Wolność zakrywana pożyczką
Nie trzeba być konserwatystą ani nawet prawicowcem, by bronić świętości węzła małżeńskiego. Pospolitość, by nawiązać do (prawie) wieszcza, skrzeczy – rozwody są powszechne, życie bez ślubu jest powszechne, patchworki są powszechne. Niemniej są argumenty dobre i rozumne za tym, by rodzinę opierać na małżeństwie, najlepiej trwałym. Cała możliwa dyskusja nad orientacją promałżeńską ma się jednak nijak do kwestii związków partnerskich. Jak głoszą popularne memy: „Jesteś przeciw? Nie zawieraj”.
Wzburzenie części prawicy w tym przypadku nie miało i nie ma sensu moralnego. Prawica, przynajmniej w teorii, godzi się z odpowiedzialnością jednostki za własne życie. Nic więc dziwnego, że bardziej jest za wolnością w życiu społecznym niż lewica. Ta uznaje niezaradność jednostek za polityczne dobrodziejstwo, stara się, by wiązały one swój dobrostan przede wszystkim z pomocą państwa. Tak, tak, PiS, kiedy rządził, nie był od tej wizji odległy – ale czy charakterystyczny dla tej partii protekcjonalizm społeczny musi się przejawiać w odrzucaniu dobrowolnych związków, zawieranych zgodnie z sumieniem jednostki?
O wiele większe zdziwienie budzi postawa Konfederacji. Partia, która w tak wielu kwestiach nawołuje do wolności, jest przeciwko elitom polskim i europejskim, partia, która mówi o dławieniu Polaków przez biurokrację itd., itp., nie akceptuje związków partnerskich. A powinna mieć wypisane na czole: „wolność”. I nawet ma, ale stara się zakryć czoło pożyczką. Swego czasu poseł Michał Połuboczek ze środowiska Brauna wypowiadał się za, skoro związki partnerskie to „ułatwienie dla ludzi, którzy nie chcą wchodzić w formułę ślubu. Dlaczego nie dać im takiej możliwości?”. Jego głos nie stał się jednak głosem liderów Konfederacji, choć w elektoracie partii więcej zwolenników ma w tej kwestii Połuboczek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.