Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Kiedy zacznie się prawdziwy spektakl

1 grudnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Ostatni tydzień mógł wywołać silny dysonans poznawczy u osób, które nie śledzą na co dzień polskiej polityki. Minęło już półtora miesiąca od wyborów, a wciąż nie do końca wiadomo, kto w Polsce rządzi. Z jednej strony mamy nową większość w Sejmie i Senacie, która przegłosowuje kolejne ustawy i uchwały oraz obsadza stanowiska, z drugiej – nowy gabinet Mateusza Morawieckiego, który chce wdrażać „Dekalog Polskich Spraw”, choć jego wpływ na rzeczywistość będzie praktycznie zerowy.

Ten fakt nie przeszkadzał prezydentowi Andrzejowi Dudzie, by celebrować zaprzysiężenie rządu z pompą. W swoim przemówieniu nie wydawał się dostrzegać fikcji nowego gabinetu – zamiast tego docenił to, jak wiele kobiet weszło w jego skład i ile tam młodych twarzy. Obserwując uroczystość, można było odnieść wrażenie, że tylko jej gospodarz czuje się komfortowo. Mateusz Morawiecki nie przemawiał, Jarosław Kaczyński nie dotarł (choć w rozmowie z PAP zdążył się pochwalić, że rząd „polityczno-ekspercki” to jego koncepcja), gości prawie nie było (poza kojarzonymi z obozem PiS Dagmarą Pawełczyk-Woicką z Krajowej Rady Sądownictwa i Julią Przyłębską z Trybunału Konstytucyjnego). Większość nowych ministrów miała nietęgie miny. Zwłaszcza Mariusz Błaszczak, który parę dni wcześniej zarzekał się, że do kolejnego gabinetu Morawieckiego nie wejdzie. – Premier długo zwlekał z rozmowami z potencjalnymi kandydatami na ministrów. Także rozmowa z Błaszczakiem odbyła się dość późno. W PiS jest grupa działaczy uważających, że nie ma sensu wchodzić do takiego chwilowego rządu i wzmacniać Morawieckiego. Ale skoro pojawiło się oficjalne błogosławieństwo prezesa Kaczyńskiego, to Błaszczak jednak w to wszedł – ocenia nasz rozmówca z PiS.

Gabinet – poza wyjątkami – sprawia wrażenie, jakby uszyto go z drugiego i trzeciego garnituru partii. Poza „naturalnymi” sukcesjami – powierzeniem paru ministerstw dotychczasowym wiceministrom, takim jak Paweł Szefernaker (MSWiA) czy Małgorzata Jarosińska-Jedynak (resort funduszy) – mamy też kilka nominacji, o których decyzja zapadła raczej z braku laku, niż po żmudnej selekcji kandydatów. Fakt, że Marlena Maląg, jako minister rozwoju i technologii, ma też nadzorować cyfryzację, budzi uśmiechy w samym PiS. – Marlena spierająca się z big techem? Najwyżej ich zagada tak, że zgodzą się na wszystko, byle tylko zakończyć spotkanie – żartuje jeden z polityków partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale już całkiem serio dodaje, że obszaru cyfryzacji w którym wciąż jest wiele do zrobienia, co pokazał potężny wyciek danych z Alabu – pilnować ma Paweł Lewandowski, dotychczasowy podsekretarz stanu w tym resorcie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.