Uśmiechnięta twarz narodowa
Czasem dopiero z perspektywy lat potrafimy stwierdzić, że byliśmy świadkami przełomu. Tak było w 2008 r., gdy nie mówiło się jeszcze o wielkim kryzysie finansowym, gdy pojawiały się media społecznościowe czy zaczynała pandemia COVID-19. Choć w ostatnich latach sam napisałem sporo tekstów o ewolucji instytucji państwa narodowego, to muszę przyznać, że nie doceniłem społecznych lęków związanych z globalizacją i rewolucją technologiczną, a także siły kapitalizmu. Dziś widać coraz wyraźniej, że przekazywanie kompetencji na poziom ponadnarodowy, które w założeniu miało pomóc skuteczniej walczyć z politycznymi wpływami globalnego kapitału, niekoniecznie się sprawdziło. Wszystko to utorowało drogę do powrotu nacjonalizmu – widocznego niemal w całym świecie Zachodu.
Partie odwołujące się do idei narodowych uderzają zwykle w dwa tony. Po pierwsze, podsycają społeczne lęki – „masz prawo czuć się pokrzywdzony(-na)” – a po drugie, obiecują ochronę przed zagrożeniami przy użyciu klasycznych instrumentów polityki. To nic, że ich skuteczność w ostatniej dekadzie specjalnie nie wzrosła wobec postępującego słabnięcia państw narodowych. Ważniejsze jest to, że partie te potrafią się wsłuchać w realne obawy obywateli i nie zagadują ich propagandą aktualnie dominujących ideologii, nawet jeśli doskonale zdają sobie sprawę ze swojej bezradności. Zawsze mogą powiedzieć: „Tak, wyborco, masz rację, zrobimy dokładnie tak, jak mówisz”.
Podsycanie społecznych lęków leży u źródeł poparcia takich polityków jak Donald Trump czy Marine Le Pen. Podobnie budowali swoje polityczne imperia także znienawidzeni przez liberalny mainstream Viktor Orbán czy Jarosław Kaczyński.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.