To przecież nie jest pana mieszkanie
Funkcjonariusze policji w Warszawie przymykają oczy na dzikie eksmisje. Kiedy lokatorzy są zastraszani i bici, stają po stronie właścicieli nieruchomości. Mundurem i odznaką sankcjonują bezprawie
Jest prawo pisane i prawo stosowane. Jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Wiadomo: ludzie przekraczają prędkość, rzucają papierki na ulicę, oszukują na podatkach. Godzą się jednak na to, że kiedy zostaną na tym przyłapani, grozi im kara. Gorzej, kiedy osoby odpowiedzialne za przestrzeganie przepisów są przekonane o swojej bezkarności. I zachowują się tak, jakby to one były od stanowienia prawa, a nie pilnowania, żeby inni go nie łamali. Historia pana Stefana jest tego przykładem. Lecz także tłumaczy, jak to było możliwe, że tzw. afera reprywatyzacyjna mogła rosnąć i puchnąć, karmiąc się śmierdzącą patologią niegodnego sprawowania władzy i obojętności tych, którzy powinni zdecydowanie na to reagować. Opowiada także o bezradności skrzywdzonego człowieka, który nie ma do kogo udać się po pomoc.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.