Ludzie chcą czytać o tym, co piszczy za miedzą
Czy burmistrz naszego miasta jest uczciwy? Kto pamięta o szesnastowiecznych grobach w swojej gminie? Ile kosztuje leczenie, którego praktycznie nie ma? O tym i nie tylko pisze lokalna prasa
Prasa lokalna to taki nerw życia kraju - mówił Henryk Wujec, przedstawiciel prezydenta Bronisława Komorowskiego, który obejmował patronatem ranking lokalnej prasy, już po raz szósty organizowany przez Stowarzyszenie Gazet Lokalnych.
A prezes Banku Gospodarki Żywnościowej Józef Wancer przypominał, że 80 proc. mieszkańców Polski żyje na wsiach i w małych miasteczkach. - Tam popyt na prasę lokalną jest duży, ludzi interesuje to, co dzieje się poza wielkimi miastami. Obchodzi ich przysłowiowe własne podwórko. A o nim informuje lokalna prasa. Ona jest taką solą demokracji.
W czasie finału szóstej edycji konkursu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i BGŻ poznaliśmy zwycięzców prac prasowych w dziesięciu kategoriach: dziennikarstwo śledcze i interwencyjne, ekonomia, rolnictwo, wieś i ekologia, edukacja, zdrowie, społeczeństwo, publicystyka historyczna, fotografia prasowa oraz filmowy materiał dziennikarski zamieszczony na stronie internetowej. Na konkurs wpłynęło prawie 1200 prac (w większości materiałów dziennikarskich, ale też fotografii i lokalnych stron internetowych) z ponad 40 redakcji z całej Polski. Jurorami byli dziennikarze ogólnopolskich gazet.
Wśród nominowanych i zwycięzców znalazły się przede wszystkim tytuły z zachodniej i południowej Polski. Ale pojawiły się też gazety z Mazur i Siedlec.
- Na zachodzie społeczności są dobrze zorganizowane i otwarte na swoje małe ojczyzny - mówił jeden z jurorów.
Nagrodę Grand Prix dla najlepszego tekstu roku przyznano Tomkowi Kędzi z Nowin Jeleniogórskich za tekst o NFZ, który płaci miliony za leczenie, którego nie ma. Ten tygodnik uzyskał też tytuł Grand Prix jako tytuł roku.
- Już od 50 lat jesteśmy na rynku, najpierw jako spółdzielnia, teraz spółka - mówi naczelny "Nowin Jeleniogórskich" Andrzej Buda. - A sukces i poczytność zawdzięczamy może paradoksalnie pewnej dziennikarskiej zachowawczości. Stawiamy na dłuższe formy, reportaże, analizy. Gonienie za tanią sensacją wcale, jak wynika z naszego czytelnictwa, lokalnej społeczności się nie podoba. Wolą rzetelność, dobry styl, poprawny język.
Redaktor "Nowin Jeleniogórskich" dodaje, że jego tytuł nie jest taką zupełnie lokalną gazetką zajmującą się jedną gminą czy powiatem.
- Chcemy spojrzeć szerzej, na całe podgórze jeleniogórskie, zwłaszcza że podobnie jak w Zakopanem, w rejonie którego króluje "Tygodnik Podhalański", mamy sporo ludności napływowej, często z dużych miast, która tu organizuje sobie życie. Interesuje ich cały region. To stawia przed nami dodatkowe wyzwania.
Dziennikarze lokalnej prasy przyznają, że czują się mieszkańcom potrzebni. - Często odbieramy telefony, nie tylko w awaryjnych sytuacjach, ale też z ciekawymi tematami, którymi w ogólnopolskiej prasie nikt się nie zajmie - mówi Magdalena Lachowicz publikująca w "Pałukach" i "Ziemi Mogileńskiej". Dostała nagrodę za publikację "Chcesz otrzymać pracę, poślij dziecko do gminnego gimnazjum", w której reportażowo, pokazała, jak gmina chce zatrzymać dzieci w miejscowej szkole nie zawsze w uczciwy sposób.
W lokalnej prasie pojawiają się nie tylko teksty dotyczące danej wsi, miasteczka, regionu, choć dziennikarze przyznają, że najłatwiej i najchętniej pisze się "o naszych".
Jednak w reportażach, które są częstą formą w lokalnej prasie, temat, choć z własnego podwórka, staje się uniwersalny. Przykładem jest nagrodzony tekst Doroty Jańczak z "Życia Gostynia" o dziewczynie, która postanowiła zostać stolarzem i podjęła naukę w szkole zawodowej.
- Przy okazji udało się rozwinąć temat szkolnictwa zawodowego, które właściwie umarło, a w małych miejscowościach jest na nie zapotrzebowanie - mówi autorka. Dodaje też, że prasa przybliżająca miejscowe sprawy to nie tylko informacje z okolic, ale też często przekaz społeczny. - Z powodzeniem zbieramy od czytelników odpis podatkowy w wysokości 1 proc., który przekazywany jest na potrzebujące dzieci z naszego regionu - mówi Dorota Jańczak.
Dziennikarze działający lokalnie są przywiązani do miejsc i społeczności, o których piszą. Zaznaczają jednak, że nie uzależniają się od samorządowej władzy. - W tym roku wybory, ale jeszcze nie czujemy jakichś nacisków - mówi Andrzej Buda. - Oczywiście kandydaci z różnych opcji będą mogli wykupić u nas płatne ogłoszenie.
A jak wykazują badania tygodniki lokalne to dobry, bo szeroki, rynek reklamowy. Według danych Millward Brown w ostatnich czterech latach poziom czytelnictwa jest stabilny i utrzymuje się na poziomie niemal 6 mln w ciągu 30 dni.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu