Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Pani w czapie i świat młodych

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rozwój technologii nie zmienia sposobu, w jaki kształtują swoją tożsamość i określają granice prywatności

Z Alkiem Tarkowskim rozmawia Rafał Woś

Podobno wyszła książka, na którą wszyscy czekali. Przynajmniej ci zajmujący się nowymi technologiami. Napisała ją 35-letnia socjolog internetu Danah Boyd, którą "Foreign Policy" uznało niedawno za jedną ze stu największych intelektualistów współczesnego świata.

Dodam tylko, że nazwisko "danah boyd" koniecznie trzeba pisać z małych liter. Nawet jeśli znajduje się na początku zdania.

Dlaczego?

Na wyraźne żądanie samej zainteresowanej. Na dodatek danah boyd ma w zwyczaju chodzić wszędzie w wielkiej szaro-błękitnej futrzanej czapie. Spotkałem ją kiedyś na pewnej konferencji, której wysłuchiwała, leżąc plackiem w przejściu. W tej futrzanej czapie.

A książka? Było na co czekać?

Jej książka to etnograficzne studium dotyczące roli serwisów społecznościowych w życiu młodzieży. Boyd pisała ją 9 lat. Kiedy zaczynała, to wszyscy młodzi siedzieli na Myspace. Czyli najstarszym z portali społecznościowych, którego gwiazda w międzyczasie przygasła. Kiedy była w połowie pracy nad książką, nastała już era Facebooka. A kończyła, odwołując się do Snapchata i innych bardziej aktualnych nowinek, które zdaniem niektórych wyprą wśród najmłodszych pokoleń Facebooka. Ale jej wniosek jest taki, że te zmiany technologii niewiele znaczą. Bo młodzi ludzie mimo upływu tych kilku lat zachowują się w sieci dość podobnie.

To znaczy jak?

I tu właśnie dochodzimy do tytułu książki boyd, który brzmi: "To skomplikowane".

To znaczy?

Boyd próbuje przeciwstawić się w niej obu dotychczasowym narracjom używanym do opisywana problemu. Jedna to popadanie w totalne biadolenie. Że internet młodych ludzi ogłupia, uzależnia, niszczy prawdziwe więzi społeczne i zastępuje je złudnym poczuciem społeczności, z którego nic nie wynika. Z drugiej zaś strony regularnie pojawiają się hurraoptymiści. I oni dowodzą, że portale społecznościowe to wyjątkowa szansa na tworzenie nowej jakości w relacjach społecznych. A boyd pisze, że młodzi ludzie pod wpływem serwisów społecznościowych są... jacy są. Ani głupsi, ani mądrzy. Po prostu młodzi i inni od dorosłych. I że w nowej przestrzeni w podobny co wcześniej sposób kształtują tożsamość, określają granice prywatności i tak dalej.

A konkretniej?

Wiele się ostatnio mówi o problemie prywatności w czasach internetu. Niektórzy biją na alarm, że w świecie online zapanowała totalna inwigilacja. I każdy z nas może w dowolnej chwili stać się jej obiektem. Tak ze strony rządu, jak i wielkiego biznesu. A młodzi to już sobie z tym rzekomo kompletnie nie radzą. Bo oni udostępniają w sieci wszystko. Od danych osobowych po amatorską pornografię. (W alternatywnej narracji młodzi całkiem przestali wierzyć w prywatność jako wartość i dlatego wszystko pokazują). I w tym miejscu wchodzi boyd ze swoją książką i dowodzi, że problem wygląda zupełnie inaczej. Z perspektywy młodych zagrożeniem są... rodzice. Każdy, kto liczył na płomienny manifest w obronie prywatności, może się czuć zawiedziony. Możliwe, że chodzi o rzetelność badacza - boyd odkłada na bok swoje poglądy. Ale też subtelnie sugeruje, że nie da się uzasadnić inwigilacji utratą prywatności przez najmłodsze pokolenia.

A w czym leży problem z rodzicami?

To z nimi są toczone największe wojny o prywatność. Bo rodzice są przecież w świecie mediów społecznościowych. I tak jak kiedyś próbowali na podstawie kolczyków lub ich braku zrozumieć, do jakiej subkultury skłania się ich pociecha, tak tutaj patrzą, kto ma jakie playlisty, jakich przyjaciół na Facebooku, z kim się czym wymienia. Z rodzicami w sieci trzeba wręcz negocjować. I decydować na przykład, czy mama będzie twoim "przyjacielem" na fejsie. Gdyby nie to, że książka jest bardzo amerykańska, to polecałbym ją każdemu, kto ma dzieci zdolne do obsługiwania telefonu komórkowego.

Czy w Polsce jest podobnie, czy może jednak inaczej?

Myślę, że napięcia międzypokoleniowe i sposoby korzystania z sieci są z grubsza podobne. Cztery lata temu Mirosław Filiciak z zespołem zrobił na przykład badanie "Młodzi i media". Jego autorzy - dość świadomie - dotarli do stereotypowych "cyfrowych tubylców" i wyłapali cyfrowe historie ku pokrzepieniu serc. Opowiedzieli o młodych ludziach, którzy dzięki sieci konstruują sobie wspólne przestrzenie online, rozwijają zainteresowania i kontakty towarzyskie. Filiciak sam dziś przyznaje, że było to zbyt optymistyczne - ale potrzebowaliśmy takiej odtrutki na anachroniczne lamenty, że młodzi ludzie nie bawią się już na podwórku, bo siedzą przylepieni do swoich komputerów. Ale przydałaby nam się taka głębsza etnografia, tłumacząca różnice w pokoleniowych doświadczeniach z cyfrowymi technologiami. Choćby dlatego, że pokolenia starsze nie całkiem nowy świat rozumieją. Więc tylko z pomocą młodych mogą regulować go w sposób, który jeszcze bardziej spraw nie skomplikuje.

@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.00000280a.802.jpg@RY2@

MAREK MATUSIAK

Alek Tarkowski socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek zespołu doradców strategicznych przy premierze

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.