Mocni jak August II
Sprawność fizyczna polityków okazuje się coraz częściej równie istotna co siła intelektu. Mięśnie niekoniecznie jednak gwarantują długofalowe sukcesy
Absolutnie żadnego sportu, tylko whisky i cygara – miał odrzec Winston Churchill, zapytany o to, jak udało mu się dożyć dziewięćdziesiątki. Niestety biografowie dwukrotnego premiera Wielkiej Brytanii twierdzą, że tę smakowitą anegdotę zmyślono zaraz po jego śmierci. Co więcej, nie oddawała ona prawdy. Churchill w młodości uchodził za znakomitego sportowca. Świetnie jeździł konno, był wyróżniającym się zawodnikiem polo. W czasie nauki w Royal Military Academy w Sandhurst wygrywał kolejne turnieje szermiercze. Dopiero z wiekiem się roztył, ale w polo grywał jeszcze po pięćdziesiątce. Gdy w wieku 77 lat po raz drugi został premierem, podczas rozmowy z wysportowanym agentem swej ochrony (tym razem prawdziwej) rzucił ironicznie, że teraz ćwiczy już tylko, nosząc trumny swoich przyjaciół, którzy ćwiczyli całe życie.
Największy z rzymskich cesarzy
Dopóki standardem było, że przywódcy osobiście walczyli na polu bitwy, utrzymywanie tężyzny fizycznej było kluczowe. Wiązało się bowiem z zachowaniem nie tylko władzy, lecz także życia. Już w starożytności jednak co bardziej rozsądni panujący nauczyli się dowodzić walczącymi z bezpiecznej odległości. Zmiana strategii spowodowała, że monarchowie nie musieli już dysponować imponującą masą mięśniową. Wręcz przeciwnie, siłacze rzadko zasiadali na tronie, chyba że jako uzurpatorzy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.