Kampania bez klimatu
W ięcej o edukacji klimatycznej będziemy mogli mówić po wyborach” – słyszę w nieoficjalnej rozmowie od przedstawiciela zespołu powołanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. To znak, że prosta rzecz stała się tematem politycznym. Znowu. I tak, jak to bywało już wcześniej, klimat został wielkim nieobecnym kampanii wyborczej.
Kandydaci na prezydenta chętniej mówią o znaczeniu polskiego węgla niż o konsekwencjach jego spalania. Karol Nawrocki nazwał go nawet w poniedziałkowej debacie „czarnym złotem”. Pozostaje mieć nadzieję, że sam nie wierzy, że to prawda. Jeśli będziemy się trzymali politycznego skansenu zbudowanego na węglowych fundamentach, świat nam po prostu odjedzie. Prezydenta, który na szczycie klimatycznym perorował, że „węgla mamy na 200 lat”, już mieliśmy. I właśnie się z nim żegnamy. Co nie oznacza, że kolejny przed takimi kompromitacjami nas uchroni. W kampanii wyborczej panuje bowiem – co niespotykane w naszych warunkach – ponadpartyjna zgoda co do tego, że o klimacie mówi się cicho, wcale albo źle.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.