Komu potrzebne pielęgniarki w żłobkach
Dyrektorzy placówek borykają się z deficytem kadry. Nadzieję dawały Ukrainki, ale ich zatrudnienie wymaga więcej formalności niż w szpitalach
Do dyrektorów żłobków trafiła właśnie ankieta Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Są w niej pytani o zasadność zatrudnienia pielęgniarek lub położnych na podstawie art. 15 ust. 3 ustawy o opiece nad dziećmi do lat trzech. A także proszeni o podanie wymaganej przez prawo liczby etatów w danej placówce w zestawieniu z faktycznie zatrudnionymi osobami. Ankieta potrwa do 4 lipca, a jej wyniki mają posłużyć do przygotowania postulatów do Ministerstwa Zdrowia. Sami dyrektorzy są zdania, że przepis ma się nijak do rzeczywistości, i chcą jego zmiany.
Przypomnijmy: tzw. ustawa żłobkowa mówi, że jeśli do placówki uczęszcza więcej niż 20 dzieci, ma ona zatrudniać przynajmniej jedną pielęgniarkę lub położną. W praktyce, jak mówią dyrektorzy placówek, ten zapis jest niewykonalny. – Od listopada ubiegłego roku na naszej stronie internetowej widnieje oferta dotycząca zatrudnienia pielęgniarki. Nie możemy jednak nikogo znaleźć, co oznacza, że działamy bez specjalisty. Przegrywamy w walce ze służbą zdrowia, która proponuje lepsze finansowo warunki pracy – tłumaczy Paulina Ludian, zastępca dyrektora w żłobku „Puchatek” w Sopocie. I przypomina, że o tego samego pracownika walczą też m.in. domy opieki społecznej czy hospicja.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.