Dziennik Gazeta Prawana logo

Liderzy trzymają się mocno. Ale i obywatele nieustannie rosną w siłę

2 lipca 2018

Zmniejszenie roli tradycyjnych partii na rzecz grup wyborców powoływanych na gorąco i w określonych celach. Czy tak będzie wyglądała polska rzeczywistość publiczna?

Scena polityczna drży. Ostanie wybory dały zielone światło nowym inicjatywom jak Ruch Pawła Kukiza i Nowoczesnat Ryszarda Petru. Nawet Partia Razem, choć nie weszła do Sejmu, zdobyła finansowanie z budżetu i wyeliminowała lewicę. Te nowe formacje dostały jedną piątą głosów. To najlepszy wynik od 2001 r., gdy w Sejmie pojawiły się PiS, PO, LPR i Samoobrona. Jednak w przeciwieństwie do tamtych ruchów, które składały się z polityków istniejących wcześniej ugrupowań, te inicjatywy są nowalijkami.

Działania PiS wokół Trybunału Konstytucyjnego doprowadziły do skonsolidowania przeciwników zmian. Powstał społeczny ruch przeciwko partii, która wygrała wybory, i manifestujących jest więcej, niż wcześniej były w stanie zmobilizować opozycyjne partie.

Każda z inicjatyw przybiera inną formę. - Nowoczesna to partia. Ruch Kukiza jest zjawiskiem populistycznym, zbiera różnych ludzi z różnymi hasłami, powstał na zasadzie sprzeciwu. A KOD to oddolne ruszenie, jest najbardziej proobywatelski - podkreśla politolog Anna Materska-Sosnowska.

To normalne, że w życiu politycznym co rusz powstaje coś nowego, ale do tej pory szybko takie inicjatywy umierały. Jaskółką był Ruch Palikota, który wdarł się do Sejmu w 2011 r., gdy wszyscy narzekali na zabetonowanie sceny politycznej. Potem w wyborach europejskich mieliśmy sukces Janusza Korwin-Mikkego.

Skąd się to bierze?

Zmiana na politycznej mapie Polski to efekt zmęczenia wyborców bipolarnym układem politycznym. Choć PO i PiS jawią się jako śmiertelni wrogowie, to w wielu kwestiach ich działania są zbieżne. Jedna partia przedstawia się jako ideowo-liberalna, a druga konserwatywna, ale obie zmierzały w stronę centrum akceptowalnego przez większość Polaków. PO miała problemy z postulatami związków partnerskich, więc ta ustawa nie przeszła. Z kolei w PiS propozycja zapisania w konstytucji ochrony życia od poczęcia doprowadziła w kadencji 2005-2007 do rozłamu i odejścia z partii Marka Jurka. W sprawach gospodarczych obie partie po dojściu do władzy rezygnowały ze swojej wcześniejszej kampanijnej retoryki. Ani PiS nie okazał się tak solidarny, jak jawił się wcześniej, ani Platforma tak liberalna. Okazało się, że proza rządzenia i konieczność spinania budżetu wymuszają rewizję polityki. Oczywiście były sprawy dzielące je fundamentalnie - jak katastrofa smoleńska - ale często szukały różnic i próbowały rozpalać emocjonalne wojny na siłę. Znużenie takim zachowaniem powodowało, że część wyborców zaczęła rozglądać się za nowym rozdaniem, co pokazują wyniki ostatnich wyborów. Choć Platforma kreowała się na anty-PiS, i to było jednym z filarów jej politycznej strategii, to wizerunkowy kłopot, jaki miała z przywództwem i przekazem w kampanii wyborczej, spowodował, że konkurencyjne wobec niej okazało się w praktyce ugrupowanie Ryszarda Petru - stało się ono wyborem tych, którzy wstydzili się głosować na PO.

Dlatego choć wynik PiS był historyczny, bo pierwszy raz jedno ugrupowanie zdobyło samodzielną większość, to jego 37,5-proc. poparcie było dopiero czwartym wynikiem wygrywającej partii w historii III RP. Do tego łączny wynik PO i PiS obniżył się z około 70 proc. w wyborach 2007 i 2011 do 60 proc.

Nowe, czyli jakie?

Drugim powodem był fakt, że pojawiło się zupełnie nowe pokolenie wyborców. Dzisiejsi 20-latkowie wychowali się w wolnej Polsce, a znaczącą część swojego życia spędzili w kraju członkowskim UE. Popularności ugrupowań Kukiza, a wcześniej Korwina czy także Palikota politolodzy upatrują właśnie w tej grupie. - To efekt zmiany pokoleniowej i dojścia do głosu generacji urodzonej oraz wychowanej po 1989 r. i myślącej w sposób zdeterminowany skrajnie indywidualistycznie, w sposób krótkoterminowy, liberalnej w kwestiach gospodarczych i obojętnej w kwestiach światopoglądowych - zauważa politolog Rafał Chwedoruk.

Nowe inicjatywy polityczne dzielą się według kryterium obrony dotychczasowego kształtu państwa i zwolenników jego zasadniczej zmiany. - KOD to antyteza pokolenia 20-latków. Jego siłą jest pokolenie 30-latków, jedyne, w którym Komorowski wygrał z Dudą. W tym sensie KOD jest ruchem konserwatywnym, jest reakcją na zmiany, jak wandejscy chłopi, którzy buntowali się przeciwko rewolucji francuskiej, choć to nie oni ponosili jej koszty - zauważa Chwedoruk. Podobnie jest z Nowoczesną Ryszarda Petru. Na drugim biegunie jest Ruch Kukiza, a najtrudniej zdefiniować sytuację Partii Razem. - Gdyby zostać przy osi podziału zmiana - brak zmiany, to będzie jej bliżej do wyborców Kukiza, ale Razem traktowane jest z sympatią przez "Gazetę Wyborczą" i w tym sensie może być też utożsamiane z lewym skrzydłem obozu trwania - podkreśla Chwedoruk.

Jak zmienią się liderzy

Pojawienie się tych nowych ruchów na politycznej scenie wytwarza presję na istniejące ugrupowania i może w niektórych z nich wpłynąć na model przywództwa. Raczej nie stanie się tak w PiS. Tu sytuacja jest jasna - niepodzielnie rządzi Jarosław Kaczyński. Oczywiście im dłużej partia będzie rządziła, tym bardziej będzie traciła opozycyjną spoistość, różne grupy będą konkurowały, co będzie się przekładało na napięcia wewnątrz rządu i całego obozu władzy, ale arbitrem będzie Kaczyński. I dopóki sam nie uzna, że pora odejść z pierwszego frontu polityki, lub nie nastąpi jakiś wewnętrzny wstrząs w partii, model władzy w PiS pozostanie taki jak obecnie.

Ale już w PO zmiana jest pewna. Bez względu na to, czy wybory na szefa partii wygra Grzegorz Schetyna, czy Tomasz Siemoniak, to w pierwszym okresie nowy lider może chcieć zmienić model przywództwa, by zasypać kampanijne podziały. Co będzie oznaczać większą otwartość wobec struktur partii i mniej apodyktyczny styl sprawowania władzy niż w czasach, gdy PO rządził Donald Tusk. - Czy odchodzimy od obecnego modelu partii typu PO lub PiS? Moim zdaniem tak. Mam nadzieję, że właśnie powstające formacje będą bardziej demokratyczne wewnętrznie. Nowoczesna powstała wokół lidera, ale już w jego otoczeniu pojawiają się inne osoby, które widać w mediach. Sposób zarządzania klubem czy ugrupowaniem jest dużo bardziej zrównoważony, podobnie jest u Pawła Kukiza - zauważa Anna Materska-Sosnowska.

Ale nawet jeśli nastąpi osłabienie jednoosobowego modelu przywództwa, zapewne i tak się on utrzyma, bo jest najlepiej dostosowany do obecnej rzeczywistości medialnej i sposobu patrzenia przez większość wyborców na politykę. - Ludzie nie czytają partyjnych programów, tego, co napisane. Łatwiej ocenić twarz, osobowość, charyzmę i do tego się przyzwyczajają. To potwierdza ogólną tezę o personalizacji polityki - zauważa politolog Marek Migalski. Zgadza się z nim Materska-Sosnowska. - Może się pojawić, jak w partiach ekologicznych w Europie Zachodniej, model kolegialnego przywództwa, ale lider jest potrzebny, by być wyrazicielem partii, by łatwiej sprzedawać ideę - mówi politolog. Pośrednio potwierdza to ostatnia kampania wyborcza. - Sukces odniosły tylko partie z jasnym przywództwem. Pozostałe, które miały z tym problem, przegrały, jak lewica, gdzie z powodu sporu samce alfa ustąpiły miejsca samicy beta, czy Platforma, która formalnie miała liderkę, ale wszyscy wiedzieli, że lider jest w Brukseli, i dlatego była kontestowana - podkreśla Migalski.

Dlatego chociaż liderzy nowych ugrupowań czy nowi liderzy w starych ugrupowaniach nie będą już mieli tak dyktatorskiej władzy jak Kaczyński czy Tusk, to nadal będą istnieć, by wyborca widział, na kogo zagłosować. Tego nadchodzący 2016 r. na pewno nie zmieni.

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Polityczne podsumowanie roku na zdjęciach - zobacz na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.