To nie jest ostatnia niedziela
W poniedziałek rano moja córka ma zajęcia na godz. 7.35, a syn powinien być wcześniej w przedszkolu. Dzięki temu, że moje dzieci wcześniej zaczną dzień, zdążę na kolegium, a potem na rozmowę o tym, jak banki mogą zwiększyć finansowanie budowy mocy energetycznych. To kluczowy temat dla naszej gospodarki. Musimy o nim sensownie napisać.
W poniedziałek rano do pracy spieszyć się będę nie tylko ja, lecz także miliony innych Polaków. Po drodze odprowadzą dzieci do przedszkoli, kupią mleko i pokłócą się na porannym zebraniu. Sklepy będą działać. Domy się budować, a gospodarka kręcić. Świat nie skończy się z tego powodu, że wygra ktoś, kogo uważamy za zagrożenie dla Polski. Niezależnie od tego, jak się nazywa. Mieszkaniec pałacu jest aż – i tylko – prezydentem. Polską jesteśmy my wszyscy. Również ci drudzy. Ci, którzy na niego głosowali.
Niezależnie od wyniku wyborów nie znikną nasze obowiązki i problemy. Nie znikną rodziny, przyjaciele oraz najbliżsi. Nie zniknie Polska. Jeżeli sami jej nie zniszczymy, próbując zniknąć tych drugich. Tych, którzy głosowali na tego drugiego. Oni też mają pracę, zadania kwartalne, za dużą ratę kredytu. Też mają szefa, który się czepia. Też boją się wojny, choroby, braku pracy, sankcji, epidemii. Też martwią się o szkołę, rodzinę, firmę, przyjaciół. Też kochają Polskę i chcą, żeby była lepsza, bezpieczna, żeby się rozwijała. Nie, nie mówię o tym, że potrzeba nam zgody narodowej. To bzdura. Demokracja potrzebuje sporu, potrzebuje treści, potrzebuje zaangażowania. I nie, rozwiązaniem nie jest kompromis. Prawda nie leży po środku. Prawda jest dokładnie tam, gdzie jest.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.