Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

#napaleni

Ten tekst przeczytasz w 27 minut

Nastolatki nie mogą od seksu uciec. Rodzice jeszcze nigdy nie byli im tak potrzebni. Nie po to, by tłumaczyć, tylko uczyć, jak radzić sobie z emocjami

Nastolatki wiedzą, co to jest walenie gruchy, obciąganie czy anal. Część nie tylko teoretycznie - co dwudziesty pierwszy z nich seks uprawiał w wieku 15 lat (lub nawet wcześniej). Już co dziesiąty, jak wynika z analizy Instytutu Badań Edukacyjnych - rok później. Stary dowcip o tym, że to syn może uczyć ojca wiedzy o seksie, dawno przestał być już tylko kawałem.

Ale to nie do końca prawda. Bo jeśli nastolatek wie, jak zakładać prezerwatywę, to nie ma pojęcia o tym, jak pielęgnować związek. Bo tego nie nauczy się ani od kolegów, ani z filmów porno, które kończą się na wytrysku. Ci, którzy zaczynają z nastolatkami poważniejsze rozmowy na temat seksu, są zgodni: największy problem to dziś uczucia.

Panowie sikają na panie

Ola do sprawy podeszła profesjonalnie - kiedy syn kończył przedszkole, kupiła dostępne na rynku książeczki edukacyjne o tym, skąd na świecie się pojawiają dzieci. Porozmawiała z dzieckiem, pokazała mu książeczki i uznała, że na jakiś czas sprawa jest załatwiona. Potem temat co jakiś czas powracał, aż na koniec trzeciej klasy Marcin pojechał na kolonie. - Po powrocie, podczas kolacji, wypalił: A, mamo, a co to jest pizda? Zamarłam.

Okazało się, że chłopcy mieli w pokoju telewizor i wykryli, że na jednym kanale "panie całe czas jęczą, a panowie na nie sikają". I te panie ciągle proszą, by do nich zadzwonić. Wytłumaczyli z mężem synowi, że to nie były filmy dla niego i żeby lepiej o tym nie mówił. - Poczułam się bezradna. Staraliśmy się go powoli wprowadzać w świat intymnych doznań, chroniliśmy go przed internetem, a tu jeden wyjazd i po wszystkim - opowiada. Ola nie wie, jak to pierwsze spotkanie z seksem wpłynie na syna, ale chciała, żeby przebiegło inaczej.

- W podstawówce zawsze znajdzie się jeden "zboczony". To ten, który pierwszy zaczyna łapać dziewczyny za pupę czy piersi. Wszyscy tak go nazywają, a za jakiś czas robią tak samo. Zawsze też ktoś ma starszego brata albo jest kolega, który nie zdał. To on pierwszy przynosi pismo z pornografią lub pokazuje filmik w sieci. Najpierw wydaje się okropne, ale potem zaczyna się oglądać, by zaimponować kolegom - fachowo ocenia Janek, obecnie w ostatniej klasie liceum. - W gimnazjum już wszyscy wiedzą, jak co wygląda i działa - dodaje.

Pornografia to nie tylko domena chłopców. Także Marysia, licealistka, która mieszka pod Warszawą, z ciekawości obejrzała taki film, kiedy miała 12 lat. Jakoś niedługo po tym, jak się dowiedziała, co to jest sfera intymna. - W szkole ktoś powiedział, że jakaś osoba jest zboczeńcem. Nie wiedziałam, o co chodzi, kojarzyło mi się z drogą, zakrętami, zapytałam koleżanek i tak jakoś się potoczyło. Zostałam uświadomiona - śmieje się.

Bartek wszystkiego dowiedział się w podstawówce. Znalazł pornograficzne zdjęcia na komputerze, którego używał ojciec. Stare Windowsy miały w menu "Start" katalog, w którym pokazywały ostatnio otwarte pliki. Jak przyznaje, wkurzył się wtedy i wyczyścił ojcu foldery. Potem zebrał burę za to, że "zepsuł komputer". Oczywiście ojciec nie powiedział wprost, o co konkretnie chodziło. Z kolei Ania znalazła wibrator mamy. - W trzeciej klasie podstawówki mieliśmy jechać na wycieczkę z panią, która prowadziła dodatkowe zajęcia. To się jednak nie udało, wróciłam do domu dużo wcześniej, niż powinnam. Kiedy weszłam do łazienki, na wierzchu leżał właśnie wibrator. Strasznie się speszyłam, a mama się wkurzyła, że to zobaczyłam. Od tego się zaczęło, potem już dowiadywałam się więcej sama.

Wiedza czerpana od starszych braci, z gazetek dla nastolatków i filmów porno okazuje się jednak fragmentaryczna. - Kiedy szłam do gimnazjum, miałam wrażenie, że wiem wszystko. Dlatego wstyd było mi przyznać, że nie rozumiem, dlaczego za koleżanką, która ma duże usta, chłopcy wołają "wara-obciągara" - opowiada Kasia, 18-latka z Kielc. Nie spytała jednak rodziców, hasło wrzuciła w Googlea. - Standard. Dzieciaki słyszą "petting", a jak nie wiedzą, co to znaczy, wpisują zaraz w wyszukiwarkę i po minucie sprawa jest rozwiązana - dodaje Przemek Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS, a także nauczyciel etyki i wychowania do życia w rodzinie w jednym z sopockich liceów.

Youtuber z chusteczką

Nastolatki nie mogą od seksu uciec - jest wszędzie. W filmach, teledyskach, reklamach, dzięki aplikacjom takim jak Snapchat mają go na smartfonie. Z czasem seks staje się częścią ich życia. W grupie do 24 lat średnia wieku, w którym przechodzą inicjację, to 17,5 roku. Czyli gdzieś między pierwszą a drugą klasą szkoły średniej. Jeszcze nigdy przepaść czasowa między pierwszym seksem a ślubem nie była tak duża. Nie chodzi nawet o to, że zaczynają wcześniej. Ale zmienia się rola seksu w życiu.

Jakub Mikoszewski, który uczy wychowania do życia w rodzinie w jednej ze społecznych warszawskich szkół, opowiada, że kiedy prosi uczniów o wypisanie najważniejszych powodów, dla których uprawia się seks, to miłość wcale nie pojawia się na pierwszym miejscu. - Czasem nawet nie w pierwszej trójce, choć są osoby, które stawiają ją na pierwszym miejscu - mówi nauczyciel. "Przygoda, przyjemność, okazanie uczuć, presja rówieśników, zacieśnienie związku, chęć posiadania dzieci, pieniądze" - to niektóre z powodów. - Seks nie stawia znaku równości ze związkiem - konstatuje Piotr, 19-latek z Warszawy, który rok temu zdawał maturę. Wielu jego znajomych ma dziewczyny, z którymi sypia, ale nie są parami; zostawiają sobie wolność. Pierwsze doświadczenia już na poważnie zaczęli między się 16. a 18. rokiem życia.

Kasia, która od września rozpocznie studia, po raz pierwszy kochała się tuż przed osiemnastką, na jednej z imprez. Rodzice trochę z nią gadali, głównie o sprawach technicznych. Wiedziała, że powinno się używać prezerwatyw przy stosunku. Dlatego je kupiła, kiedy wiedziała, że prześpi się z chłopakiem. Znała go od kilku lat i świetnie się rozumieli. Czy to był jej narzeczony? - Ależ skąd. Chłopak to osoba, której się bezgranicznie ufa, uwielbia się spędzać z nim czas. A tamten to kolega. Nawet fajny.

"Czy uprawiałeś już seks?" to jedno z pytań na zapoznanie się w liceum. W sumie wszyscy wiedzą, kto jest jeszcze przed, a kto już po. Pod koniec to już każdy jest kozakiem, zdjęcia dziewczyn na Facebooku komentuje z tagiem #ruchałbym. To strasznie płytkie, ale tak jest - mówi Janek. - Trochę seksu jest na imprezach, ale ludzie raczej uważają. Kiedy jedna koleżanka przespała się z gościem w sylwestra, to do dzisiaj towarzystwo plotkuje o niej, że się puszcza. Wszyscy wszystko wiedzą.

Marysię złości to, że seks jest wszędzie. - Chciałabym, żeby to była taka rzecz, która nie jest opatrzona i wyświechtana, moja intymna - opowiada. Ale nie da się inaczej. Ostatnio oglądała filmiki znanego youtubera. W jednym z odcinków odpowiadał na pytania, które otrzymał od fanów: jak się masturbuje. Chcecie wiedzieć? Proszę bardzo, biorę chusteczkę... i tak dalej, i tak dalej. - To norma. Nawet nie wiedziałam, że tam to będzie, nikt nic nie zaznaczał - mówi. Albo jeszcze inna historia: w trakcie jednej z imprez na początku gimnazjum wpadli z kolegami na pomysł, żeby wejść na Chatroulette, internetowy komunikator, coś w rodzaju Skype''a, w którym łączysz się z przypadkowymi osobami. - Chcieliśmy zagadać z kimś z Norwegii czy innego kraju. Ale co druga osoba okazywała się kolesiem, który się masturbuje - opowiada dziewczyna. Po prostu nie da się od tego uciec. Ona akurat rozmawia dużo z rodzicami. Ale jak przyznaje, nie wszyscy mają ten komfort.

Z córkami jest łatwiej

- Tak naprawdę to nie ma z kim być szczerym. Plotki są wszędzie, ludzie non stop cię oceniają. Jeśli masz prawdziwy problem, to bardzo uważnie dobierasz ludzi, którym możesz o nim powiedzieć. Ja sam raczej nie gadam nawet z moim najlepszym kumplem, bo on ma dziewczynę, której koleżanka jest straszną paplą. Wiadomo, dziewczynie mówi się wszystko, ona z kolei może powiedzieć o sekrecie tamtej, oczywiście w największej tajemnicy. A za chwilę wszyscy będą wiedzieć. Nie, dzięki - mówi Janek. A rodzice? - Ojciec ogarnął się z rozmową w drugiej gimnazjum, jak już było po wszystkim. Jak przyszedł do mnie i powiedział, że musimy po męsku porozmawiać, odpowiedziałem, że już wiem. Pamiętam, że się wkurzył. Kiedy już w liceum matka znalazła w domu puste pudełko po prezerwatywach, reagowała ironią, agresją. Odtąd raczej nie rozmawiamy o seksie.

Beata, mama Kasi (która wiedziała, że trzeba kupić prezerwatywę), zapewnia, że rozmawia z córką o wszystkim. Kasia początkowo też o tym przekonuje. Ale kiedy pytamy, od kogo dowiedziała się, o co chodzi z tym całym współżyciem, odpowiada: - A nie, to od kolegów w szkole - śmieje się. Przyznaje, że co prawda coś tam mama mówiła o zapłodnieniu, ale ona w temat weszła po tym, jak rozmawiali z przyjaciółmi, że można się dotykać i to sprawia przyjemność. To był środek podstawówki.

To norma. Analizy przeprowadzone w Instytucie Badań Edukacyjnych pokazują, że połowa rodziców porusza takie tematy jak higiena czy zmiany zachodzące w organizmie w czasie dojrzewania, ale nie sięga do spraw trudniejszych - ciąży, masturbacji, życia seksualnego jako źródła satysfakcji. Co piąty rodzic o trudnych sprawach w ogóle nie rozmawia z dzieckiem. - A kiedy dostałaś pierwszą miesiączkę? - pytamy Maję, dziś siedemnastolatkę, która przygotowuje się do egzaminu na architekturę. - W zasadzie od razu wiedziałam, o co chodzi. Nie pamiętam skąd, bo rozmowy o tym, że kiedyś i mnie to czeka, nigdy nie było. Mamie powiedziałam dopiero o drugim, może trzecim okresie. W zasadzie to chyba miałam nadzieję, że po prostu mi przejdzie - wspomina.

Tam, gdzie się o seksualności wspomina, raczej zajmuje się tym matka. Troje na czworo nastolatków to właśnie z nimi rozmawia. Ojcowie ograniczają się do pogawędek z synem. Tylko 13 proc. dziewcząt przyznaje, że o seksie rozmawiało z tatą. Dziewczynki są jednak na uprzywilejowanej pozycji. To z nimi o seksualności rozmawia się częściej. Chłopcy są pozostawiani samym sobie. - Z córką jest mi łatwiej. A syn nie chce. Wcześniej nie czułam potrzeby, a teraz ma 16 lat i nie ma szans na szczerą rozmowę z nim - opowiada Karolina. Poza tym uważała, że nie ma co opisywać, bo jak będą chcieli, to instruktażowe filmy znajdą sobie w internecie. Dziwi ją jedno - że syn mało interesuje się dziewczynami. - Dlatego czasem wchodzę do pokoju, w którym tłucze w te swoje gry, i mówię mu, że jeżeli jest gejem, to i tak go kocham.

Piotr, który rok temu skończył liceum, przyznaje, że raz ojciec przeprowadził z nim poważną rozmowę. Kiedy miał dziewczynę, powiedział mu, że kobiety inaczej przeżywają zbliżenie i ma ją traktować delikatnie. Jest mu wdzięczny do tej pory. Tego od kolegów by się nie dowiedział. Zwłaszcza że chłopcy mniej szczerze ze sobą rozmawiają. A już szczególnie, jeżeli ktoś miałby mieć kłopoty. - Z niepowodzeń raczej nikt się nie zwierza.

Cztery zasady idealnej randki

Największy kłopot polega na tym, że rodzice może nawet by chcieli, ale nie mają pomysłu jak. No bo przecież dzieciaki i tak już wszystko wiedzą. Podejście rodziców i dzieci do seksualności przeanalizował w tym roku Instytut Badań Edukacyjnych. Badaniem objęto ponad 2,5 tys. osób. To unikatowa analiza - do tej pory perspektywa rodziców była raczej pomijana. Tymczasem badanie obaliło wiele stereotypów. Na przykład taki, że rodzice o konserwatywnych poglądach nie chcą, by ich dzieci cokolwiek wiedziały o seksie. - Chcą wszyscy. Nie ma tylko zgody, kiedy i co mówić - wyjaśnia Aleksandra Poziomek, jedna ze współautorek badania.

Niezależnie od światopoglądu co trzeci rodzic przyznaje, że sam nie czuje się w temacie wystarczająco mocny, by jeszcze coś objaśniać dziecku. Blisko połowa widzi, że podczas rozmów "o tym" dziecko jest skrępowane i nie bardzo wie, jak sobie z tym poradzić. Dlaczego? Z badań wynika, że po prostu nie mieli się od kogo nauczyć rozmawiania. Jednak rodzice nie wycofują się rakiem. Zdecydowana większość chciałaby wiedzieć, jak z dzieckiem rozmawiać - aż 81 proc. badanych deklarowało potrzebę rozmawiania o seksualności. 84 proc. chciałoby nauczyć się czegoś więcej o budowaniu życzliwych relacji z dzieckiem. Co ciekawe, pytani o to rodzice źródła takich rad upatrują w szkole. Same placówki jednak także średnio sobie z tym radzą.

- W szkole dzieci mają przedmiot wychowanie do życia w rodzinie. To, jak on wygląda, jest jednak dalekie od ideału. Pytając uczniów o WDŻ, zauważyliśmy, że w ogóle nie są podczas niego poruszane kwestie dotyczące seksu jako czegoś, co buduje relacje międzyludzkie - zwraca uwagę Poziomek. A jej obserwacje potwierdza seksuolog Ewa Maciocha. - Rozmowy o seksie są prowadzone albo bardzo hedonistycznie, albo fizjologicznie. Nie mówi się o poszanowaniu drugiego człowieka, szacunku dla ciała. A jeśli nastolatek tego nie pozna, odbije się to na jego relacjach w wieku dorosłym - nie ma wątpliwości Ewa Maciocha. - WDŻ w gimnazjum były naprawdę słabe. Uczyliśmy się nakładać prezerwatywy na ogórki. To nie jest najpotrzebniejsze, kiedy tak naprawdę to nie wiadomo, kiedy uprawiać ten seks, z kim i czy w ogóle. O tym powinniśmy gadać - uważa Janek.

Przemysław Staroń wspomina, że na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Gdańskim podczas przygotowań do prowadzenia zajęć wychowania do życia w rodzinie jedna z metodyczek mówiła tak: "Mówcie im, żeby przypadkiem nie kładli się koło swojej sympatii". I podawała cztery zasady idealnej randki, które mieliśmy przekazać dzieciom w szkole: "Zgoda rodziców, 20 zł na osobę, żadnych środków psychoaktywnych i spotkanie w miejscu publicznym, bezpiecznym, broń Boże - odludnym".

Przygoda, przyjemność i miłość

Eksperci nie dziwią się, że rodzice są zagubieni. Bo ich rola się zmieniła, muszą być przewodnikami po świecie, w którym seks zagościł na stałe i jest dostępny za jednym kliknięciem. I już nie wystarczy, że powiedzą, że dziecko powstaje z dwu komórek, a jak już ma do czegoś dojść, to warto mieć prezerwatywę. Zaś wulgaryzacja języka i powszechna dostępność niefiltrowanych treści utrudnia rozmowy na te tematy. Dzieci machają ręką, że już wiedzą. Żeby zobaczyć, jak wygląda penis, wystarczy wrzucić go w grafikę, dlatego technikaliami trudno jest ich tak bardzo zainteresować. - Na biologii jest blok poświęcony ciału człowieka. Oni jednak w ogóle nie odnoszą tego do siebie, a wiedzę traktują jak każdą inną: zakuć, zdać, zapomnieć - przyznaje nauczycielka tego przedmiotu w jednej z warszawskich szkół średnich.

Łatwy dostęp do obrazków i filmików powoduje, że również u młodych powstaje poczucie, że niczego więcej nie mogą się dowiedzieć. W efekcie z jednej strony uczniowie mylą podstawowe pojęcia, są przekonani, że seks oralny nie grozi im chorobami, że nie można zajść w ciążę podczas pierwszego stosunku. Z drugiej nie zdają sobie sprawy, jakie to pociąga konsekwencje w innym, tym trudniejszym, emocjonalnym wymiarze. - Pornografia jest o tyle szkodliwa, że zniekształca obraz - mówi Staroń. Wspomina też, że na jednym z obozów socjoterapeutycznych dla trudnej młodzieży zapytał jednego z chłopców, jaka powinna być kobieta, co jest dla niego w niej ważne - ten odpowiedział: "Żeby była ciasna". Ta niepełna wiedza może też wywoływać frustrację. - Bywa, że opowiadam im, że filmiki porno czasem się kręci nawet kilka dni, bo aktorom nie udaje się uzyskać wzwodu. Na wszelki wypadek, żeby ich uspokoić - relacjonuje Jakub Mikoszewski.

Aby dostosować się do potrzeb, nauczyciel szybko zmienił model prowadzenia swoich lekcji - program zaczyna od rozmowy o emocjach. Prosi uczniów, żeby np. wypisali na kartce po jednej stronie przeżycia, które mogą im pomóc w związku, a po drugiej te, które mogą zaszkodzić. Potem czytają je na głos. To okazuje się świetnym początkiem żywej dyskusji. Kolejny temat to: czego się obawiają w związku z tą sferą? - Obaw jest dużo: oprócz tego, co zawsze, czyli ciąży i chorób, wymieniają strach przed byciem osądzanym, przed odrzuceniem przez kolegów, ale także przez partnera, bo na przykład nie uda im się w łóżku - wylicza Mikoszewski.

Ogromnym problemem jest też rozmowa o tym, jak odmówić seksu. Często nie zdają sobie sprawy, że samo nagabywanie jest przekroczeniem granic. Jest to tym trudniejsze, że seks nie jest już tak stawiany na piedestale i stał się powszechniejszy, trudniej jest właściwie znaleźć powód, dla którego by tego nie robić. - Paradoksalnie łatwiej jest tym dzieciom, które dzięki religii mają ugruntowane poglądy i wiedzą, że chcą z tym poczekać. I wiedzą też dlaczego. Ale tych nie ma tak wiele - opowiada nauczyciel. Poza tym trudnym tematem okazuje się to, czego można oczekiwać od osoby, z którą weszło się w bliską intymną relację, jeżeli to nie jest oficjalny "chłopak" czy "dziewczyna". - To nie znaczy, że nie cenią związków. Odwrotnie, stanowią dla nich ogromną wartość, zauważyłem, że wręcz większy podziw wzbudza to, że para jest ze sobą dwa lata, niż to, że ktoś przespał się z kilkoma osobami i wcale nie jest tak, że każdy ma już te doświadczenia za sobą - tłumaczy Mikoszewski. Jego doświadczenie jest jednak takie, że w wielu rozmowach, które przeprowadzał, poglądy były bardzo zróżnicowane. - Są sprawy, w których się nie zgadzamy, ale mogę ich jedynie pytać, jakie widzą zagrożenia, co czują, nie przekonam ich do własnego zdania - opowiada nauczyciel.

Staroń z kolei - nawet na etyce - puszcza filmy, które stanowią wstęp do rozmowy o różnych postawach. Ostatnio oglądali z dziećmi "Efekt motyla", w którym historia dwójki zakochanych osób może mieć różne zakończenia. W domu mieli napisać, które im się wydaje najlepsze i podać argumenty dlaczego. Z jego obserwacji wynika, że nastolatki pragną rozmawiać, słuchać i być słuchanymi. Gdy zaczyna się temat dotyczący emocji, w sali jest cisza jak makiem zasiał. - Oni mają głód rozmowy. Chcą, by dorośli z nimi rozmawiali, słuchali ich. I nie osądzali, tylko szanowali.

Jak zatem rozmawiać? - Robić to od zawsze. Na różne tematy - mówi Mikoszewski. Małe dzieci mogą rysować miłość do rodziców. Z mniejszymi można już też rozmawiać o tym, jakie obowiązki ma tata, jakie mama. I przede wszystkim pytać, jak się czują. - Potem to pytanie zadane 15-latkowi nie będzie budziło zdziwienia, a może dotyczyć już relacji z dziewczynami.

Czy uprawiałeś już seks? To jedno z pytań na zapoznanie się w liceum. W sumie wszyscy wiedzą, kto jest przed, a kto już po. Pod koniec to już każdy jest kozakiem, zdjęcia dziewczyn na FB komentuje z tagiem #ruchałbym - mówi Janek, obecnie w ostatniej klasie liceum

@RY1@i02/2015/162/i02.2015.162.000001300.802.jpg@RY2@

SHUTTERSTOCK

Klara Klinger

 Anna Wittenberg

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.