Twórcy mają lepsze i gorsze okresy, a przecież żyć trzeba stale
Krzysztof Cugowski: Jest wielu artystów, którzy cienko przędą, ale nie oznacza to, że ich sztuka jest niepotrzebna i mniej wartościowa od tej proponowanej przez najbardziej popularnych twórców. A życie tych ostatnich też nie jest wcale tak spektakularne, jak by sobie tego życzyli
Jak pan ocenia pomysły rządu zmierzające do wsparcia artystów?
Cieszę się, że Ministerstwo Kultury proponuje jakiekolwiek zmiany mające na celu regulację zawodu artysty. Zwłaszcza że w ostatnich latach wszystkie pomysły państwa raczej sprawiały, iż bycie artystą stawało się coraz bardziej uciążliwe, głównie przez dodatkowe obowiązki formalne i obłożenie podatkami. Tym bardziej mnie cieszy, że rząd wydaje się brać pod uwagę specyfikę tego zawodu. Z tego też względu podpisuję się pod jego inicjatywami obiema rękami. Wszak bycie artystą nie ma nic wspólnego z pracą na etat, gdzie przychodzi się i po odbębnieniu ośmiu godzin odbija się kartę pracowniczą, po czym idzie do domu. W praktyce artyści mają lepsze i gorsze okresy, a przecież żyć trzeba stale.
Jak wygląda dziś sytuacja artystów, którzy w przeszłości nie płacili składek emerytalnych?
W czasach PRL zawód artysty właściwie nie był postrzegany jako prawdziwy zawód. Wszyscy występowali na podstawie umów-zleceń, powszechne było nieodprowadzanie od nich składek na ubezpieczenie społeczne. To odbiło się wszystkim artystom czkawką, gdy po transformacji ustrojowej zmieniły się przepisy dotyczące emerytur. Wielu moich kolegów po fachu, nawet tych bardzo znanych w dawnych czasach, dziś nie ma praktycznie żadnych świadczeń emerytalnych. Ja osobiście po transformacji ustrojowej zacząłem płacić składki jak normalny obywatel prowadzący działalność gospodarczą, ale było za późno. Po 25 latach pracy wyliczono mi taką emeryturę, że lepiej o niej nie wspominać. Nie mam oczywiście o to do nikogo żalu, pozostaje mi mieć co najwyżej pretensje do poprzedniego ustroju.
Ale czy faktycznie jest potrzeba, aby państwo dopłacało artystom do składek? Przecież wielu z nich zarabia dobrze. A ci, którzy nigdy nie potrafili zarobić, być może powinni po prostu znaleźć normalną pracę?
Jest wielu artystów, którzy cienko przędą, ale nie oznacza to, że ich sztuka jest niepotrzebna i mniej wartościowa od tej proponowanej przez najbardziej popularnych twórców. A życie tych ostatnich też nie jest wcale tak spektakularne, jak by sobie tego życzyli. Wielu z nich opowiada w mediach bajki o tym, jakie to worki pieniędzy zarabiają. Gdyby tak było, to nie widywalibyśmy ich na podrzędnych festynach czy chałturach w supermarketach. Najważniejsze jest więc to, aby rząd znalazł rozwiązanie, które będzie się sprawdzało w odniesieniu do wszystkich artystów.
A czy preferencje powinny dotyczyć każdego, kto uznaje się za artystę?
Zgadzam się, że są osoby, którym się tylko wydaje, iż są artystami. Rzecz w tym, że poziom artyzmu nie jest czymś, co można zważyć, zmierzyć czy obiektywnie ocenić. Niemniej jednak rząd powinien zastanowić się nad kryteriami, zgodnie z którymi można kogoś uznać za artystę. Tak, aby rzeczywiście udało się wspierać tych prawdziwych artystów, a nie zwykłych kombinatorów. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu