Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Abdykacja Najjaśniejszej Gwarantki

21 marca 2025
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Najjaśniejsza Gwarantka – tak w Rzeczypospolitej schyłku XVIII wieku tytułowano oficjalnie imperatorową Katarzynę, gwarantującą utrzymanie w naszym kraju ustroju szlacheckiej anarchii. Nie utożsamiam z tamtym ustrojem systemu politycznego III RP ani obecnego położenia politycznego Polski z okresem, kiedy coraz wyraźniejsze stawało się przeczucie nadciągającego kresu państwowości, ani też – last but not least – roli, jaką wtedy w naszej historii odgrywał Petersburg z tą, którą od 1989 r. po dziś dzień odgrywa Waszyngton. A przecież, trochę oderwawszy się od tych wszystkich kontekstów i biorąc pod uwagę jedynie same te słowa – „Najjaśniejsza Gwarantka” – i ich literalne znaczenie, można odnieść wrażenie, że dobrze pasują właśnie do współczesnego pojmowania przez Polaków roli pełnionej przez Amerykę. I w jakimś zakresie nie tylko do jej pojmowania, lecz także do pewnych realnie istniejących aspektów tej roli.

Co robi Gwarantka? Gwarantuje. Co? Obecnej Polsce – przede wszystkim bezpieczeństwo przed Rosją, i co do tego zgadzali się jak dotąd w zasadzie wszyscy Polacy. Choć, jak pamiętamy, w 2014 r. minister Sikorski dał – w ekstrawaganckiej formie – wyraz poglądowi nieco odrębnemu („Polsko-amerykański sojusz jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza w Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Rosją, Niemcami, będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy” – mówił w nielegalnie nagranej rozmowie z Jackiem Rostowskim). Idące w tę stronę wątpliwości pojawiały się przez cały okres III RP, ale z reguły były tłumione z jednej strony urzędowym optymizmem, a z drugiej – poczuciem braku alternatywy.

Zarazem zarysowywały się też związane z amerykańskim patronatem nadzieje wychodzące poza proste zapewnienie fizycznego bezpieczeństwa przed Rosją. Myślę tu o marzeniach, iż bliski i jak najbliższy związek z USA podniesie zasadniczo status Polski nie tylko wobec Moskwy, lecz także stolic zachodnioeuropejskich. Co charakterystyczne, ambicje te nie pojawiały się bynajmniej wyłącznie po prawej stronie sceny politycznej. Pamiętamy przede wszystkim nadzieje na wsparcie przez Amerykanów wszelkiego rodzaju idei „międzymorskich” w okresie pierwszej kadencji Trumpa, lecz także te obecne, deklarowane przez część środowiska PiS liczącego, że konflikt Ameryki z Unią będzie oznaczał profity i wyższą pozycję naszego kraju. Podobne myśli bywały jednak także udziałem polityków wywodzących się ze zgoła odmiennej szkoły – Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Marka Belki. Mówię o zaangażowaniu Polski przez lewicę wbrew Berlinowi (wtedy SPD-owskiemu!) i Paryżowi w awanturę iracką. O udostępnieniu CIA obiektów więziennych w Kiejkutach i wcześniejszym osobistym zaangażowaniu się premiera Millera w sprawę rehabilitacji Ryszarda Kuklińskiego.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.