Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kijów przenosi się nad Wisłę. Chce tu taj zostać

30 czerwca 2018

Rośnie liczba obcokrajowców dostających zgody na pobyt czasowy. Najczęściej są to Ukraińcy, którzy stają się prawdziwą, zinstytucjonalizowaną mniejszością. Ale też mieszkańcy innych krajów chętniej tu pracują i żyją

Z 37-letnią Witą z Doniecka DGP rozmawiał rok temu. Wtedy czekała w Warszawie na decyzję w sprawie przyznania statusu uchodźcy. Po kilku tygodniach i dokładniejszym sprawdzeniu przepisów stwierdziła, że jednak nie ma szans na to, by dostać u nas azyl.

- Poprosiłam o unieważnienie mojego wniosku i wróciłam na Ukrainę, ale tylko po to, by wystąpić o wizę - opowiada nam kobieta, która znowu mieszka w Warszawie. - Rok temu udało mi się tu znaleźć pracodawcę, który chciał mnie zatrudnić, i to nawet na umowę. Do tego trzeba mieć wszystko w urzędach załatwione. Na razie jestem tu na podstawie wizy ze zgodą na roczny pobyt i pracę, ale planuję wystąpić o zgodę na pobyt czasowy. Podobno jeżeli ma się stałe zatrudnienie, to urzędnicy są bardziej przychylni - opowiada Wita.

Polska jak Kazimierz - atrakcyjna

Takich jak ona obcokrajowców, którzy decydują się usankcjonować swój pobyt w naszym kraju, jest coraz więcej. Jak wynika z najnowszych danych Urzędu ds. Cudzoziemców, w 2015 r. wydano 65 tys. zgód na pobyt czasowy dla obcokrajowców, podczas gdy w 2014 r. było ich 42 tys., a w 2013 r. zaledwie 31,7 tys.

Tak wielu chętnych do zamieszkania i pracy w Polsce nie było nigdy wcześniej. To oczywiście głównie efekt migracji obywateli ukraińskich (ich dotyczy aż 33,5 tys. ubiegłorocznych pozytywnych decyzji władz, podczas gdy w 2012 r. było ich ledwie 9,8 tys.), ale także wejścia w życie nowej ustawy o cudzoziemcach, która ułatwiła pracodawcom staranie się o pracowników czasowych z zagranicy (liczba takich wniosków wzrosła w ciągu trzech lat aż trzykrotnie).

- Nie mamy do czynienia z jednorazowym skokiem, jakimś krótkotrwałym trendem. Wręcz przeciwnie, to zjawisko, które powinno u nas trwać jeszcze wiele lat, bo stoją za nim czynniki ekonomiczne - mówi nam Jakub Bińkowski, analityk Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jego zdaniem można znaleźć na to dwa argumenty. - Po pierwsze stoi za tym nierównomierny rozwój gospodarczy Polski i Ukrainy. To wręcz przepaść. Nasz sąsiad 25 lat po upadku ZSRR pod względem rozwoju gospodarki, wysokości średniej płacy, PKB per capita w porównaniu z Polską oferuje ludziom tak słabe warunki życia, że w sposób naturalny ich ogromna część wybiera emigrację - tłumaczy ekspert. - To po prostu czysta ekonomiczna kalkulacja - dodaje. - Drugi powód przemawiający za tym, że nie jest to tylko ruch związany z sytuacją geopolityczną na Ukrainie - coraz więcej Ukraińców decyduje się swój pobyt legalizować, a więc myśli długoterminowo o sprowadzaniu rodzin, dzieci i zamieszkaniu w Polsce, a nie tylko zarabianiu tutaj - dodaje Bińkowski.

Rzeczywiście z roku na rok rośnie liczba Ukraińców legalizujących swój pobyt. Łącznie od 2007 r. na taki krok zdecydowało się już ponad 150 tys. Ukraińców, a zgody dostało ponad 111 tys. Coraz więcej jest też takich osób z Ukrainy, które mieszkają w Polsce na tyle długo i na tyle mocno zapuściły korzenie, że decydują się wręcz na wniosek o zezwolenie na pobyt stały. W 2015 r. na 8,7 tys. takich wniosków zgody dostało ponad 6,3 tys. osób, gdy dla porównania w 2011 r. wniosków było zaledwie 2 tys., a zgody dostało niecałe 1,7 tys. Ukraińców. Oczywiście w stosunku do ogólnej liczby Ukraińców przebywających i pracujących w Polsce (oficjalnie jest ich 650 tys., a do tego, jak szacuje się, około 270 tys. pracuje nielegalnie) nie są to jeszcze zawrotne liczby. Ale ich wzrost pokazuje nową tendencję.

Plaster na nasze emigracyjne rany

- Ewidentnie widać zmianę patrzenia na Polskę jako nie tylko na kraj, w którym można zarobić i wrócić do domu, ale jako na miejsce nawet jeżeli nie docelowe do życia, to przynajmniej na dłuższe zamieszkanie - potwierdza Karolina Zawiasa, analityk z Agencji EWL zajmującej się poszukiwaniem obcokrajowców do pracy w Polsce. - Większe zainteresowanie Polską jest też wśród mieszkańców innych części Europy, także Zachodniej, ale to głównie migranci ze Wschodu chcą zostać dłużej - dodaje.

- W efekcie emigracja ze Wschodu, szczególnie Ukraińców, staje się bardzo podobna do tej będącej udziałem Polaków do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Niemiec. Z czasowych "saksów" zamienia się w życie na miejscu, zapuszczanie korzeni i ściąganie całych rodzin - tłumaczy Bińkowski.

- Ewidentnie widać, że zaczynają się u nas tworzyć zalążki migranckich społeczności. A to dla Polski i naszej gospodarki bardzo dobry sygnał - przekonuje ekspert. Nie tylko dlatego, że naprawdę potrzebujemy pracowników. Również dlatego, że to pokazuje, iż jednak warto u nas mieszkać, no i że warunki życia zaczynają być konkurencyjne w stosunku do Europy Zachodniej.

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.