Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Potrzebny nam nowy plan

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Balcerowicz: po Hausnerze już nikt nie próbował reformy finansów

Tych okrzyków nie dało się nie słyszeć. Rozlegały się z różną intensywnością. Jednak muszę powiedzieć, że wiele osób ulegało złudzeniom akustycznym. Wykrzykiwali to niektórzy agresywni przeciwnicy mojego programu, a zwolennicy milczeli. Obserwatorom się zatem wydawało, że istnieją tylko krytycy.

To uboczne skutki dobrobytu. Nasz kraj w dużo większym stopniu przypomina Zachód niż 20 lat temu.

Mówimy o procesie. W 1989 r. przeciętny dochód na głowę Polaka był mniejszy niż 30 proc. dochodu w Niemczech. Teraz jest to prawie 50 proc.

To nie wymaga masowych poświęceń. Powinniśmy jeszcze bardziej ulepszyć nasz silnik gospodarczy. Nie ma żadnego powodu, aby tyle przedsiębiorstw było ciągle państwowych. Należy prywatyzować. Teraz jest to szczególnie potrzebne, bo to pomoże uzdrowić finanse publiczne.

Obrona narodowa, policja - to powinno pozostać w gestii państwa. Do tego sprawny i sprawiedliwy wymiar sprawiedliwości. Elementarna edukacja. Państwo powinno być też obecne w infrastrukturze, pozostając otwarte na partnerstwo publiczno-prywatne. Wszystko to stanowi rdzeń funkcjonowania państwa. I jeśli ono właśnie w tych obszarach źle wykonuje swoje funkcje, to żadnym ustawodawstwem socjalnym się tego nie zrekompensuje.

Nazwa jest nieważna, ale pozostaje wiele do zrobienia. Mamy za duże wydatki budżetu w relacji do rozmiarów naszej gospodarki. To już ponad 44 proc. Gdy Szwecja w latach 60. miała taki dochód jak Polska, liczba ta wynosiła tam 34 proc. I tak za dużo. Żaden kraj świata nie doganiał szybko bogatych, mając tak wysokie obciążenia wydatkami budżetowymi. Należy wprowadzić reformy, które będą dawały więcej pracy i zachęcały ludzi do niej. W Polsce pracuje tylko 57 proc. ludzi w wieku produkcyjnym.

Gdyby teraz była taka sytuacja jak w 1989 r., to wymuszałaby ona kroki ratunkowe. Proszę zobaczyć, co się dzieje na Łotwie. Okazało się, że nie ma pieniędzy i trzeba ciąć wydatki. Idzie o to, aby robić to wcześniej - w oparciu o mniej drastyczne reformy niż pod wpływem przymusu sytuacji.

Jestem indywidualistą. Treść listu znam z przekazów, mam wątpliwości tylko co do jednego, innego pomysłu - zmiany definicji długu publicznego. Od tego nie przybędzie nam pieniędzy. Zamazywanie nie leczy objawów choroby.

Mogę wymienić łatwe ruchy, które by zmieniły sytuację. Jednak wymagają one zmian ustawowych, które mógłby wetować prezydent. Problemem nie jest opracowanie planu uzdrowienia finansów naszego państwa, który jednocześnie zwiększałby zatrudnienie w Polsce. Problemem jest przeprowadzenie tego przez system polityczny, co wymagałoby elementarnego porozumienia wszystkich głównych graczy. Przypomnijmy plan Hausnera. Był ostatnią poważną propozycją uzdrowienia finansów publicznych. Niestety przyjętą tylko w części, a potem kompletnie odwróconą. W latach 2005 - 2007 zniszczono ten plan przez legislację, która na dodatek zwiększała dług publiczny np. przez podwójne becikowe. To czysta polityka, zawsze szkodliwa dla społeczeństwa. Trzeba dodać zwiększone ulgi prorodzinne, które same w sobie nie pomagają w szybszym rozwoju gospodarczym. To były czasy "hulaj dusza, piekła nie ma", co spowodowało, że Polska weszła w okres spowolnienia z chorymi finansami, a potem zewnętrzny kryzys spowodował, że ta choroba z chronicznej stała się ostrą.

Tak, byłbym za ich likwidacją lub daleko idącym ograniczeniem. Po to, aby można było tak przekształcić system podatkowy, by bardziej sprzyjał działaniom produktywnym, pracy, innowacji itp. i był jak najprostszy.

Oczywiście uważam, że trzeba dojść do zasady jednakowego traktowania podobnych przypadków. Niestety po dobrym starcie reformy emerytalnej zaczęła się partyjna polityka i mnożenie przywilejów. Dla mnie najbardziej gorszącym spektaklem było to, co czynił Sejm w 2005 r., kiedy przyznawano górnikom przywileje pod presją demonstracji. Na dodatek premier Marcinkiewicz wycofał tę ustawę z Trybunału Konstytucyjnego, gdy zgłoszono ją jako łamiącą zasadę jednolitego traktowania. O reformie KRUS od dawna się mówi, i słusznie. Tu jest dużo, mówiąc łagodnie, nieregularności. Dość łatwo zostać rolnikiem. Jeżeli są łatwe pieniądze, za które płacą inni, to zawsze się znajdzie dużo chętnych. Nie należy w ten sposób wodzić ludzi na pokuszenie. Niech to, co mamy, zależy od naszej pracy.

Ktoś, kto to wysunie, napotka na demagogiczną kampanię konkurentów politycznych. Dlatego takie reformy wymagają ponadpartyjnego porozumienia. Wydaje mi się, że rolą mediów i tych, którzy tam występują, jest zwracanie się do wszystkich sił politycznych, także prezydenta i opozycji, aby wspierały, a przynajmniej nie blokowały takich reform.

Staram się to od dłuższego czasu robić. Największy dowód, że mówię o tym podczas tej rozmowy. Chcę, aby coraz mniej osób nabierało się na podszepty różnych fałszywych świętych mikołajów.

Nie. Władzą ostateczną w demokracji jest opinia publiczna. Trzeba działać w tym kierunku, aby dostatecznie dużo ludzi pracowało. I robić to poprzez rozwój gospodarki. Dlatego założyłem fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju. Nigdy mnie nie pociągały najbardziej zaszczytne funkcje, tylko zadanie, które jest do wykonania. Zależy mi na tym, aby w polskim społeczeństwie przeważały poglądy służące rozwojowi.

Jestem nieformalnym doradcą tych w polskim społeczeństwie, którzy zechcą mnie słuchać. Tak się działa w demokracji. Ci, którzy się ze mną zgadzają, mogą dać temu wyraz. To jest dla mnie bardzo ważne. Polska przez ostatnie 300 lat cofała się gospodarczo wobec Zachodu, a dopiero po 1989 r. nadrabiamy. To jest historyczna sprawa, trzeba ją dokończyć.

Staram się, żeby tak było. Oczywiście wiem, że nie każdy będzie mnie słuchać. Albo nie ma możliwości, albo się ze mną nie zgadza. W środowiskach, w których się obracam, jest cała masa ludzi młodszych. Mam wrażenie, że mam sporo słuchaczy.

Takich określeń nie stawiam sobie za cel. 20 lat temu zgodziłem się na propozycję Tadeusza Mazowieckiego. Nie chodziło mi o to, aby ktoś mówił o planie Balcerowicza. Wtedy bardzo się zastanawiałem. Z jednej strony ogromne trudności, chaos w gospodarce, z drugiej ogromna szansa związana z wolnością. Tak się składało, że interesowały mnie reformy w różnych krajach, choć nie marzyłem nawet, iż Polska będzie kiedyś wolna za mego życia. Dzięki temu część pracy domowej udało mi się wykonać wraz z zespołem, który tworzyłem.

Oprócz reform zawsze interesowała mnie historia. Co my dotąd świętowaliśmy? Rocznice powstań, które były stłumione. Rocznice wojen, które były przegrane, z wyjątkiem cudu nad Wisłą. Oto mamy możliwość obchodzenia rocznicy rozpoczęcia reform, które w opinii świata są traktowane jako przykład wielkiego sukcesu Polski. Powinniśmy mieć z tego powodu satysfakcję i iść do przodu.

@RY1@i02/2009/255/i02.2009.255.186.0011.001.jpg@RY2@

Leszek Balcerowicz ekonomista, były wicepremier i minister finansów, były prezes NBP

Wojciech Górski

ekonomista, były wicepremier i minister finansów, były prezes NBP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.