Są nowe mieszkania
Dzięki m.in. gdańskiemu samorządowi i urzędowi wojewódzkiemu udało się, by lokatorzy z wieżowca, który zniszczyła potężna eksplozja, znaleźli dach nad głową. Po dwóch latach od tragedii wprowadzili się do nowego, postawionego w tym samym miejscu bloku. Już nie wieżowca, ale budynku czterokondygnacyjnego. I bez instalacji gazowej. Przez wiele miesięcy uratowani lokatorzy z wieżowca mieszkali kątem u rodzin, znajomych, w mieszkaniach zastępczych.
Do tragedii doszło 17 kwietnia 1995 r. O 5.50 w bloku przy ul. Wojska Polskiego 39 w Gdańsku miała miejsce potężna eksplozja. Trzy najniższe kondygnacje bloku zmieniły się w jedną. Pozostałe się nie rozpadły. Przysypanych ludzi z narażeniem życia poszukiwały służby ratownicze z psami. Użyto też geofonów. Pod gruzami zginęły 22 osoby, 12 zostało rannych. W bloku było 77 mieszkań. Po wybuchu budynek groził zawaleniem. Dlatego następnego dnia władze miasta zdecydowały o całkowitym wysadzeniu go w powietrze. Tak się stało.
Prokuratura stwierdziła, że przyczyną wybuchu było rozszczelnienie instalacji gazowej poprzez celowe odkręcenie dwóch korków odwadniaczy, a ulatniający się gaz wytworzył mieszaninę wybuchową.
Ustalono, że prawdopodobnie korki wykręcił jeden z mieszkańców wieżowca. Śledztwo jednak umorzono, bo ewentualny sprawca sam zginął w wyniku wybuchu. Jednak mieszkańcy nie są jednomyślni. Pytają, czy konieczne było wysadzenie budynku. A może tam byli ludzie, których można było uratować. Po dwóch latach ci, którzy przeżyli, mają swoje mieszkania.
(MGC)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu