunkowości. W praktyce jest inaczej. Spółdzielnie obowiązuje bowiem wymóg poddania się raz na trzy lata lustracji, a ta wymaga prowadzenia księgowości pełnej, co na pewno nie ułatwia działalności. Nadal jednak uważam, że spółdzielnie zakładać warto. Ich podstawową korzyścią nie są jednak zarobki członków czy indywidualne zyski finansowe.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.