Zbyt twarde nogi polskich kierowców
72 proc. prowadzących auta za nic ma limity prędkości obowiązujące na drogach krajowych
Aż 64 proc. naszych kierowców jeździ powyżej dopuszczalnych limitów prędkości. Nawet przejeżdżając przez miejscowości w terenie zabudowanym, prawie co czwarty przekracza je o więcej niż 20 km/h - wynika z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego "Prędkość pojazdów w Polsce", którego treść poznał DGP.
To pierwsze od pięciu lat tak kompleksowe badanie prędkości. Pod lupę wzięto 250 tys. pojazdów z trzech województw: mazowieckiego, pomorskiego i lubelskiego. W 23 wybranych lokalizacjach zamontowano specjalne pętle, po których przejeżdżały samochody. Kierowcy nie mieli świadomości, że ktokolwiek kontrolował ich prędkość. Badania prowadzone były na drogach ekspresowych z limitem 120 km/h oraz krajowych, wojewódzkich i powiatowych, gdzie limit wynosi 90 km/h lub 50 km/h w terenach zabudowanych.
W przypadku terenów niezabudowanych największa skala przekroczeń dotyczy dróg krajowych (72 proc. kierowców przekracza dozwoloną prędkość, z tego 23 proc. powyżej 20 km/h). Na drogach wojewódzkich skala przekroczeń wyniosła 48 proc. (12 proc. powyżej 20 km/h), a na powiatowych - 39 proc. (8 proc. powyżej 20 km/h).
Z kolei na drogach krajowych przebiegających przez miejscowości prędkość przekracza aż 86 proc. kierowców, a co czwarty przekracza dozwolony limit powyżej 20 km/h. Podobnie jest na ulicach dwujezdniowych w Warszawie, Sopocie i Lublinie - skala przekroczeń wyniosła 80 proc., jednak tylko 16 proc. zmotoryzowanych przekracza prędkość o 20 km/h lub więcej.
- Drogi różnią się standardem technicznym. Jeśli mają węższe pasy ruchu, pojawiają się utrudnienia czy przeszkody, kierowcy zdejmują nogę z gazu. Drogi lepszej jakości w odczuciu kierowców nie stwarzają większego zagrożenia, dlatego automobiliści prawdopodobnie przyspieszają - tłumaczy prof. Stanisław Gaca z Politechniki Krakowskiej, współautor badania.
Eksperci są zdania, że choć dzięki m.in. fotoradarom polskich kierowców coraz lepiej się kontroluje, to niestety tylko punktowo. W dalszym ciągu państwo nie jest w stanie ich wychować - tak by sami chcieli zdjąć nogę z gazu, nawet jeśli nikt i nic ich nie skontroluje po drodze.
- Kierowcy mają wciąż zbyt małą świadomość zagrożeń czekających na drodze i dość swobodnie podchodzą do przepisów i znaków drogowych - mówi prof. Gaca. Przyznaje jednak, że kwestia racjonalnego oznakowania dróg, na co często skarżą się kierowcy, wciąż pozostaje otwarta. W zeszłym roku GDDKiA przeprowadziła akcję wymiany znaków przy drogach krajowych. Wiele z nich to ograniczenia prędkości. W efekcie aż w 262 miejscach kierowcy przyspieszyli, a zwolnili w 144.
@RY1@i02/2014/019/i02.2014.019.00000040b.802.jpg@RY2@
Wojciech Pacewicz/Forum
Wolniej jeździmy po zniszczonych drogach, po nowych pędzimy
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu